Horror · 38 min czytania
Kobiety z sąsiedztwa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Sobotni poranek rozpoczął się słonecznie. Tomek wstał o jedenastej. Co tam w końcu weekend - pomyślał wygrzebując się z pościeli. Z zewnątrz dochodziły jakieś odgłosy. Wstał i drapiąc się po przyrodzeniu podszedł do okna. Miał pokój na poddaszu, spojrzał w dół na sąsiednią parcelę. Z okna miał widok na ogródek, od sąsiedniego domu dzieliło niewysokie ogrodzenie. Ktoś wprowadzał się do sąsiedniego domu. Sięgnął za kaloryfer gdzie trzymał papierosy. Wyjął jednego wygiętego sobieskiego i zapalił otwierając okno. Mimo swoich dwudziestu lat wciąż ukrywał się z nałogiem. Nawet nie wiedział czy rodzice mieliby coś przeciwko, jednak z jednej strony obawiał się ich reakcji a z drugiej było mu trochę głupio wyjąć przy matce czy ojcu papierosa i zapalić jakby nigdy nic. W końcu ten dzień nadejdzie- obiecał sobie przenosząc swoje zainteresowanie na przeprowadzkę. Czterech sporych facetów przemykało tam i z powrotem dźwigając meble. Wnosili kartony, stół i całą resztę. W polu widzenia pojawiła się kobieta. Odległość była dość spora żeby mógł ocenić jej wygląd jednak w myślach uznał, że jest obiecująca. Na oko miała jakieś pięćdziesiąt lat. Zawsze miał pociąg do starszych kobiet. Stojąca w słońcu szczupła kobieta z czarnymi lśniącymi włosami wpadła mu w oko. Podrapał się jeszcze raz po przyrodzeniu, folgując wyobraźni. Zastanawiał się czy z bliska jej twarz będzie równie atrakcyjna. A może czas zdążył już zrobić swoje, zastanawiał się. Kiedy myślał o tej kobiecie i patrzył na jej kobiece kształty, jak dyryguje dorosłymi mężczyznami, poczuł, że w jego slipach coś budzi się do życia. Niewiele potrzebował żeby się podniecić. To, że wstydził się palić przy rodzicach, którzy swoją drogą i tak wiedzieli o jego „tajemnicy”, to jeszcze nie jedyna jego pięta achillesowa. Było coś gorszego, mianowicie fakt, że wciąż pozostawał prawiczkiem. Trudno było by powiedzieć, że powodem był wygląd. Nie, byłoby to spore ułatwienie. Wyglądał jak przeciętny dwudziestolatek. Niczym się nie wyróżniał ani w jedną ani w drugą stronę. Szczupły, ciemnowłosy i absolutnie zwyczajny. Tomek po prostu był strasznie nieśmiałym chłopakiem. Skończył właśnie zawodówkę i zastanawiał się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Już sam w sobie był samotnikiem a kiedy przychodziło do spraw damsko męskich stawał się już totalnym mazgajem. Natychmiast robił się czerwony. I miał ochotę zapaść się pod ziemię. Jednak teraz ucieszył się z nowych sąsiadów. Kiedy tak stał podglądając kobietę zauważył jeszcze dwie dziewczyny. Miały może po dwadzieścia parę lat. Również nie sposób było ocenić ich twarzy, jedynie szczupłe sylwetki i równie czarne jak u matki włosy. Zaciągnął się papierosem i rozmarzył. Może jedna z nich zwróci na niego uwagę – fantazjował – a może nawet będzie z tego coś więcej. Dokończył papierosa i gasząc go o parapet schował niedopałek do pudełka po herbatnikach. Czas już skończyć z tymi wygłupami – rzucił w myślach i zamknął okno. Schował i jeszcze raz zatrzymał się przy oknie, tym razem już stojąc za firanką. Właśnie wtedy poczuł ukłucie w okolicy serca. Omal nie podskoczył, kiedy dostrzegł, że jedna z dziewczyn stojąca na ganku wpatruje się wprost w niego. Przyjrzał się uważniej, nie było wątpliwości. Przecież to niemożliwe – myślał gorączkowo – nie z tej odległości, przez firankę? Pytał sam siebie. Dziewczyna z włosami rozwianymi porannym wiatrem stała dumnie wyprostowana i patrzyła wprost na niego. Z jej twarzy nie mógł nic wyczytać, była za daleko. Dreszcz przeszedł jego ciało i ostrożnie odszedł w tył. Starał się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Usiadł na wersalce, poczuł, że jego czoło oblało się zimnym potem. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co zaszło. Po chwili zebrał się w sobie i zbliżył się do okna. Jednak nie od razu. Wysuwał nogi przed siebie bardzo ostrożnie, jedna po drugiej. Kiedy dotarł do okna łypnął okiem zza firanki. Uff, odetchnął z ulgą, nie było już dziewczyn a jedynie mężczyźni wciąż taszczyli cos nowego. Poczuł na własnej skórze, co to znaczy, kiedy kamień spada z serca. Kiedy już nabrał nieco więcej animuszu zaczął robić sobie wyrzuty. Co mi odbiło, w biały dzień, skąd ten lęk, i czemu do cholery poczułem się jak złodziej przyłapany na gorącym uczynku. Po godzinie już nie pamiętał czy przyczyną jego gwałtownej reakcji był fakt, że miał erekcję i stąd strach przed przyłapaniem, czy też było w tym coś więcej. Coś nienaturalnego. Po obiedzie wyszedł z domu i spędził niemal cały dzień poza domem z kolegami. Wrócił na kolację. - Gdzie się szlajasz całymi dniami – miała mu za złe matka. - Tu i tam – odparł filozoficznie. - Ty się lepiej zastanów, co będziesz robił po wakacjach – nie przestawała nakrywać do stołu. - Obiecałaś mi dać spokój przez te dwa miesiące. - Umyj ręce, i szybko do stołu, zawołaj ojca. Poszedł do łazienki. Drażniła go tymi ciągłymi przytykami i tym, że wciąż traktowała go jak smarkacza. Jej niewysoka korpulentna sylwetka zawsze kojarzyła mu się z wiecznym krzątaniem w kuchni i po pokojach ze ścierką. Wychodząc z łazienki krzyknął w głąb domu na ojca. Ten z kolei był wiecznie nieobecny. Średniego wzrostu, chudy z mizernymi ramionami i łysiejący mężczyzna. Najgorsze było to, że niedaleko padło jabłko od jabłoni. Choć nie umieli między sobą nawiązać kontaktu, byli bardzo podobni. Senior uwielbiał wprost przesiadywać w swoim pokoiku zawalonym książkami. Albo czytał gazetę w ogródku. Cichy, bezkonfliktowy, zawsze ustępował żonie. Tomek zastanawiał się czasami jak oni się dobrali. Po kolacji leżał na poddaszu w swoim pokoju. Przypomniał sobie o nowych sąsiadach i podszedł do okna. Otworzył je i do pokoju wdarł się przyjemny letni wiatr. Sięgnął po swoje papierosy i zapalił. W domu naprzeciwko nie paliło się żadne światło. Dziwne – pomyślał – zupełnie jakby nikt się tam nie wprowadził. Po porannej krzątaninie nie został żaden ślad. Niebo było już granatowe i upstrzone gwiazdami. Zerkał na ciemne kontury domu. Coś nie pozwalało mu zapomnieć o nowych lokatorach. Zerkał ciągle i próbował cokolwiek wypatrzyć za czarnymi oknami. Spojrzał w górę na księżyc. Dom zaczynał stanowić dla niego zagadkę. Działał jak magnes. Zdawał się mrugać do niego zachęcająco. Jesteś ciekawy? Zdawał się szeptać. Chodź, chodź i sprawdź, co takiego ukrywam. Zgasił papierosa i schował w pudełku. Dość - rzucił do siebie na głos i poszedł do łóżka. Po chwili usłyszał skrobanie w drzwi. Do środka wszedł nieśmiało wielki owczarek niemiecki. Zamknij - rzucił do niego obojętnie. Pies jakby nigdy nic stanął na tylnych łapach i pchnął drzwi aż te zatrzasnęły się. Podszedł do łóżka i obwąchał swojego pana. Nie słysząc protestu wskoczył na łóżko i położył się kładąc głowę na brzuchu Tomka. Przez godzinne przewalał się z boku na bok. Kiedy tylko zasnął, natychmiast pojawiła się dziewczyna. Wpatrująca się wprost w niego. Oddychał coraz szybciej. Chociaż wokół było jasno i poranek dopiero zaczynał budzić okolicę, nie było w nim nic radosnego. Trudno było mu to określić. Ale atmosfera była bardzo ciężka. Tym razem widział jej twarz. Piękną twarz. Nieco pociągła buzia z wystającymi kośćmi policzkowymi. Widział jej pełne krwistoczerwone usta i nieco bladą cerę. Jej czarne okrągłe oczy wpatrywały się wprost w niego. Tym razem jego sylwetka była dokładnie widoczna w otwartym na oścież oknie. Parapet sięgał mu mniej więcej do kolan. Wiedział, że cos nie gra, normalnie parapet jest wyżej. Jednak stał w tym oknie wystawiony na jej widok. Wtedy zobaczył, że oczy dziewczyny wyrażają szyderstwo. Wyciągnęła wskazujący palec w jego kierunku i wybuchła śmiechem. Za jej przykładem poszła jej siostra i matka. Śmiały się z niego, drwiły wskazując go palcem. Spojrzał w dół i zrozumiał. W jego slipach prężył się członek. A one wyśmiewały jego niespodziewaną erekcję. Kobiety odsłaniały swoje równe białe zęby. Szybko złapał okno i zatrzasnął je. Obudził się cały spocony. Ze snu wyrwał go trzaskające okno. Kiedy usiadł na łóżku jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co się dzieje. Wciąż jeszcze słyszał szyderczy śmiech. Spojrzał w okno. Było ciemno. Zegarek z elektronicznym wyświetlaczem wskazywał drugą w nocy. Znowu usłyszał trzask okna. Spojrzał przez ramię. To jego niedomknięte okno trzaskało na wietrze. Wstał i poszedł je zamknąć. Jego kolana były jeszcze drżące po krótkim nerwowym śnie. Przetarł pot z czoła. Na zewnątrz hulał wiatr. Coraz mocniejszy, zanosiło się na burzę. Już złapał ramę okna i miał je zamknąć, kiedy zauważył po drugiej stronie płotu, w sąsiednim ogródku postać. Przetarł zaspane oczy i wytężył wzrok. Blada plama okazała się być dziewczyna w koszuli nocnej. Stała boso na trawie. Jej czarne targane wiatrem włosy sprawiały niesamowity widok. Wyciągnęła ramiona do księżyca. Jakby chciała go przytulić. Wyglądała niesamowicie w środku nocy boso w koszuli nocnej. Tomek był absolutnie zaskoczony, nie mógł nie zauważyć jej kobiecych kształtów, wiatr w tamtej chwili był jego sprzymierzeńcem. Jednak, kiedy dziewczyna odwróciła się w jego stronę aż podskoczył ze strachu. Uskoczył błyskawicznie opierając się plecami o ścianę tuz obok okna. Natychmiast jego nogi zrobiły się jak z waty. Chociaż był w swoim pokoju a na dole spali rodzice, wcale nie czuł się bezpieczny. Miał niejasne przeczucie, że dla jego nowych sąsiadów nie stanowią problemu żadne drzwi. Owczarek spał i nawet nie drgnął, podczas gdy Tomek tonął w strachu. Nie miał już odwagi sprawdzić czy wciąż tam jest. Podbiegł do łóżka i położył się roztrzęsiony. Rano obudził się zmęczony i obolały. Całą noc miał koszmary związane z ciemnym domem i jego nowymi lokatorami. Czuł, że, od kiedy mają nowych sąsiadów wszystko będzie inaczej. Zaczynał wierzyć, że nie byli to zwykli ludzie. W świetle dnia wydawał nieco łagodniejsze wyroki. Wszystko, co zobaczył tamtej nocy nie wydawało się już takie koszmarne i tajemnicze. Zszedł na śniadanie. - Nareszcie raczyłeś się obudzić – natychmiast został poczęstowany przez matkę. Nie podjął nawet tematu. Zajął miejsce przy stole i zaczął nakładać sobie grzanki na talerz. - Mógłbyś mu coś powiedzieć- nie dawała za wygraną, kierując swój gniew na męża. - Daj mu spokój, są wakacje – rzucił bez większego zaangażowania. - Jasne teraz wakacje, później ferie i tak w kółko. Mówiła już wyłącznie do siebie, mrucząc pod nosem. Ojciec zabrał się za śniadanie, widać było po nim, że siedzi jak na igłach. Tylko czekał żeby wyjść do swojego gabineciku. Tomka tym razem ucieszył ten poranny harmider. Po niezwykłej i nerwowej nocy ten matczyny codzienny jazgot pozwalał mu zachować zdrowy rozsądek. Pewne rzeczy się nie zmieniają – pomyślał – mógłby wyfrunąć z pokoju na miotle a ona pewnie krzyczałaby za nim żeby się nie szlajał bez celu po mieście. Po śniadaniu wymknął się na gorę do swojego pokoju. Siedział przy komputerze aż poczuł się zmęczony i położył się. Obudziły go głosy. Z dołu słyszał rozmawiającą matkę z jakąś kobieta. Wyszedł zaciekawiony, nie często miewali gości. Już na schodach zawołała do niego matka. - Chodź tutaj i przywitaj się, mamy nowych sąsiadów. Zszedł zaskoczony do salonu. Przy stoliku przy kawie siedziała jego matka cała w zaaferowana nową sąsiadką. Wydawała się być zachwycona. Obok w fotelu siedziała kobieta, którą widział pierwszego dnia przy przeprowadzce. Była piękna, te pięćdziesiąt lat, które miała niewątpliwie na karku nie wykonały żadnej szkody dla jej urody. Czarne włosy łagodnie falujące opadały na jej szczupłe kształtne ramiona. Czarne duże oczy spoglądały na niego z ciekawością. Wyglądała jak Monica Belluci, z tą różnicą, że była realna, na wyciagnięcie ręki. Ubrana była w czarną sukienkę na cienkich ramiączkach. Jej jasna skóra była gładka i pachnąca. Założyła nogę na nogę. Zerknął na jej udo odsłonięte niespodziewanie. Miała zgrabne nogi, widział jej kształtne biodra wciśnięte wygodnie w fotel. - Miło mi cię poznać, młody człowieku – jej głos był głęboki i szalenie kobiecy. - Witam – bąknął zażenowany. Jej uroda elektryzowała go. Chociaż bał się jej jednocześnie fascynowała go. Czuł, że jego twarz zrobiła się czerwona jak burak. Kobieta wyciągnęła do niego rękę. Kiedy ją uściskał poczuł niesamowity prąd. Delikatny dreszczyk przeszył jego ciało. Jej miękka skóra zdawała się pieścić jego drżącą dłoń. Poczuł przyjemne ciepło. Bez słowa usiadł na sofie naprzeciwko niej. - Rośnie pani prawdziwy dżentelmen – komplementowała chłopaka. Głęboka barwa jej głosu była niesamowita. Spojrzał na matkę. Czekał aż wypali coś w swoim stylu. Jednak nie. Szczebiotała uszczęśliwiona. Zdawała się nie zauważać już syna. Słowa płynęły z jej ust jak rwący górski potok. Tomek sam zastanawiał się, czemu usiadł. Chciał stamtąd uciec. Jednak ta kobieta, jej uroda i głos, niemal zniewalała go. Przełknął ślinę, czuł, że znowu ma erekcje. Obserwował jej nogi. Kształtne łydki doskonale ułożone pod butami na wysokim obcasie. Prawdziwa dama - pomyślał. Aż nie pasowała do tego domu. Do jego matki, wiecznie gdaczącej i krzątającej się ze ścierką. Zerknął, kiedy kobieta zmieniała ułożenie nóg. Tym razem prawą na lewą. Ponieważ robiła to powoli lekki materiał sukienki odsłonił znacznie więcej niż zakompleksiony dwudziestolatek powinien zobaczyć. Oczy natychmiast zapłonęły pożądaniem. Prześlizgnął się wzrokiem po jej udach od kolan wzwyż. Wydawało mu się ze uśmiechnęła się do niego.
Nawet nie zauważył, kiedy zarówno piękna sąsiadka jak i jego matka patrzyły na niego. Ich miny były jakieś dziwne. No, co? Chciał zapytać zaskoczony. Przekręciły głowy w jego stronę jak czaple patrząc na niego okrągłymi oczami. - Ale świntuszek z tego waszego syna – rzuciła kobieta. - Mówię, ciągle mu mówię żeby się wziął za siebie – wtórowała jej matka. - I co też z niego wyrośnie – zastanawiała się kobieta. - Okryj się młody człowieku – krzyknęła matka. Spojrzał na siebie. Omal nie podskoczył, kiedy spostrzegł, że siedzi zupełnie nagi jak święty turecki. Najgorsze było to, że miał wzwód. Jego członek sterczał wycelowany w żyrandol. Nie mógł uwierzyć, że wpatrują się w niego a ona nie miał nic pod ręką żeby zakryć nagie ciało. I w dodatku matka. Twarz paliła go niemiłosiernie. - Ty mały perwercie - żachnęła się kobieta. - Tadeusz zabierz tego młodocianego zboczeńca w tej chwili – krzyknęła matka. Zakrył twarz dłońmi. Nie mógł na nie patrzeć. Nie mógł uwierzyć. Wstyd okrył go od stóp do głowy, zamiast upragnionego koca. Myślał, że zaraz zapadnie się pod ziemię.
Czuł jak skóra płonie na nim bezlitośnie. Miał ochotę spłonąć w tej jednej chwili. Zamienić się w kupkę popiołu. Gdzieś z oddali dochodził do niego głos. Nic nie rozumiał dopiero po chwili ocknął się. Zebrał resztki odwagi żeby na nie spojrzeć. - Tomek, co się tobą dzieje chłopcze? - Co? – zapytał z głupia frant. Zobaczył, że obserwują go z niepokojem. Spojrzał na siebie. Wszystko było normalnie. Miał na sobie ubranie. Był skołowany. Nie wiedział już czy śnił na jawie czy to jakieś szatańskie czary sąsiadki. Jednak ta również patrzyła na niego z niepokojem. - Pani Róża mówi, że ma dwie córki, słuchasz nas? - Tak, przepraszam, źle się czuję. - Może wpadniesz, są teraz w domu. Nie znają miasta, moglibyście się zaprzyjaźnić. Nie mógł uwierzyć w to, co mówiła kobieta. Z jednej strony jego pragnienie poznania dziewczyn było ogromne, ale kiedy przypomniał sobie jedną z nich zeszłej nocy stojąca w ogrodzie przeszły go dreszcze. Za nic w świecie nie wszedłby teraz do tamtego domu. Musiał się z tego wykręcić. - Z przyjemnością, ale czuje się okropnie, muszę się teraz położyć. - No tak, szlajasz się całymi dniami bóg wie gdzie i masz skutki – nie wytrzymała matka. Spojrzał na nią zagniewany. Czuł się zażenowany, że w obecności tej pięknej kobiety matka traktuje go jak szczeniaka. - Ależ nic się nie stało, jesteśmy sąsiadami i pewnie jeszcze nie raz będzie okazja. Pomyślał, że kobieta ma klasę, nie to, co matka, szczekająca i bez namysłu atakująca. Za grosz nie miała subtelności. Nawet nie przyszłoby jej na myśl, że chciałbym być traktowany poważnie przynajmniej w obecności obcych – myślał wściekły. - Jeśli uważasz Różo, że powinny w ogóle poznać tego wałkonia to może zaprosimy je tutaj. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Miał ogromną ochotę rzucić się na matkę i rozszarpać ją na strzępy. Wstał i pożegnał się zatrzymując potok słów padający z jej ust. Lepiej żeby już nie błyszczała żadnymi pomysłami – pomyślał i odwrócił się na pięcie. Katem oka wydawało mu się, że coś dostrzegł. Nie, musiało mi się przewidzieć – bił się z myślami. Szedł po schodach na górę. Jeszcze się zastanawiał czy kobieta mrugnęła do niego porozumiewawczo czy tylko mu się zdawało. W pokoju rzucił się na łóżko i zakrył twarz poduszką. Miał nadzieję, że pomysł matki nie wypali i nie zjawią się za chwile dwie tajemnicze dziewczyny.
Kiedy nadeszła noc Tomek modlił się o szybki sen. Czując obok siebie zaspanego owczarka było mu raźniej. Obecność drugiej żywej istoty dodawała mu animuszu. Sen nadszedł około północy. Nie bawił długo w swoich majaczeniach, kiedy nawiedziła go poznał kobieta. Słyszał jej elektryzujący głos. Może wpadniesz, są teraz w domu. Nie znają miasta, moglibyście się zaprzyjaźnić – wciąż dźwięczało mu w uszach. Widział jej zmysłowe usta, poruszała nimi kusząco. Kiedy się do niego zbliżała obserwował z pożądaniem jak jej biodra kołyszą się rytmicznie. Zerkał za jej dekolt, zgrabne jędrne piersi zdawały się być siłą upchnięte za czarnym stanikiem. Wiem, o czym myślisz – szeptała do niego z wyrozumiałym uśmiechem – rośnie z ciebie dżentelmen – wciąż jej melodyjny głos przyprawiał go o dreszcz podniecenia. Zamruczała wyciągając w jego kierunku dłoń. Mmmm – jej szept był czysty jak kryształ. Zaschło mu w gardle, kiedy delikatny seksowny mruk zamienił się w coraz bardziej natarczywe warczenie. Obraz rozmazał się i pozostał sam w ciemności. Ktoś warczał wściekle. Pot wystąpił mu na czoło. Czuł niemal jak ciemność ociera się o niego, słyszał kroki, a może tylko sobie to wmawiał. Warczenie było coraz donioślejsze. Wreszcie zmęczony strachem otworzył oczy. Owczarek stał obok łóżka i warcząc spoglądał w kierunku ściany. Tomek spojrzał zaskoczony. - Co jest z tobą? – zapytał jakby pies mógł mu odpowiedzieć. - Grrrrrrrrrr – owczarek nie zwracał na niego uwagi. W świetle księżyca wpadającym do pokoju widział zmarszczony gniewnym pomrukiem pysk swojego towarzysza. Położył się na podłodze jakby czając się do skoku. Tomek z lękiem spojrzał w stronę ściany. Niedaleko stało biurko z komputerem jednak on zdawał się skupiać nieco dalej. - Tam nic nie ma – rzucił niepewnie do psa. Zaczął wpatrywać się w ścianę. W tamtym miejscu cień był o wiele ciemniejszy. Nic nie mógł dostrzec. Rozejrzał się po pokoju. Czuł się w nim jakoś dziwnie nieswojo. Ten sam pokój, który ukrywał jego wszystkie tajemnice w tamtym momencie zdawał się być jakiś obcy,