Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Klątwa Derrena Browna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

KLĄTWA DERRENA BROWNA

Pamięci Edgara Alana Poe

Senne obrazki za autobusowym oknem, z powodu potwornych wręcz korków na drodze, przestały się przesuwać, utknęły w jednym, monotonnym i martwym punkcie, zbyt nudnym i niegodnym tego, by opis jego znalazł się w opowiadaniu. Jako, że akurat budziłem się w momencie zatrzymania pojazdu, myślałem, że mój stan umysłu też zawiśnie na te kilka, kilkanaście, czy (oby nie!) kilkadziesiąt minut wyczekiwania w czymś pomiędzy snem a jawą. Stanów takich pośrednich można ponoć wyodrębnić u człowieka ok. 20-u. Zapowiadało się, że czeka mnie długie przebudzanie bez przebudzenia, z którym, z braku czegokolwiek lepszego do roboty, pogodziłem się natychmiast. Nie minęła jednak tzw "dłuższa chwilka", gdy nie tyle wyrwał, co delikatnie ocucił mnie do rzeczywistości jakiś snardz z dredami, na głowie rzecz jasna (bo trudno żeby miał je pod pachami)- na oko tegoroczny maturzysta lub student pierwszego roku matematyki. - Przepraszam, czy można się dosiąść? - zapytał. Początkowo pomyślałem, że chodziło tylko o to, że siedzenie obok mojego było ostatnim wolnym w całym autobusie. Gość wsiadając pewnie myślał, że przestoi te kilka przystanków, ale podróż znacznie się przeciągała, zapragnął więc odbyć ją w bardziej komfortowej pozycji, o ile oczywiście w autobusach PKS można o jakimkolwiek komforcie mówić. - Pewnie, że można - odrzekłem bez namysłu, ujrzawszy w dłoni młodzieńca krzepko dzierżoną butelkę brązowawej cieczy, która, wedle wszelkiej mojej intuicji (jak się chwilę później okazało- niezawodnej), była domowej roboty bimbrem. Ja wyjąłem kieliszki. Zbyt doświadczonym jestem już pasażerem, by niespodziewane dla laików okoliczności były w stanie zastać mnie nieprzygotowanym. - Teodor. - Tomek. - Ja poleję. I tak zaczęła się gadka-szmatka, a rozmówca mój po każdym kielonku jawił się osobą coraz to ciekawszą, znacznie wybiegającą poza mój pierwotny, na chorych stereotypach oparty, osąd. Okazało się na przykład, że nie studiuje matematyki a psychologię, że jest tej dziedziny wiedzy nie tylko adeptem ale i prawdziwym pasjonatem, jak to u pierwszoroczniaków jeszcze się zdarza. Chciałby pisać pracę licencjacką na temat tzw. "sztuczek umysłowych" i tego typu połączeń iluzji, psychologii, sugestii i magii (to ostatnie słowo siłą rzeczy wciąż budzi, niewpełni uzasadnione, uśmiechy). Mówił, że na problem czeka olbrzymia, niezapełniona jeszcze przestrzeń badań i możliwości, że na Zachodzie robi to w nauce spółczesnej furorę, że jedynie u nas... jak to u nas. - Derren Brown, wiesz, Tomek, kim jest Derren Brown? Coś tam mi się o uszy wcześniej obijało, co-nieco kojarzyło, gdzieś tam w kościele dzwonili, ale że nie lubię się mądrzyć nadaremne, ograniczyłem się tylko do propozycji: - To może teraz ja poleję - sugerując wymownie, iż wygłoszona kwestia jest wszystkim, co mam na poruszony temat do powiedzenia. Moja wymijająca odpowiedź chyba sprawiła Teodorowi satysfakcję. - Derren Brown nie jest człowiekiem - zaczął ciekawie. Potem powtórzył to zdanie jeszcze ok. 13 razy, szybko spostrzegłem, iż jest to dla niego coś w rodzaju mantry, czy może raczej wyznania wiary - On przekroczył wszelkie granice dostępne człowiekowi - ciekawe co by na to rzekł Zaratustra? - jest kimś rodzaju istoty nowego typu, istoty przyszłości - Nie wiem czy to jakiś psychologiczny trik, czy co, ale mój rozmówca utrafił w moją ciekawość tymi sformułowaniami. Ja też zawsze wolę mówić o istotach przyszłości wystrzegając się nazywania ich ludźmi. Dalej Teodor wprowadził mnie w najbardziej podstawowe informacje na temat swojego idola, nakreślił coś w rodzaju niezbędnika czy wręcz jego autorskiej prolegomeny do Derrena Browna. Wspomniał mimowolnie o słynnym show z rosyjską ruletką, którego zasadniczej treści pod wpływem bimbru (mocne było draństwo!) już nie dane mi było zrozumieć. Nawet nie zauważyłem kiedy autobus ruszył, kiedy skończyła się zawartość butelki, kiedy opowiedziawszy już cały wstęp, nowopoznany mój kolega podyktował mi literaturę przedmiotu (jak mniemam wstępną) i poinformował, że już wysiada, na co obiecałem mu, dla świętego jego spokoju, że kiedyś, w wolnej chwili, przemyślę raz jeszcze to co mówił. Chciałem go w ogóle zatrzymać, zaproponować pójście do sklepu, bowiem bimber jego stał się przez te kilka chwil rzeczą miłą memu sercu, przez co poczułem się zobowiązany do jakiegoś, choćby minimalnie symbolicznego, rewanżu. Kategorycznie odmówił, tłumacząc, że niby się śpieszy, że musi być po południu trzeźwy (celu trzeźwości tej już nie zdradził)... - To może chociaż po piwku? ...że i tak jest już zbytnio spóźniony - Skoro i tak jesteś już spóźniony, to możemy iść. - Nie dzięki, cześć, miło było poznać.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klątwa Derrena Browna — czytnik · opowiadania