Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 16 min czytania

KŁY I PAZURY

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Albusowi nie chciało się iść dalej. Zamiast tego usiadł pod ścianą w pozycji, która każdego człowieka przyprawiłaby o poważny uraz kręgosłupa oraz sporej ilości innych narządów i zaczął starannie pielęgnować sprzęt, który kiedyś pozwoli (jeśli już nie pozwolił) przedłużyć linię jego gatunku. - Pieprzony kot! – zaklął Krystian Villon. Nienawidził, kiedy Albus to robił.- No dalej, idź pchlarzu! – syknął i trącił kota ramieniem kuszy. Albus spojrzał na niego z wyrzutem, ale wstał i ruszył przed siebie wzdłuż kanału ściekowego numer 57/06, ciągnącego się pod ulicą Dolną w Warszawie. Rudy kocur zręcznie omijał co większe kupy różnorakiego świństwa na swej drodze. Krystian spojrzał jeszcze raz na mapę. Niedługo powinni dojść do rozwidlenia. Wydział gospodarki wodnej miasta Warszawy postarał się, aby instalacja ściekowa w tym miejscu miała odpowiednią przepustowość, więc Krystian mógł poruszać się w pozycji, powiedzmy, wyprostowanej. Tunele były bardzo stare, mogły zostać zbudowane pod koniec XIX lub na początku XX wieku. Solidne, masywne ściany i strop przywoływały na myśl Krystianowi lochy średniowiecznych warowni. Im bardziej pogrążał się w mroku cuchnącego labiryntu, tym wyraźniej wyczuwał czyjąś obecność gdzieś niedaleko. Rudzielec zatrzymał się nagle, powęszył chwilę, położył po sobie uszy (a właściwie jedno. Lewe zostało mu odgryzione jeszcze, gdy był kociakiem) i przeciągle zasyczał. Villon znieruchomiał w jednej chwili. Wbił wzrok w ciemność i przez jakiś czas wpatrywał się w nią. Albus wciąż syczał srożąc sierść. Łowca wreszcie dojrzał przed sobą oczy mężczyzny, przez którego musiał pół nocy brodzić po kostki w gównie połowy Mokotowa. - Każ zamilknąć temu ścierwu, albo ja się nim zajmę Villon. – zachrypiał z silnym rosyjskim akcentem ukryty w mroku mężczyzna. - Albus, cicho! – nerwowo szepnął Krystian. Kot umilkł po jakimś czasie. W mordę, skąd on zna moje nazwisko?!- zastanawiał się świeżo upieczony agent Gildii.- swoją drogą muszę je zmienić. Dlaczego mama musiała wyjść za żabojada? - Idziesz ze mną Rubov. Biuro Gildii wydało za tobą list gończy.- burknął Villon wkładając w każde słowo tyle pewności siebie ile tylko mógł w sobie znaleźć. - Niby wżdy?- zadudnił ścigany. - 18 trupów, wszyscy rozszarpani. Dla Gildii to wystarczy. - Niby wżdy miałbym pójść z tobą żółtodziobie? Cholerny Rusek- zaklął w myśli Krystian. Wkurzało go, kiedy ktoś wytykał mu jego brak doświadczenia. - Płacą za ciebie dobrze, tak za żywego jak i martwego- syknął łowca, ściskając kuszę coraz mocniej. - Chardyś - zarechotał Rosjanin.- Mówisz, że Gildia cię przysyła... samego… po mnie… Jużeś martwy.- Spokój, czy raczej rozbawienie, z jakim Rubov wymawiał ostatnie słowa przeraził łowcę nawet bardziej niż następujący tuż po tych słowach krzyk szybko przechodzący w ryk dzikiego zwierza, niż obrzydliwe mlaśnięcia rozdzieranej skóry, niż kropelki krwi spadające mu na twarz, niż widok oczu Rubova rozszerzających się, nabiegających krwią, zmieniających kolor - wilczych oczu. W następnej sekundzie runął na Krystiana z ogromną prędkością włochaty, najeżony pazurami i kłami, dwustukilowy pocisk. Villon uniósł kuszę, już naciskał spust, już prawie słyszał szczęk cięciwy… A może to był odgłos łamanych żeber łowcy? Zbyt wolno. Nie zdąży. Padł pod ciosem na ścianę, na moment go zamroczyło. Wilkołak zaryczał i ruszył na Krystiana, któremu właśnie przelatywało przed oczami całe życie… • - Cholerna nuda.- mruknął Krystian Villon- dwudziestoletni student medycyny Warszawskiej Akademii Medycznej. Kawaler. Dziewczyna naprzeciwko spojrzała a niego badawczo. - Naprawdę nic ciekawego nie wydarzyło się w twoim życiu? – zapytała zdziwiona Ewa Majewska- dwudziestojednoletnia studentka prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Panna. - Serio, nic nie przychodzi mi do głowy. Jedynie jakieś pierdoły, nic szczególnego. Siedzieli oboje w rogu sali ulubionej kawiarni Ewy- Zielonej Filiżance. Stonowane kolory, delikatne oświetlenie i sącząca się, spokojna muzyka nadawały temu miejscu wyjątkowy charakter. Było nawet romantycznie. - Skoro nie chcesz mi nic powiedzieć o sobie, ok. Zostawię ten temat. Krystian uśmiechnął się lekko. - Chciałbym móc coś ci opowiedzieć, ale niestety… Wiesz, nie myślałem o tym do tej pory, ale teraz zaczynam się zastanawiać… Nie mam żadnych interesujących wspomnień. Muszę być potwornie skrzywdzony przez życie. Albo upośledzony- dodał. Oboje zaczęli się śmiać. Było miło. Popijali kawę i rozmawiali ze sobą już dość długo, co ważniejsze, nie nudziło im się- pierwsza randka układała się idealnie. Krystian rozejrzał się po sali. Przy sąsiednim stoliku siedział siwy facet z papierosem w ustach. Czytał gazetę a przed nim, na stoliku, była zaimprowizowana z talerzyka popielniczka z dość pokaźną górą niedopałków. - Przepraszam.- odezwał się student- Czy mógłby pan zgasić papierosa? To lokal dla niepalących. Nieznajomy spojrzał na niego dziwnie, ale wyjął papierosa z ust. Zgasił go i powiedział niskim głosem: - Przepraszam, nie zauważyłem. Spotkanie przeciągnęło się do późnej nocy. Potem według planu odprowadził Ewę do domu, pocałował, obiecał rychłe spotkanie i ruszył w stronę akademika. Był podekscytowany. Jak zawsze miał zamiar dostać się do swojego lokum przez park. Z parkiem był taki problem, że ostatnio bardzo upodobali go sobie wszelkiego rodzaju typy spod ciemnej gwiazdy. Po zmierzchu było tam raczej niebezpiecznie. Idąc główną alejką Villon żałował, że nie ma oczu z tyłu głowy. Nie musiałby wtedy tak często machać nią żeby wiedzieć, co się dzieje naokoło niego. Mimo zapalonych latarni w parku było bardzo ciemno, ciężko było się poruszać, a różnej maści zbiry zyskały mnóstwo kryjówek, w których mogli zaczaić się na potencjalną ofiarę, czyli jego- tak rozumował w tej chwili Villon. Idąc przed siebie zbliżał się coraz bardziej do dobrze oświetlonej ławki, na której drzemał, jak wydawało się Krystianowi, jakiś typ. - Dawaj komórę. – syknął obdartus siedzący na ławce na wprost. Krystian znieruchomiał. Facet miał na głowę naciągnięty kaptur znoszonej bluzy. Jego ubiór wskazywały na to, że jest bezdomny. Złodziej wstał i zbliżył się do Villona. Widząc strach w oczach studenta włóczęga uśmiechnął się demonicznie i ściągnął kaptur. Wyglądał jak wysuszony trup. Do tego miał jeszcze całkiem czerwone źrenice i przekrwione białka oczu. W ustach, natomiast, nienaturalnie długie kły. - Żartowałem- syknął znowu- chyba zadowolę się odrobiną twojej vitae. Krystian nie wiedział o co mu chodziło, ale postanowił nie czekać na wyjaśnienia i rzucił się do ucieczki. Usłyszał za sobą dziki, opętańczy śmiech. Odwrócił się żeby ocenić dystans między nimi, ale z tyłu nie było nikogo. Wcale mu się to nie podobało. Gdy spojrzał w przód prawie wpadł na stojącego przed nim żebraka z kłami. Ten błyskawicznie chwycił go za ramię. Wtedy okazało się, że palce ma zakończone ostrymi jak brzytwa pazurami, które z łatwością przebiły ubranie, skórę, mięśnie aż sięgnęły kości. - AAAAARRRGHHH!!!- Villon ryknął jak zarzynane zwierze. Uderzył potwora na odlew, trafił w twarz, monstrum puściło go. Adrenalina robiła swoje. Pomimo bólu Krystian zerwał się z miejsca i biegł szybciej niż kiedykolwiek. Byle dalej. Odbiegł już na około 25 metrów, gdy usłyszał, że potwór znowu wybucha śmiechem i skacze. ŁUP! Z siłą lokomotywy coś zwaliło go z nóg i przygniotło do ziemi. To ten żebrak siedział na jego plecach i właśnie zamierzał wgryźć mu się w szyję. W tej chwili gdzieś niedaleko całej makabrycznej sceny rozległ się huk wystrzału. Śnieg w około nieszczęsnego studenta zrobił się kompletnie czerwony. Villon…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
KŁY I PAZURY — czytnik · opowiadania