Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Klemens

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzisiejszy świt znów nie przyniósł od tak dawna wypatrywanej przeze mnie zmiany, szczęśliwego trafu sprawiającego, że szary człowieczek, jeden z milionów innych ludzkich istnień pływających na co dzień w tym przedziwnym morzu obowiązków, nie dryfuje z prądem, nie tonie, lecz staje się dla innych niczym latarnia, wzorzec, zawistnie ubóstwianym idolem. Promienie słońca staczając z podziurawioną i szaroburą firanką swą codzienną już, nieustającą batalię, przedarły się w końcu do środka i leniwie rozlewając się po wnętrzu mej, jak ją określam z sentymentem norki, pogładziły delikatnie moje nie najmłodsze już, znoszone czasem i zmartwieniami oblicze, oznajmiając, że moja ulubiona część doby, sen, właśnie nieuchronnie dobiega końca i rozpoczyna się ten lubiany inaczej okres, zwany potocznie budzeniem się. Starannie zignorowałem pierwsze oznaki rodzącego się dnia, nurkując twarzą w poduszkę i skrzętnie okrywając się kołdrą, lecz budzik - zdrajca dokończył dzieła. Otworzyłem więc delikatnie me wrażliwe, niemowlęce oczęta i omiotłem ostrożnie wzrokiem najbliższe otoczenie, kontrastując otaczającą rzeczywistość ze światem, który jeszcze chwilę temu tętnił kolorowym życiem pod powiekami. Za kolejne poranne zranienie marzeń, obnażając wszelakie me braki w uzębieniu obdarzyłem świat aroganckim ziewnięciem, po czym powoli zwlokłem się z ciepłego wyrka i przedzierając się przez gąszcz papierów, notatek, resztek niedojedzonych posiłków udałem się w kierunku łazienki. Ciche skrobanie dobiegające mych uszu wyrwało mnie z sennego zamroczenia. Rozejrzałem się po skąpanej w półmroku malutkiej łazience, próbując zlokalizować źródło owych niespodziewanych hałasów. Mysz? Karaluch? Niemożliwe, odkąd wynajmuję ten pokój nie spotkałem się jeszcze z żadnym śladem bytności owych mocno uprzykrzających spokojnemu człowiekowi życia stworzeń. Starsza pani bardzo dbała o swój dom, nietrudno posądzić ją pedanterię, tę charakterystyczną jej odmianę pachnącą środkami dezynfekującymi i naftaliną, rażącą oczy sterylnością i sztuczną świeżością bijącą z każdego zakamarka. - Niechajże mnie otchłań pochłonie, piździ jak....- dobiegł do mnie chrapliwy szept. Z niedowierzaniem zacząłem nerwowo rozglądać się po wszystkich kątach. Koszmar nie minął. Pojawił się na nowo, znalazł mnie tu, końcu świata, gdzie nawet akwizytorzy Telekomunikacji zaglądają tylko przez pomyłkę. To znajome szuranie, ten chrapliwy oddech i te... Świecące szczurze oczka intensywnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Klemens — czytnik · opowiadania