Inne · 3 min czytania
kobieta kontra rambo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Popołudniowa sobota. Pędzę do łazienki, zrobić sie na bóstwo. Chyba mam randke, tak z pewnością mam randkę. W końcu! Wypadało by wykrzyczeć. Trzeba by ogolić nogi, choć trudno jest nagle rozstać się z czymś co zapuszczało się tyle czasu. E tam, pozapuszczam kiedy indziej. Z impetem rzucam się na maszynkę do golenia, tę co tak delikatnie goli i nawilża przy okazji. Już siedemnasta, jeszcze włosy, makijaz, Boże przecież nie wyrobię się do dwudziestej. Fryzura... no tak znowu nie wyszła, to nic, bedzie i kucyk. Makijaż idealny, jestem z siebie dumna, gorzej niż Gwineth Palltrow, lepiej niż Christina Aguilera. Jeszcze fajny ciuszek, buty, mogłyby być od Manolo, no niestety, i gotowa! Uff, chyba zdążyłam, spoglądam na zegar. Osiemnasta, chyba się pośpieszyłam. Czeba się czymś zająć, bo stracę nerwy. Czy faceci muszą mieć nad nami taką kontrolę? Wydaje im się, że rządzą światem, i dobrze się im wydaje! Siadam taka cała piekna przed telewizorem, to chyba jedyna czynność, która nie zniweczy mojego trudu nad sobą. O nowe podpaski z rumiankiem! Super dmuchana sofa (niemalże piętnasto osobowa) i multimikser elektryczny do włosów... Tylko czasem seans reklamowy przerywają jakimś filmem... Dziewiętnasta, jeszcze tylko godzina. No to sobie porozmyślam, albo przed lustrem postroje…