Erotyka · 10 min czytania
Klatka - Rozdział 7
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 7
Krzysztof tego dnia wrócił do domu pijany. Bał się powiedzieć, co go dzisiaj spotkało. Agata widząc męża, w stanie na spożycie alkoholu od razu zapytała: - Cześć, stało się coś? - Nie, dlaczego tak uważasz? – pytaniem na pytanie odpowiedział Krzysiek. - Bo zawsze, kiedy coś się złego stanie idziesz się napić. Za dobrze cię znam – mówiła Agata. - Oj kobieto, nic się nie stało. Daj mi święty spokój! – krzyknął chłopak i poszedł do sypialni. Agata stała ze ścierką w rękach i z wielkimi oczami. Była zdziwiona reakcją męża. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Próbowała dojść przyczyny jego zachowania, jednak jedyne co przychodziło jej do głowy, to nowa „lokatorka” w ich klatce. Bezimienna. To od niej się wszystko zaczęło. Postanowiła, że zjedzie do dziewczyny na dół i rozmówi się z nią. Jednak po zjechaniu na dół, dziewczyna się zdziwiła, ponieważ nigdzie nie było widać bezimiennej . - Czyżby się wyprowadziła – pomyślała – w sumie to nawet lepiej. Może Krzysiek zacznie się w końcu normalnie zachowywać. Z tą myślą wróciła do domu i zaczęła przygotowywać obiad. Krzysztof w tym czasie siedział na łóżku i patrzył się w okno, szukając wzrokiem nie wiadomo czego. Był zły na siebie, że tak potraktował swoją żonę. Że ją okłamał. Najgorsze było to, że stracił swoje jedyne źródło utrzymania. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Zawsze to właśnie on potrafił pomóc innym w potrzebie, a dzisiaj nie potrafił pomóc nawet sobie. Był wściekły. Najchętniej wyszedł by gdzieś z domu i nie wrócił. Jednak wiedział, że nie może tego zrobić. Za bardzo kochał swoją rodzinę. Zawsze uważał, że rodzina rzecz święta i że powinni być razem. Nie raz już się przekonał, będąc w ciężkich chwilach, że na rodzinę może liczyć. Ale czy mógł liczyć na nią również dzisiaj? Właśnie tego się bał. Bał się tego dnia, kiedy pewnego razu przyjdzie do domu i powie żonie i dzieciom, że on, jedyny żywiciel rodziny straci pracę. I nie tylko pracę. Stracić może wszystko. Mieszkanie, rodzinę. Gdzie wtedy się znajdzie. Czy i jemu ktoś pomoże? Czy zostanie sam? Jak wiele miał teraz pytań sam do siebie. I mało odpowiedzi. W jego głowie myśli kotłowały się jak sos na mięsny gulasz. Nie mógł ich zebrać w jedną całość. Powiedział do siebie, że już dłużej nie może tak tu siedzieć i powie o wszystkim żonie, dzieciom. Niech się dzieje co chce. Jakoś będzie musiał sobie poradzić. Zszedł na dół, do kuchni. Jego żona akurat była sama. Dzieci nie wróciły jeszcze ze szkoły. Miał więc chwilę aby z nią porozmawiać. Podszedł do niej i objął ją od tyłu. Agata poczuła jego obecność i odwróciła się. Pocałowali się namiętnie. Trwali chwilę w tym pocałunku. Kiedy przestali, Agata zapytała: - Coś się stało, skarbie? - Tak – odpowiedział Krzysztof – tylko widzisz, nie wiem jak ci to powiedzieć. - Po prostu powiedz. Przecież widzę, jak tłamsisz to w sobie. - A więc dobrze. Ale zanim powiem, to chciałem cię przeprosić, za to, że tak wyszło – Agata zauważyła opuszczony wzrok męża. - Ale za co? Co tak wyszło? Powiesz mi wreszcie? – niecierpliwie dopytywała się dziewczyna. - Wylali mnie z pracy. - Co zrobili?! – Agata nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Łyżka wypadła jej z ręki i uderzyła o kuchenne kafle. - To co słyszysz. Wylali mnie – powtórzył - Ale jak to? Za co? Dlaczego? – dopytywała się Agata, licząc, że na któreś pytanie dostanie odpowiedź. - Dyrektor stwierdził, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zawalam organizacje koncertów i takie tam. - No to, kurwa, pięknie – nie na żarty zdenerwowała się dziewczyna – I z czego my teraz będziemy żyć. Przecież ja nie pracuję. Zresztą nie muszę, nie musiałam, bo ty pracowałeś na dom. A teraz co. Będę musiała iść do pracy. Nie, kurwa, nie. Ja już dłużej tego nie zniosę. Agata rzuciła łyżką do zlewu, tak, że ta podskoczyła, ochlapując sosem ściany. Udała się w kierunku drzwi. Wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami, które o mało co nie wyskoczyły z futryny. Doskonale wiedziała, co zamierza zrobić. Wsiadła do windy i zjechała na parter. - Chodź tu szmato! – krzyczała na całą klatkę – to wszystko, kurwa, przez ciebie. Odkąd się tu pojawiłaś, nasze życie zamienia się w koszmar. Najlepiej będzie, jak sobie stąd pójdziesz. Wiem, że tu jesteś i że mnie słyszysz. Pakuj się i wypierdalaj stąd jak najdalej. Nie chcę cię tu więcej widzieć. Jeszcze raz cię tu zobaczę, to własnymi rękoma, wydłubię ci oczy. Bezimienna siedziała w swoim pokoju i słyszała, to co wykrzykuje Agata. Jednak tym razem nie płakała. Kiedy Krzysztof pozwolił jej zamieszkać w tym pokoju, miała ciszę, spokój i mogła sporo czasu poświęcić na rozmyślania. Pomyślała, że już nie będzie płakać przez inne osoby. One będą płakały przez nią. Jednak nie planowała zemsty. Nie chciała nikogo zabić. Nie była taka głupia i doskonale wiedziała, że jak kogoś zabije, to na długie lata pójdzie do więzienia. Wpadła na pewien pomysł. Będzie ranić słowami. Z doświadczenia wie, że czasami słowa bolą bardziej, niż nóż wbity w plecy, czy dostanie w