Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 22 min czytania

Klątwa nienarodzonych 3/3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ponad dwa tysiące lat temu, gdy oglądała tamtą wyjątkową egzekucję, na wzgórzu zwanym Golgotą – zrozumiała wszystko. Minęło trzydzieści pięć lat, od dnia gdy spędziła płód, młodej kochanki rzymskiego legionisty, a nie postarzała się nawet o jeden dzień. Miriam już dawno umarła, ale jej syn, jej pierworodny, stał się żywą legendą. Teraz cierpiał, przybity do drewna, wyśmiewany przez ludzi, którzy kilka dni wcześniej witali go jak króla. Ona też tam była. Wiedziała, że może ją zrozumieć, że tylko on może znieść klątwę tajemniczego mężczyzny, ale nie dopuszczono jej. Zbyt wielu miało prośby, chcieli go dotknąć, coś mu szepnąć, a ona była tylko zwykłą dziewczyną, bez rodziny, wpływowych przyjaciół, jakim prawem chciała być bliżej Jeszuy bar Josefa niż lepsi od niej? Teraz umierał i nie mógł jej pomóc. Opuściła głowę i odeszła jak inni, którym znudziło się oglądanie oblepionych przez muchy skazańców.

Próbowała się zabić, niestety nie była w stanie tego zrobić. Od każdej próby odstępowała w ostatniej chwili lub coś jej przeszkadzało dokonaniu samobójstwa. Po roku zrozumiała, że to część klątwy. Postanowiła więc wyruszyć z rodzinnych stron, by znaleźć rozwiązanie w innym miejscu. Przecież muszą gdzieś żyć mędrcy, którzy potrafią zdjąć z niej tę klątwę – stwierdziła. Lecz z każdym rokiem po śmierci Jeszuy jej głód się powiększał. Wreszcie nie wytrzymała.

Tamtą dziewczynę spotkała na szlaku do Aten. Była młodziutka i nadzwyczaj brzydka, nawet jak na greczynkę, które Hadas wydawały się wtedy okropne. Miała już spory brzuch i widać było, że podróż jest dla niej ciężkim przeżyciem. Szła sama, więc pewnie mieszkała w okolicy, ale to już nie miało znaczenia. Znaczenie miał głód i nagła możliwość zaspokojenia go. Rzuciła się biegiem w kierunku ciężarnej, nie spodziewała się, że ma tak dużo siły. Była jak bestia. Brutalnie chwyciła ofiarę za rękę i pociągnęła w stronę krzewów rosnących wokół traktu. Dziewczyna krzyczała, ale trwało to dość krótko, mocne uderzenie w potylice uciszyło ją skutecznie. Kiedy rzuciła ją na ziemie, oblizała tylko usta patrząc na pękaty brzuch. Padła przed nią na kolana, rozwarła jej uda i wsadziła rękę do ciasnej waginy. Ból sprawił, że dziewczyna otwarła oczy i wrzasnęła niczym zwierzę. Hadas skoczyła jej do gardła, które ścisnęła z całych sił. Po kilkunastu sekundach dziewczyna była martwa. Wtedy mogła powrócić do swojej makabrycznej czynności.

Po wszystkim leżała na ciele martwej kobiety i sapała zmęczona. Z jej ust ciekły strużki krwi, a na twarzy miała resztki płodu. Przez te kilka bezmyślnych chwil była naprawdę szczęśliwa. Do czasu nim zrozumiała co się wydarzyło, jakim stała się potworem. Później biegła przez kilka godzin, nie mogąc się zmęczyć. Była taka silna i taka okropna, jak nic co w życiu widziała. Straciła człowieczeństwo oraz możliwość go odzyskania, gdyż głód wciąż powracał. Musiała stać się bestią. Starała się tłumić wyrzuty sumienia i jakoś trwać w tym amoku.

Nataniel sam nie wiedział dlaczego podąża za dziewczyną. Powinien ją zostawić, ale zafascynowała go. Biła z niej jakaś siła i władczość. Zresztą miał niewiele do stracenia. W tamtej chwili jego życie było puste i pozbawione sensu. Kamienica, w której mieszkała śmierdziała moczem i brudem, dawno nie był w podobnym miejscu, zapomniał w jak okropnych warunkach ludzie mogą żyć. Otworzyła stare, drewniane drzwi, oklejone nalepkami Legii Warszawy i zaprosiła go do środka. Mieszkanie idealnie pasowało do budynku, w którym się znajdowało. Było duże i okropnie zniszczone. Od razu pomyślał, że na takiej przestrzeni można by zrobić coś ciekawego, ale najpierw trzeba by eksmitować wszystkich sąsiadów. - Mów na mnie Teresa – przedstawiła się. - Nataniel – odparł. - Wiem i jesteś pedał – stwierdziła. – Mi to właśnie pasuje. Rozumiesz? - Nie wiem, o co ci chodzi? Miałaś mi coś pokazać. Pokażesz, czy mam stąd iść? - No – odparła, wyszczerzyła białe zęby w uśmiechu i przeszła do innego pokoju. Nataniel czekał przygotowany na to by za chwilę wyjść. Był coraz bardziej sceptyczny, bo Terasa sprawiała wrażenie wariatki i to mniej ciekawej niż myślał w pierwszej chwili. Wróciła po kilku minutach, taszcząc ze sobą plastikowe wiadro zamknięte pokrywką. Gdy kucnęła i je otworzyła, na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Kiedy wyciągnęła z zewnątrz krwawe strzępy, Nataniela zemdliło. Gdy po kilku sekundach jego mózg określił, co dziewczyna trzyma w dłoni, padł na kolana i zwymiotował. To był płód. Szczątki formującego się dziecka. - Sprzątniesz to – wycharczała wskazując na wymiociny. Spojrzał na nią i zrozumiał dlaczego tak niewyraźnie mówi. Nie przypominała już zbuntowanej dziewczyny, ale jakąś karykaturę człowieka. Oczy trzy razy większe niż wcześniej, wyłaziły jej z oczodołów i były całkowicie czarne. Usta rozszerzyły się także do nadnaturalnych rozmiarów, a z dziąseł wyrastały ostre szpikulce. Nic dziwnego, że nie mogła wyraźnie mówić. Gdy szarpnęła za płód zębami, stracił przytomność. Później, jak przez mgłę pamiętał obrazy. Wijąca się dziewczyna, co rusz rzucana spazmatycznymi drgawkami. Niemal unosiła się powietrze, stając na palcach – a może rzeczywiście lewitowała nad ziemią? Widział krew kapiącą jej z ust, gdy skończyła jeść. Obudził się w brudnej pościeli, nie pranej chyba od miesięcy. Był nagi, a dziewczyna, już nie bestia, masowała jego penisa.

Podniosła się i pochyliła nad nim. Jej nabrzmiałe sutki, sterczały z niewielkich piersi. - Rzygi posprzątasz później. A teraz mnie zerżnij. Pomyśl, że jestem chłopcem. Pójdzie ci łatwiej – stwierdziła brutalnie.

Nim poznała Szymona, minęły dziesiątki lat od jej pierwszego morderstwa. Nie wiedziała o nim zbyt wiele, poza tym, że jest mędrcem, że żyje bardzo długo i że podobnie jak ona, pochodzi z narodu wybranego. Pewnego dnia spotkała go na ulicach Konstantynopola, a on rozpoznał w niej bestie i zabrał do siebie. Szymon był zafascynowany jej osobą, chciał wiedzieć wszystko, odpowiadała, więc na każde pytanie. Była szczęśliwa, że otrzymała odrobinę normalności. Żyła w jego pustelni i służyła mu. Z czasem stała się czymś w rodzaju żony. On w zamian ugasił jej pragnienie. Żyli w ten sposób prawie sto lat, jednak tajemna wiedza Szymona miała swoje granice, nie mógł żyć wiecznie, zestarzał się jak zwykły śmiertelnik i w końcu umarł. Lecz poza namiastką normalności, ofiarował jej coś więcej – nadzieję na zniesienie klątwy. Przepowiedział, że znajdzie mężczyznę, który ją zapłodni i w ten sposób zatrzyma przekleństwo diabła.

Rzuciła się w wir poszukiwań. Była piękną kobietą, poza tym jej ciało nie zużywało się, więc wciąż epatowała zdrowiem i witalnością. Nie brakowało mężczyzn, którzy chcieli uprawiać z nią seks. Wybierała ich według najróżniejszych kryteriów. Samotnych i żonatych, młodych i starych. Szukała takich, którzy spłodzili wiele dzieci oraz takich, którzy nie spali jeszcze z kobietą. Wypróbowała wielką liczbę możliwości. Kiedy jeden z jej kochanków, trawiony miłością, targnął się na swoje życie, stwierdziła, że nie może traktować ludzi jak przedmioty, musi się z nimi liczyć.

Dlatego tamtej nocy wybrała Natana. Lubiła gejów, byli czyści i się w niej nie zakochiwali. Szukała też opiekuna i pomocnika. Znalazła także kogoś, kto sprawił, że nie musiała zabijać – doktora Dymitra. Robił to co ona dwa tysiące lat wcześniej, pomagał kobietom pozbyć się niechcianych ciąż. Nie obchodziło go po co jej martwe płody, wystarczyło, że płaciła. Tu pojawiała się rola Nataniela. Miał być dostarczycielem spermy i gotówki. W obu przypadkach sprawdzał się przyzwoicie, ale wciąż nie miała dziecka – jej łono było puste.

Tomasz obudził się przy dźwiękach piosenki: Make Your Own Kind Of Music. Idealny budzik na taki przyjemny słoneczny poranek. Była sobota, a tego dnia miał wolne. Żona z dziećmi pojechała do matki, miała wrócić dopiero w niedziele, otrzymał dzień tylko dla siebie. Pełny relaks. Wziął spokojnie prysznic, nie musiał się spieszyć dlatego, że ktoś z domowników czeka w kolejce. Włączył głośno Eskę Rock i poszedł do kuchni, aby usmażyć sobie jajecznicę z boczkiem, cebulą i papryką. W planach miał jeszcze czytanie książki, oraz krótki jogging. Wszystko wyglądało zachęcająco. Później kupi sobie kilka piw, wieczorem Juventus grał z Interem, a przed snem, obejrzy jakiś mocny film z dużą liczbą gołych cycków i trupów.

Właśnie zgarniał z patelni usmażone jajka, przy dźwiękach American Woman Lenyego Kravitza, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Poczuł skurcz w żołądku. Kto przed jedenastą w sobotę mógł go odwiedzić, nie uprzedzając wcześniej o wizycie. Może ktoś zbierał na jedzenie, albo Świadkowie Jehowy, miał nadzieję, że otworzy drzwi by zamknąć je po chwili. Nie dlatego płacił taki wysoki czynsz za swoje dwupoziomowe mieszkanie, aby każdy mógł wejść na jego klatkę schodową. Spojrzał przez judasza. Za drzwiami stał wysoki, bardzo przystojny blondyn. Właściwie nie przystojny, ale ładny. Wyglądał jak model z reklamy drogich garniturów albo perfum. Miał nie więcej niż trzydzieści lat, a z jego lazurowych oczu, słowo niebieski nie wystarczyło do opisania tej barwy, biła niesamowita pewność siebie. Wszystkie kobiety muszą rozkładać przed nim nogi, dobrze, że nie ma Agnieszki – pomyślał, gdy otwierał drzwi przed nieznajomym. - Dzień dobry, Tomaszu – przywitał się niskim głosem. - Słucham? Czy my się znamy? – odparł zdezorientowany zupełnie. – Dzień dobry – zreflektował się po chwili. Braku uprzejmości nie można tłumaczyć niczym – powtarzał sobie zawsze. - Wpuścisz mnie do środka, chyba nie będziemy rozmawiać na korytarzu? Wątpię abyś chciał, żeby sąsiedzi usłyszeli naszą dyskusję – powiedział ściszając głos. Weszli do mieszkania. Tomasz spojrzał ukradkiem na stygnącą na talerzu jajecznicę i zmartwił się nieco, przewidywał, że rozmowa może potrwać na tyle długo, że śniadanie zrobi się zimnę.

Mężczyzna zachowywał się tak, jakby był u siebie. Tomasz usiadł na fotelu, naprzeciwko nieznajomego, który zdążył się rozsiąść na kanapie, nie czekając na zaproszenie. - Mam do ciebie sprawę – zaczął. - Niech pan posłucha – przerwał mu Tomasz. – Przychodzi pan do mojego domu, bez słowa wyjaśnienia i zachowuje się tak, jakbyśmy byli starymi znajomymi. - Uspokój się. Właśnie miałem zamiar przedstawić ci powód moich odwiedzin. - Może najpierw sam by się pan przedstawił. I dlaczego mówi mi pan do mnie przez per ty, to irytujące? - Wybacz, Tomaszu. Na imię mi Gabriel i jestem przedstawicielem bardzo starej i bardzo potężnej firmy. Mam do ciebie interes. Wierz mi, nie pożałujesz, że cię dziś odwiedziłem. Tomasz spojrzał przenikliwie w oczy mężczyzny, ale nie był w stanie z nich nic odczytać. - Jestem lekarzem, jaką sprawę mogłaby mieć do mnie, bardzo stara i bardzo potężna firma? – zaakcentował wyraźnie ostatnie słowa, starając się naśladować sposób mówienia Gabriela. - Mam do ciebie prywatny interes. Dawno temu spieprzyłem pewną sprawę. Działałem dla dobra firmy, ale niestety poświęciłem niewinną osobę. Chciałbym teraz jej pomóc. - Chodzi o kobietę? Mam zastosować moją metodę? Mam jej pomóc zajść w ciążę? –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klątwa nienarodzonych 3/3 — czytnik · opowiadania