Akcja · 14 min czytania
KOD LEOPARDA Andrzej Milewski
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Andrzej Milewski KOD [e-mail] (Kod Leonarda da Vinci i Kod Leoparda są jak bracia. Fragmenty najnowszej wersji – 2007 rok, W wakacje tego roku odbędzie się promocja Kodu Leoparda, którego fragmenty będę czytał w stroju żołnierza rzymskiego. W wakacje odbędą się również przy współpracy Klubu Literackiego w Zakopanem Warsztaty Literackie i wędrówki śladami słynnych pisarzy żyjących na Podhalu).
Gazeta Krakowska podała informację, że w nocy z 8 na 9 lipca w niedzielę, w szpitalu przy ulicy Kopernika zamordowano kustosza muzeum. Człowiek ten brał udział w transporcie obrazów, podczas, którego uległ nieszczęśliwemu wypadkowi w tajemniczych okolicznościach. Mężczyznę znaleziono o świcie na szpitalnym korytarzu w pozycji stojącej z odrąbaną głową, którą trzymał na dłoni.
Rozdział I
Skończył się kolejny rok szkolny. Nadeszły upragnione wakacje. W kraju Marcinkiewicz przestał być premierem, a jego miejsce zajął Jarosław Kaczyński. W swoim exposé zaapelował o wyciszenie konfliktu politycznego. Mistrzami Świata w Piłce Nożnej zostali Włosi. Albert, uczeń renomowanego krakowskiego liceum pierwsze dni lipca spędził w domu na oglądaniu, Mundialu i czytaniu książek ze swojej biblioteczki. Wakacyjne dni mijały chłopakowi bardzo wolno. W piątek 21 lipca, wieczorem Albert wraz z rodziną obejrzał wiadomości, sport i pogodę. Następnego dnia postanowił wybrać się na spacer po Starym Mieście. Zapowiadał się kolejny, upalny weekend. W sobotę rano po śniadaniu wsiadł w tramwaj numer 12 i pojechał w stronę Centrum. Gorące łzy słońca spadały na ziemię nagrzewając ją. Mimo otwartych okien i wiatru, w tramwaju było duszno. Chłopak spocił się. Wysiadł na przystanku Basztowa LOT. W sklepie spożywczym kupił sok, przeszedł na drugą stronę ulicy, minął postój taksówek i skręcił w lewo na Planty. Kierował się w stronę Barbakanu. Szedł………………………………………………………………………………. …………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….Albert wszedł do Sukiennic i mieszczącego się na pierwszym piętrze, oddziału Muzeum Narodowego. Tam obejrzał obrazy największych polskich malarzy. Potem wstąpił do Bazyliki Mariackiej, gdzie zobaczył dwa słynne dzieła Wita Stwosza: ołtarz oraz kamienny krucyfiks. W kościele było mroczno i ponuro. Oraz duszno od parującego potu z rozgrzanych ciał zdyszanych turystów. Szybko stamtąd wyszedł. Na zewnątrz przywitał go tłum i słońce, które smagało promieniami niczym bicz. Minął kilkunastu młodych ludzi z transparentami. Postanowił odpocząć. Usiadł na murku za kościółkiem św. Wojciecha i napił się Grappy jabłkowo-miętowej. Na plecach czuł spływające krople potu. Do stojącej między Empikiem a Adasiem grupy młodzieży dołączyło kilka osób. Ustawili się jak żołnierze, unieśli transparenty i ruszyli do przodu wykrzykując jakieś hasła. Po lewej stronie Alberta siedziały dwie starsze panie rozmawiające o księżach współpracujących z SB i o tym, że Niemcy powinny zostawić braci Kaczyńskich w spokoju. Pewna osoba z tłumu minęła kościółek, pod którym siedział chłopak, zatrzymała się w tam, gdzie po drugiej stronie ściany jest ołtarz, i uczyniła Znak. Zbliżało się południe, temperatura w cieniu przekroczyła 30 stopni. - Od wieków na wyższej wieży czuwał trębacz, który grał hejnał ku czci Matki Boskiej ostrzegając krakowian przed niebezpieczeństwem - zagadnął mężczyzna około lat czterdziestu siedzący obok Alberta. ……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….. „Po co mu te skrzydła i czego on chce?” - powiedział w myślach młodzieniec. Miał już wstać i odejść, gdy nagle usłyszał: - Mam na imię Leopard, jestem kapelanem Bolesława Krzywoustego. Albert obrócił powoli głowę w stronę mężczyzny. W czarnym kapturze dostrzegł twarz. Obcy nie reagował. „Nie! Nie wytrzymam. Albo ten gość to wariat, albo ja zgłupiałem?”. - Bolesława? Tego króla? - zapytał zdziwiony chłopak. - Bolesław nie był królem - zaprotestował zdecydowanie obcy. - Nieee??? A kim? Mężczyzna siedzący za Leopardem, z blizną na twarzy poruszył się. - Jest. To znaczy, był księciem, chociaż pod koniec życia pewnie marzył o tym tytule, gdy jechał do Niemiec na spotkanie z cesarzem. Mężczyzna z blizną szturchnął kapelana. Na jednej z wież Bazyliki Mariackiej otworzyło się okienko i pojawiła trąbka, z której popłynął hejnał. Tłum zastygł w bezruchu i skierował oczy ku górze. Gdy trębacz skończył grać pomachał ręką do gapiów, którzy odpowiedzieli mu oklaskami i okrzykami podziwu. Po kapelanie i jego towarzyszu zostało tylko zdjęcie. Chłopak wstał i zaczął iść. Jedna ze starszych pań zaczęła krzyczeć, że widzi dwóch czarnych aniołów lecących nad Rynkiem, druga zawołała Alberta i wcisnęła mu do ręki zdjęcie kapelana. Chciał powiedzieć, że to nie jego, ale ostatecznie zabrał je ze sobą i wrócił do domu. - Co powiesz o tym zdjęciu - zapytał Albert pokazując siostrze kolorową fotografię zostawione przez kapelana, która przedstawiała fragment starego obrazu. Na odbitce widniało kilku braci zakonnych w czarnobiałych habitach z odciętymi głowami w pozycji stojącej. Mnisi swoje głowy trzymali w lewej dłoni. Na drugim planie widniały ledwo zauważalne elementy architektoniczne. Na odwrocie zdjęcia znajdował się Znak. Dziewczyna wzięła do ręki fotografię. - Masz na myśli ten obraz ? Hmmm… gdzieś chyba widziałam już bezgłowych braciszków - powiedziała przyglądając się uważnie fotografii. - Wiesz, że Kinga wyjechała do Irlandii? - Tak? - zdziwił się. - Jak tak dalej pójdzie to wszyscy z mojej klasy wyjadą. - Ja na pewno nie wyjadę! Ja kocham Polskę i nie opuszczę ją. - I ty też wyjedziesz, jak tylko skończysz szkołę, a twoja kochanka cię zdradzi. - Nie wyjadę. - Zobaczysz, że wyjedziesz, kujonie. - Idę do swojego pokoju zblazowana siostro. I oddaj mi zdjęcie! - Nie oddam! Aaa... Znów prywatne śledztwo a może kryminał z psychodelicznym mordercą? - Właśnie! Powiedz mi coś o Bolesławie Krzywoustym i jego kapelanie Leopardzie. Chyba ich spotkałem. - Mówiłam, mówiłam, żebyś zabierał czapkę, gdy wychodzisz z domu. Takie słońce jest groźne dla ciebie. Uważaj, bo…