Inne · 4 min czytania
klenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
2005 Nie pamiętam tak ciepłej jesieni. Dziewiątego, dziesiątego i jedenastego września pływałem w Pilicy. Woda była wyjątkowo przejrzysta, chciałoby się powiedzieć krystalicznie czysta, widoczność przekraczała dwa metry, chociaż głębokość z rzadka tylko metr. Nurkowałem od końca sierpnia przez trzy tygodnie, za każdym razem sądziłem, że to już ostatni raz tego roku. Nurkowanie było piękne. Podwodny świat zapierał dech w piersiach, w przenośni i oczywiście dosłownie. Było tak, jakbym pływał w akwarium. Ryby przepływały wokół mnie, chowały się wśród korzeni. Rośliny falowały w prześwietlonej słońcem wodzie. Po dnie łaziły raki, pełzały dosłownie tysiące małży. Powalone do wody olbrzymie drzewa, przepływające stada płoci, okonie, klenie, jazie, czające się szczupaki. Pod brzegami głębokie i ciemne jamy jak trumny, do których cały bym się zmieścił. Pewnie po bobrach. Pod wodą nie ma problemów, nic cię nie gnębi. 2006/2007 Z brzegu rzeka wygląda nieciekawie, ot - pół metra wody nad jałowym, piaszczystym dnem. Stoję na płaskim brzegu, z rzadka przemknie stado małych rybek. Rzeka jest inna, kiedy brodzi się w wodzie, ale dopiero kiedy zanurzę się i zajrzę pod powalone drzewo otwiera się nowy świat. W jamie w brzegu czają się trzy półmetrowe klenie lub jazie, bok przy boku. Są metr od mojej głowy, patrzą na mnie uważnie, wyraźnie widać ich jaskrawoczerwone płetwy, kratkę srebrzystych, czarno obrzeżonych łusek, żółte oczy i jasne, powoli poruszające się pyski. Pod wodą wydają się olbrzymie. Obserwują mnie w nerwowym wahaniu, patrzą mi w oczy, czekają na mój ruch, niezdecydowane czy w chwili ataku wycofać się do kryjówki czy ratować się ucieczką. Powoli odsuwają się wstecz w miarę jak zbliżają się do nich ręce. Wreszcie osaczone rozpraszają się w popłochu wzniecając chmury…