Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 8 min czytania

Kobiety z Wenus, mężczyźni z Marsa...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mężczyźni nie rozumieją kobiet i nie jest to nic odkrywczego z mojej strony. O tym fakcie wiedzą obie strony od dawien dawna, co przejawia się w magicznym sformułowaniu "Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa". We wcześniejszym felietonie mówiłam, że podryw jednej ze stron jest z góry skazany na porażkę, gdy zastosuje te albo tamte tricki. Niestety, nie udało mi się tego zrobić w drugą stronę, ale to nie znaczy, że zaniechałam w staraniach o to (w dalszym ciągu zbieram informację i szykuję prowokację, więc drogie kobitki, bójcie się!). Przejdę jednak do sedna tegoż tekstu - "Najpierw zrobi nadzieję, potem złamie serce, bo sama nie wie czego chce". Stwierdzenie, które, często gęsto, wypływa z męskich ust. Problem nie leży w tym, że ona nie wie czego chce, tylko problem opiera się na różnicach w postrzeganiu tego, czego oczekują mężczyźni, a czego oczekują kobiety. No i w tym, że obie płcie inaczej angażują się emocjonalnie. Gdybym była złośliwa, napisałabym, że faceci pragną dziewczynki o ciele modelki, zawsze chętnej do zabawy, o zainteresowaniach pokrywających się z jego własnymi. Dobrze by się stało, gdyby miała spory majątek, dar do usługiwania i by posiadała intelekt, jednak przytakiwała na wszystkie głupie teksty, budując przy tym męskie ego. Gdybym była złośliwa, napisałabym, że to faceci tak myślą. Jestem złośliwa, ale nie głupia. Tak myślą chłopcy. Mali, zakompleksieni chłopcy, których wartości zbudowane są na propagandzie mediów, kłamstwie społeczności i fałszywych wartościach promowanych w ostatnim czasie. Wiem, a raczej domyślam się, czego chcą, ale nie w mojej mocy jest pisanie o tym. Nie mogę wiedzieć, czego pragną kobiety, w końcu każda z nas jest innym ciałem niebieskim (trzymając się gwiezdnych metafor) i trudno mówić mi w imieniu wszystkich, natomiast mogę mówić o moich domysłach w tej kwestii. Gdybym była złośliwa, moje domysły mówiłyby, że kobiety chcą mężczyzn o ciele sportowca. Bogatych, przystojnych, zdrowych, z samochodem, który zapraszałby do drogich restauracji. Gdybym, a jak wspomniałam wcześniej - jestem taka. Tylko że taką hierarchię wartości mają - w moim przekonaniu - dziewczynki. Dziewczynki, które dalej marzą o życiu, którego nie ma, które jest jawą i ułudą. Oczywiście, w dalszym ciągu marzymy, nasza estetyka nie umiera i dalej oczekujemy - jako księżniczki swoich ojców - książąt, choć jesteśmy wówczas bardziej wyrozumiałe dla potencjalnych kandydatów. Skończę lepiej ze złośliwością, póki mam jeszcze zainteresowanego czytelnika. Kobiety pragną człowieka, który jest czuły, wrażliwy i opiekuńczy. Książę ten powinien poważać niewiastę swego serca. Wygląd to nie wszystko, w końcu każdego z nas zeżrą robaki lub rybki (z ukłonem w stronę eksploratorów głębin). Wygląd zmienia się na przestrzeni czasu, widać to w tym, gdy ważymy się przed i po świętach, zwłaszcza, gdy spędzamy je u babci. Dlatego też pierwszorzędna jest rozmowa. Nie znaczy to, że wygląd jest nieważny - nie trzeba mieć modelowych rysów twarzy, wystarczy zadbać o cerę, włosy i paznokcie (jak w jakiejś reklamie!). Nie trzeba ubierać się modnie, ale schludnie, czysto i przede wszystkim, żeby wszystko pasowało (kraty z kwiatami nie łączymy, różowy krawat również nie pasuje). Można też wyglądać jak grecki bóg, ale gdy nie ma nic interesującego w głowie, to się odpada w rankingu. Przytaczając cytat z filmu "Duże dzieci 2" dwa kroki podrywu: Krok pierwszy - zażartuj. Krok drugi - jeśli się uśmiechnie, zaproś na randkę, nim zdąży pomyśleć jak szpetny jesteś. Załóżmy, że mężczyzna spełnia wszystkie wymogi wybranej przez siebie panny. Załóżmy, że sytuacja sprzyja i jest ona singielką, do tego zainteresowaną. Sukces murowany? No, nie do końca i to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%