Horror · 8 min czytania
Klatka - Rozdział 12
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział 12
Krzysztof zjawił się w firmie dość wcześnie, ponieważ chciał złapać dyrektora, zanim ten znów pojedzie na jakieś spotkanie. Kiedy wszedł do firmy, wszyscy bardzo ciepło i sympatycznie przywitali go. W firmie Krzysiek spotkał swoich najlepszych kumpli, z którymi pracował. Dowiedział się od nich, że nie ma jeszcze nikogo na jego miejscu. Jednak teraz już go to nie obchodziło. Nie miał co prawda żadnej pracy, ale powiedział sobie, że nigdy tu nie wróci. Jednak tym razem złamał swoją zasadę. Sam nie wiedział dlaczego. Być może dlatego, że chciał coś jeszcze dla tej firmy zrobić. Postanowił, że wykona jeszcze to jedno zadanie, jakim jest zorganizowanie tego koncertu i później da sobie spokój z tą firmą i jej ludźmi. Udał się do gabinetu dyrektora, który jeszcze nigdzie nie zdążył wyjechać.
- Dzień dobry panie dyrektorze – przywitał się. - Dzień dobry. Co pana do mnie sprowadza? – spytał dyrektor
Krzysztof był lekko zdziwiony tym pytaniem, ponieważ dyrektor sam do niego dzwonił.
Część 22 / 2
- Słucham – powtórzył dyrektor, widząc, jak chłopak stoi i nic nie mówi. - Panie dyrektorze, przyjechałem, ponieważ dzwonił pan do mojej żony i ona powiedziała mi, że podobno trzeba zorganizować jakiś koncert, no i pomyślał pan o mnie. - Zaraz moment – zaczął dyrektor – coś sobie wyjaśnijmy. – Po pierwsze, wypowiedzenie pan już dostał, więc nie widzę powodu, żebym miał pana angażować w jakikolwiek projekt związany z naszym klubem. A po drugie, nie przypominam sobie, żebym do pana dzwonił. - Jak to? – zdziwił się chłopak – przecież moja żona, poznała pana po głosie. - Niemożliwe. Jak już mówiłem, ja do pana nie dzwoniłem, a teraz proszę wyjść.
Krzysztof wyszedł z gabinetu dyrektora, po cichu zamykając za sobą drzwi. Podszedł do swoich kolegów, którzy akurat stali przy wyjściu. - Słuchajcie, czy stary wczoraj do mnie dzwonił? – zapytał stojących przy drzwiach mężczyzn - Nie, a co? - Dziwne. Bo wczoraj moja żona, odebrała telefon od naszego starego i powiedział mi, że dzwonił do mnie, bo trzeba zorganizować jakiś koncert. Mężczyźni po tym co usłyszeli stanęli jak wryci. - Pierwsze słyszę – powiedział pierwszy - Ja też – powiedział drugi. - Chyba chłopaki, nie chcecie zrobić ze mnie wariata, co? - Nie. Skąd. Tylko też zastanawiamy się nad tą całą sytuacją. - No nic chłopaki. W takim razie będę leciał. Trzymajcie się - Ty też. Narka. Krzysiek pożegnał się z mężczyznami i wrócił do domu. W drodze powrotnej zastanawiał się, kto mógł do niego dzwonić. Do domu miał jakieś 15 minut drogi, jednak dzisiaj postanowił wrócić dłuższą drogą, aby mieć więcej czasu, na przemyślenia.
* Bezimienna leżała na łóżku i wpatrywała się w biały sufit, bawiąc się swoimi włosami. Nagle, za drzwiami usłyszała coś dziwnego. Otworzyła je. Za drzwiami było ciemno. Poczuła też, jak zimny wiatr przeleciał przez jej twarz. Wróciła do pokoju. Wzięła latarkę. Zaświeciła przed siebie. Zobaczyła, że wokół niej nic nie ma. Tylko puste pole i jakieś kilka domów. Wyszła z pokoju, żeby się rozejrzeć. Z jednego z domów dało się słyszeć dziwnie brzmiącą muzykę. Podeszła bliżej. Dyskretnie zajrzała przez okno. Odskoczyła od niego, jak rażona piorunem. W domu był ON, Mateusz i ktoś jeszcze. Jednak tej trzeciej osobie nie zdołała się przyjrzeć. Osoby będące w domu, usłyszały trzask łamanych gałęzi. Jedna z nich wyjrzała przez okno i zobaczyła leżącą na stercie gałęzi bezimienną. Dziewczynę przeszedł blady strach. Zerwała się na równe nogi i zaczęła uciekać. Biegła przed siebie, raniąc i kalecząc się o wystające z konarów drzew gałęzie. Dobiegła do drzwi swojego mieszkania i zamknęła drzwi. Usłyszała mocne tąpnięcie. Wiedziała już, że oni są za drzwiami i pewnie chcą dostać się do środka. Nie wiedziała co robić. Jednak w pewnym momencie zobaczyła białe światło i pewnego osobnika, który niczym duch przeleciał przez…