Inne · 4 min czytania
Klaudia i noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zawsze zasypiała ostatnia. Cały dom kołysał się już w rytm oddechów rodziców i starszych sióstr, a ona leżała w ciemnościach. Wsłuchiwała się w świst powietrza wydobywającego się z ich płuc, w stukanie zegarów w całym domu, w dziwne odgłosy wydobywające się zewnątrz. I rozmyślała. Była Klaudią 16-letnią, Klaudią 20-letnią, Klaudią 30-paroletnią... Widziała siebie z mężczyzną wręczającym jej kwiaty, widziała siebie śpieszącą się do pracy, widziała swój pogrzeb- na którym były setki ludzi, procesje setek smutnych ludzi... Zawsze pragnęła, by gdy umrze cały cmentarz tonął w łzach, by szlochom, lamentom nie było końca. Chciała umrzeć w chwale, w podziwie, by ludzie mówili: "cóż to za kobieta była..." Nocą świat wyglądał ładniej. Minuty płynęły przez nikogo niekontrolowane, cały dom odpoczywał... Klaudia słuchała poskrzypywania starego fotela prostującego kości po męczącym dniu usługiwania jej ojcu, obserwowała białe firanki w oknie, śpiące nieruchomo, cicho, potajemnie. Nauczyła się rozpoznawać, czy już śpią po sposobie, w jaki się samoistnie fałdowały, po szorstkości, gdy nieśmiało dotykała ich opuszkami palców. Czasami, gdy noc wydawała się jej wyjątkowo piękna, przytulała do siebie mocno misia, przykrywała się po szyje ciepłą, pachnącą wiosennymi kwiatami kołdrą i leżała wpatrzona w biały sufit. Zachwyt nad wyjątkowościa życia i chwili rozbudzał ją, dodawał chęci do tańca, śmiechu, ślepego pobiegnięcia przed siebie. A gdy to ją dopadło, gdy serce z niemej radości wyrywało się z jej drobnej piersi, to... wiedziała, że jeszcze długo, długo nie zaśnie. Znów zamykała oczy i widziała Klaudię