Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 11 min czytania

Klątwa bogactwa przodków

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szłam powoli, a jedyne co słyszałam to poskrzypujący dźwięk spróchniałych desek Bardzo bolała mnie noga w kostce, prawdopodobnie skręcona. To przez tego...cymbała! Gdyby mnie nie gonił... Co on chce ode mnie? Nic mu nie jestem winna. Tyle że nawet sama nie wiem dlaczego przed nim uciekałam. To przecież tylko kolega. Przystojny. Pusty. Nieuk. Uroczy. Wszystko mi się miesza! Skrzyp- skrzyp- skrzyp. Moje powolne kroki odbijały się echem po opuszczonym domu. Nie bałam się ani trochę. Byłam już tu. W śnie, który był... nieokreślony, bo nie był straszny, wesoły, a ni nawet nijaki. Słodko- kwaśny. Lekko pchnęłam drzwi, które ledwo się trzymały na starych, zardzewiałych zawiasach. Mimo, że nie czułam lęku, miałam wrażenie, jakbym znalazła się w tym okropnym domu z filmu „Klątwa 2”. To przecież tylko japoński horror, nic więcej. Jednak to wrażenie nie dawało mi spokoju. Przede mną ukazały się schody prowadzące na górę, bez dwóch pierwszych stopni. Niepewnie postawiłam stopę na trzecim, bo tak było w moim śnie. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo już go nie pamiętam, ale w niektórych momentach odczuwałam jakby deja vu. Myślałam: „kurczę, już tu byłam!”. Ból w kostce nie ustępował, co utrudniało mozolną wspinaczkę po schodach. Szczerze: zastanawiał mnie powód, dla którego Mikołaj za mną biegł. No bo nie mówiłam mu o śnie, a ni o niczym co mogło by się z nim jakoś wiązać. Nawet o planie przyjścia tutaj. Powiedziałam tylko Jolce. Jolka! Wygadała mu! Ja się z nią policzę! To miała być moja tajemnica, bo to jest związane z moją przyszłością i przeszłością! Muszę odnaleźć tę cholerną skrzynkę i zanieść w bezpieczne miejsce z dala od ciekawskich oczu i pytań. Musze postawić karty. Teraz. Jak tylko dorwę skrzynkę. Usłyszałam trzask wyłamywanych drzwi. -Lilka, nie właź tam!!! Przyspieszyłam krok. Wspinałam się po schodach najprędzej jak się dało. Muszę zdobyć tę skrzynkę, zanim mnie dogoni. Gdy znalazłam się do góry, szybko weszłam do jedynych drzwi jakie tam były. Otwarłam je i zatrzasnęłam z hukiem. Zablokowałam klamkę podstawiając krzesło. Stała na stole. Podeszłam do niej, otwarłam i ... Znalazłam!!! Legendarne karty i naszyjnik! Tego potrzebowałam! Bez trudu go pokonam. Mikołaj dobijał się do drzwi. -Lila otwórz! To nie jest śmieszne! On tu zaraz będzie!- krzyczał. - Muszę postawić te karty! Chcesz żyć?! To jedyny sposób! - Wchodzę! Uderzenie w drzwi. Krzesło skrzypi. Zaczyna pękać, bo jest już stare i spróchniałe. Szybko tasuje i rozkładam karty wymawiając zaklęcie. Odwracam je po przekątnej, jak mówiła wróżka. Patrzę na nie i widzę, jak podnosi się z nich lekko różowy dym, wypełniający pomieszczenie zapachem jesiennego wrzosu. Z obłoczków wyłania się obraz, a raczej scenka. Kolejny trzask do drzwi i krzesło pęka. Klamka jednak nie ustępuje. Słyszę lekki głos: „Oko! Gdy nie będzie cię widział, pokonasz go! Celuj w serce!”. Dym zniknął. Poskładałam karty, schowałam z powrotem do skrzynki i założyłam naszyjnik. Huk roztrzaskiwanych drzwi lekko mnie ogłuszył. Do pokoju wpadł Mikołaj, umazany od kurzu na twarzy. Przewrócił się. Wyglądał tak słodko i bezradnie, że na chwilę zapomniałam o swojej misji. On jednak pełen powagi wstał i spojrzał na mnie. - Szybko! Musimy uciekać, ten dom się zaraz rozsypie! Biegnij! - Chciałabym, ale nie mogę! Mam skręconą kostkę. Podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Jedną ręką objęłam jego szyję, a drugą kurczowo przyciskałam skrzynkę do siebie. Zbiegał co dwa schody i dysząc wyniósł mnie z domu. Przedzieraliśmy się przez las i słyszeliśmy w oddali jak dom się zawala. Przystanęliśmy na chwilę, a on z największą ostrożnością postawił mnie na ziemię. Nachylił się i trudem oddychał. - Mikołaj dobrze się czujesz? - Tak, zmęczyłem się. Trochę ważysz. - Jakbym nie wiedziała. Po co za mną biegłeś? - Gdybym za tobą nie ruszył i cię nie wyciągnął, to nic by z ciebie nie zostało. Chcę ci pomóc. Od teraz życie ludzi tego miejsca zależy od nas. Nie tylko od ciebie. Co musimy zrobić, żeby wygrać z tym zakichańcem??? - Dzięki Mikołaj. Jestem twoją dłużniczką... żeby go zabić musimy wydłubać mu oko i wbić ten medalion w serce. To jest nasze zadanie. Wyprostował się. Nie mogę uwierzyć, ze chłopak mający szesnaście lat ma tyle siły w sobie, żeby wziąć na ręce taką ciężką piętnastolatkę jak ja i wynieść ją z zawalającego się domu. Pod jego blond grzywą ujrzałam kropelki potu. Miał mokra koszulkę, był zupełnie spocony, a mimo to uśmiechał się serdecznie. - No to co Lilka, do roboty. Jak dorwę gnoja to mu nogi z.... - Spokojnie, wystarczy oko. Zachichotał i poszliśmy dalej. Prowadził mnie w stronę szpitala. Koniecznie chciał, żeby opatrzyli mi nogę i zobaczyli, czy to coś poważnego. Ja jednak zaprotestowałam, więc zmieniliśmy kierunek i poszliśmy do niego do domu, gdzie on się mną zajmie... znaczy moją nogą, oczywiście. Gdy weszliśmy do jego domu, jego rodzice szykowali się do wyjazdu. Moi rodzice byli z nimi. - Musimy uciekać, inaczej ten jednooki potwór nas zabije! - My zostajemy- powiedział stanowczo Mikołaj- wasi przodkowie go wezwali, by

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klątwa bogactwa przodków — czytnik · opowiadania