Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

muzyka · 14 min czytania

Klątwa na fortepian

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Profesor Rodney Kaletka obudził się po operacji. Wstawiono mu w serce małą sprężynkę i malutki balonik, a już niedługo uda się do domu i zacznie rekonwalescencję. Wszyscy mówią, że za dwa miesiące będzie się czuł jak nowonarodzony. Zawał nie był katastrofalny, nie doszło do permanentnego uszkodzenia serca.

Po tym jak odpisał na setki e-maili i smsów Rodney zaczął się w szpitalnym łóżku ciut nudzić. Myśli zabrały go na uniwersytet, zaczął się zastanawiać nad przyszłością. „Może nie będzie wyjścia i będę musiał przejść na emeryturę?”.

I natychmiast ugodziło go uczucie jakiegoś niespełnienia, żal z powodu niedokończonego zadania, poczucie zmarnowanego potencjału. Przez głowę przebiegło mu trzydzieści lat pracy z pianistami na wydziale muzycznym tutejszego stanowego uniwersytetu w zachodnim Kansas. Czyż nie była to cała seria porażek, porażek których może dało się jakoś uniknąć? Rodney nagle zdał sobie sprawę, że ma teraz czas na to, by do sprawy podejść metodycznie, nie ma przecież w szpitalnym łóżku czym się zająć. Ma teraz więcej czasu niż kiedykolwiek, więcej niż nawet na wakacjach.

Co było powodem jego rozczarowania i frustracji?

„Po pierwsze”, pomyślał Rodney, „zmarnowany talent kobiet”. Tak wiele wspaniałych dziewczyn, inteligentnych, muzykalnych, ciekawych świata. Leah, która pięknie grała Mozarta. Taryn, która była urodzoną chopinistką. Ivana, która na scenie miała niesłychaną charyzmę. Wszystkie przybyły na uniwersytet rozentuzjazmowane możliwościami rozwoju siebie, łaknące wiedzy, pełne energii. Wszystkie skończyły jako żony brzydkich nudnych facetów. Wszystkie zostały porwane przez chrześcijańskie sekty ewangeliczne, gdzie rola kobiet to kuchnia i dzieci. Leah jest obecnie kasjerką w banku, Taryn uczy małe dzieci gry na fortepianie w domu, bo wyjść z domu jej chyba nie wolno. Zerwała stosunki z koleżankami i kolegami z uniwersytetu. Ivana wyszła za mąż za Amerykanina, bo potrzebowała papiery, a teraz mieszka w środku Nebraski i jest matką czwórki dzieci, mąż „nawrócił” ją z katolicyzmu na południowy baptyzm. Udzielała się trochę jako pianistka i organistka w kościele, ale mąż przekonał ją ostatnio, że to jest im niepotrzebne. Na Facebooku Ivana zamieszcza zdjęcia rodziny z komentarzem „Jesus loves you”. Rodzina utrzymuje się ze sprzedawania rupieci na Ebay.

„Ale czy to tylko dotyczy kobiet?”, kontynuował rozmyślania Rodney.

Martin, student z Indonezji, grający na poziomie wirtuozowskim, po studiach u Rodneya robił doktorat w Indianie i nieoczekiwanie rzucił wszystko. Ożenił się i został misjonarzem. Jest Zielonoświątkowcem. Richard, Koreańczyk, grający wzruszająco Schuberta, podjął „na wszelki wypadek” jednocześnie studia inżynierii, otrzymał pracę jako inżynier we Francji. Przez wiele last miał chłopaka, ale ostatnio Rodney przecierał przed ekranem oczy, zobaczył bowiem na Facebook, że Richard ożenił się z kobietą. Pamiętał, że cała baptystyczna rodzina, której według rodzinnej opowieści sam Jezus podczas wojny koreańskiej uratował życie, gdyż mieli ze sobą Biblię, zanosiła całymi latami modły o nawrócenie Richarda na „właściwą drogę”. Ale, dla Rodneya najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że ten Schubert pod palcami Richarda już na zawsze przepadł w otchłani czasu, gdzieś w jakimś jesiennym semestrze roku 2010.

Student, który „na wszelki wypadek” miał drugi kierunek studiów nie był zjawiskiem nietypowym. Ryan, który z jakiegoś niewiadomego powodu nauczył się na dyplom „Fantazji” Jana Vaclava Vorziszka, skończył licencjat z fortepianu i informatykę. Obecnie pracuje w poważnej firmie w Kalifornii i mówi, że wkrótce kupi sobie Steinwaya i że będzie uczył się utworów Vaclava Jana Tomaszka. Ciekawe, że te wszystkie dziewczyny, które tak świetnie grały i po kolei powychodziły za mąż, nigdy nie piszą, że brakuje im muzyki. Nawet nie chodzą na koncerty. Czy to wszystko było dla tych dziewczyn jakąś uroczą częścią dzieciństwa, ale teraz w tym „poważnym” dorosłym życiu absolutnie nie ma już na takie rzeczy jak muzyka miejsca? A chłopaki inaczej. Często są prawnikami, biznesmenami, inżynierami, a w domu dalej sobie grają Liszta. I to wszyscy, żonaci, zamężni i single.

„A tak zwane „sprawy losowe?. Ich liczba, ich powtarzalność. Czy ta pechowość nie była może spowodowana jakąś klątwą?” pomyślał nagle Rodney. Nie był, uchowaj Boże, przesądny, ale statystycznie rzecz biorąc, patrząc z perspektywy trzydziestu lat pracy i łóżka szpitalnego na kardiologii, w którym się obecnie znajdował (czy ktoś rzucił urok?) sprawy wyglądały nieco podejrzanie.

Dlaczego wybitna i piękna Natalia, której magicznego wykonania „Kazania świętego Franciszka do ptaków” Liszta Rodney do końca życia nie zapomni, ma tak zaawansowaną chorobę Crohna, że nie jest w stanie podołać jakiejkolwiek karierze muzycznej? I to po skończeniu doktoratu w Michigan? Dlaczego Barbara, świetnie grająca koncert Griega, po próbie generalnej z orkiestrą odwołała koncert, bo została nagle zarażona koronawirusem? Dlaczego Kim Jung, mający wystąpić na koncercie najwybitniejszych dyplomantów z Toccatą Prokofiewa, spada w dzień koncertu z roweru, nadwyręża nadgarstek i przestaje grać na dwa miesiące? Dlaczego Ben, mający zagrać etiudę Chopina w klasie mistrzowskiej u Babayana, na godzinę przed swym występem dostaje ataku alergii i swój udział odwołuje? Dlaczego Barry, dla którego nie było utworu który byłby za trudny, i który to Barry otrzymuje wiadomość, że został przyjęty na studia magisterskie do Eastman idzie pograć sobie w siatkówkę, po czym piłka uderza go w palec i rezultatem jest nagle permanentna dyslokacja stawu? Rodney nie miał już kontaktu z Barrym, ale słyszał, że Barry jest dziś prawnikiem emigracyjnym w St. Louis, ale ponoć, w przeciwieństwie do innych chłopaków zupełnie przestał interesować się muzyką.

Rodney wspomina też Davida. Piękny głęboki dźwięk, emocjonalność, naturalność, jakaś fizyczna jedność z fortepianem. Niczego nie trzeba mu było tłumaczyć, muzyka była jakoś w nim, nie na zewnątrz. Wychodziła z niego, z serca, z ucha, z ciała. To takie częste, wręcz powszechne wśród Afroamerykanów. Muzyka po prostu się z tych ludzi wylewa, jak jakiś dar niebios. Mają jakiś kanał połączenia z korzeniami w Matce Ziemi. No i w jakimś momencie znów spadła klątwa. David po trzecim semestrze przerwał studia, podobno nie chodził na zajęcia, nie odrabiał zadań domowych. Ale na tym tutejszym białym campusie był przecież sam, musiał czuć się wyizolowany. Czy jego rodzice nauczyli go w domu dyscypliny? Był kiepski w odpisywaniu na emaile, nie mieli więc już ze sobą kontaktu. „Klasyczny przypadek, że ponadprzeciętny talent muzyczny nie wiąże się ze zdolnością sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie” pomyślał Rodney wspominając jak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klątwa na fortepian — czytnik · opowiadania