Horror · 4 min czytania
Kobra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
KOBRA Księżyc odbija się w mokrej drodze, Nie wiem, która godzina. Spojrzałam w niebo, On patrzył srodze. Wiedziałam – to moja wina…
Widziałam już tylko błysk samochodów, Oczy zasnuła mi mgła. Żyło się ciężko bez stałych dochodów, Matka ze mnie jest zła…
Nagle obudził mnie ryk niemiły, Ujrzałam wielki tir. - Wsiadaj maleńka – doszło z kabiny. „Oh, Boże, miej litość dla ździr!”
Wsiadłam szybko do ciężarówki, On zapalił cygaro. - Dawaj co masz – rzekł do mnie, tirówki. Spojrzałam na niego nieśmiało.
Zgasiłam światło, zasłoniłam okna, Zdjęłam koszulę powoli. Poczułam, że z nerwów robię się mokra. Wiedziałam, że mnie to zaboli…
Ten facet szybko się do mnie dobrał, Zsunął swoje spodnie. - No już, maleńka zrób to jak kobra, Będzie nam razem wygodnie.
Byłam już wtedy całkowicie naga. On rżnął mnie jak szmatę. Starałam się nie myśleć, to nie pomaga. Patrzyłam na księżyca poświatę.
Ten koszmar trwał wieki, bez końca. Modliłam się o litość. Marzyłam o ranku, o blasku słońca. Życia miałam już dość.
Część 22 / 2
Dał mi pieniądze, niecałe pięć dych, Ciuchy na błoto wyrzucił. - Nie spełniasz, mała, oczekiwań mych. Nigdy już do mnie nie wrócił…
Zrozumiałam wtedy, co ze mną się dzieje, Dla kasy sprzedaje ciało… Miałam nadzieję, że kiedyś zmądrzeję. Lecz pieniędzy było zbyt mało…
Chciałam zapewnić mu dobrą przyszłość, Pracę, studia, rodzinę. Dawałam mu moją największą miłość, Był lekiem na czarną godzinę.
Wiem, że ciężko się żyje bez ojca, Lecz gdybym go tylko znała… Dziecko bym kochała do samego końca I w lesie bym nie siedziała…
-Jestem dziwką – cicho szepnęłam. Łzy pociekły mi nocą. Twarzą w twarz z Bogiem wtedy stanęłam. Czułam, że żyć nie ma po co…
Oślepił mnie nagle błysk reflektorów, Usłyszałam głos niski, donośny. Bałam się mężczyzn – tych wrednych potworów. Wydałam z siebie krzyk głośny.
Uciekłam przed siebie, jak najdalej Marzyłam o normalności… Noc była mroźna, ja biegłam wśród alej.…