Opowiadania.pl · 4 min czytania
kobiecość na dwóch kołach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przełamałam swoją odwieczną barierę. Wyciągnęłam rower z szopy, który odstawiłam kilka tygodni temu, zapewniając go w myślach, że niedługo znowu razem pozwiedzamy dobrze znane okolice. Zignorowałam fakt, że prycha, kręci go coś i świerzbi, jak koła kręcą się, wbrew zasadom fizyki, do tyłu. Przeprowadziłam moją (nie taką znowu moją) czarną strzałę przez skoszony zielony trawnik, ominęłam mojego dumnie leżącego w cieniu krzewu psa i powędrowałam po ścieżce w stronę niebiesko-czerwonej furtki, którą zresztą kilka lat temu malowałam z siostrą. Stanęłam na piaszczystej drodze, wdałam się w dyskusję z kuzynostwem i mamą, którą drogę wybrać. Do wyboru miałam aż pięć możliwości: w końcu wybrałam najdłuższą. W różowej spódnicy, żółtej koszulce na ramiączka i bluzie w grochy pędziłam po szosie, zgarniając miękkie fałdy materiału na swoje miejsce. W jednym ręku kurczowo trzymając kierownicę i klucze, w drugiej zaś telefon, który pozwolił mi zdawać relacje z moich poczynań Panu Adrianowi. Wiatr (nie)subtelnie igrał z moimi rozpuszczonymi włosami, dając spokój grzywce, którą spięłam zestawem moich dwóch ulubionych wsuwek. Podjechałam pod najgorszą górkę świata, piaszczystą, która nieraz poczuła dotyk moich nagich stóp niegdyś. Po kamienistej powierzchni uśmiechałam się do czerwonych czereśni zapowiadających rozkoszny smak na języku. Na szosie minęłam kuzyna, który widząc mnie, przestał kosić trawę, bym nie dostała zielonymi źdźbłami po twarzy (w najgorszym wypadku). Przed skrzyżowaniem modliłam się o brak jakiegokolwiek…