muzyka · 10 min czytania
Kolacja na Florydzie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Towarzystwo im. Sergiusza Rachmaninowa zaprosiło „Varsovia Piano Trio” na Florydę. Występy miały odbyć się w Miami, Palm Beach i Ft. Lauderdale. W programie tria Haydna, Mendelssohna i Ravela. Ja przyleciałem z Arkansas, a skrzypaczka Jessica Chang z Wyoming. Na lotnisku w Miami powitał nas prezydent Towarzystwa, profesor fortepianu na Florida Atlantic University w Boca Raton, Nikita Sokolov. Opóźnił się nieco przylot lecącego z Wiednia wiolonczelisty Husana Abubakirowa. Lufthansa znów zastrajkowała. Husanowi cudem udało się we Frankfurcie zmienić linie na United. Gdy po dwóch godzinach opóźnienia umęczony Husan wyłonił się z w końcu z kontroli paszportowej razem ze swą wiolonczelą, Nikita zabrał nas do pani Lidii Chavez-Klappenberg, u której mieliśmy mieszkać w czasie tego małego tournée po południowej Florydzie.
Od trzydziestu lat pani Lidia była wdową, mieszkała na dwóch najwyższych piętrach wieżowca „Continuum” w South Point przy Government Cut, z widokiem na ekskluzywną wyspę Fisher Island. Zmarły mąż pani Lidii, Harold Klappenberg, był właścicielem zakładów produkujących burbon w Kentucky. Pani Linda pochodziła z Meksyku, w dalekiej swej przeszłości była tancerką. Pan Klappenberg poznał ją w 1979 roku, gdy jej zespół, Ballet folclorico de Mexico występował w Chicago. Na czas wizyty tria, pani Lidia zamieszkała w penthousie, a my w mieszkaniu na dolnym piętrze. Ja miałem pokój z widokiem na ocean, a Hussan i Jessica, którzy byli małżeństwem, zamieszkali razem w sypialni z łazienką z widokiem na Government Cut i Fisher Island. Cały apartament owinięty był balkonem. Mieliśmy jeszcze do dyspozycji salon, bibliotekę, jadalnię oraz kuchnię. Słychać już było dźwięki wiolonczeli, najwyraźniej Hussan od razu po przyjeździe zaczął ćwiczyć. Apartament wypełniony był dziełami sztuki, poczynając od wielkich chińskich wazonów przy wejściu, akwafort Piranesiego w korytarzu, kilku oryginałów Bierstadta w salonie, kończąc na obrazach Miro i żyrandolu z weneckiego szkła Murano w jadalni. W salonie stał fortepian nieistniejącej już dziś firmy Chickering, kiedyś należący podobno do potomków magnackiej rodziny Flaglerów, tej od kolejnictwa. Fortepian miał na swej płycie w środku autograf Glenna Goulda. Glenn ćwiczył na nim w 1972 roku. Na fortepianie stała kolekcja oprawionych fotografii pani Lidii ze znakomitościami świata polityki i sztuki. Na jednym centralnie uplasowanym zdjęciu pani Lidia stała razem z prezydentem Trumpem i przystojnym młodym mężczyzną w gabinecie owalnym w Białym Domu. Wyjaśniła nam potem z matczyną dumą, że jej syn kierował biurem bezpieczeństwa prezydenta. Na innym zdjęciu, z lat dziewięćdziesiątych, młodziutka pani Lidia stała w towarzystwie prezydenta Wałęsy na wielkim balu noworocznym Fundacji Chopinowskiej w Miami. Na jeszcze innym zdjęciu, przeuroczy, nieśmiało uśmiechnięty pianista Yunchan Lin siedział w salonie przy fortepianie pod obrazami Bierstadta, a pani Lidia trzymała mu rękę na ramieniu. Tak jak my, w 2025 roku Yunchan był gościem Towarzystwa Rachmaninowa i również na czas wizyty zamieszkał u pani Lidii.
Pani Lidia była przesympatyczna, uśmiechnięta, życzliwa, otwarta. Następnego dnia, w sobotę rano mieliśmy ćwiczyć w domu, a późnym wieczorem po kolacji pojechać do synagogi Kehilath Israel na próbę. Nasz pierwszy koncert był w niedzielę wieczorem. Pani Lidia była w ten weekend zajęta, miała spotkania z dekoratorami wnętrz. Planowała gruntowne przeprojektowanie swego kondominium. W sobotę zostawiła nas samych, tylko w kuchni urzędowała kucharka pani Lidii, Milagros. Na kolację pani Lidia zaprosiła do towarzystwa swych bliskich przyjaciół. Milagros miała pełne ręce roboty.
Dzień spędziliśmy ćwicząc. Ja poświęciłem czas tym fragmentom Ravela które nigdy jeszcze żadnemu pianiście nie dały spokoju. Słyszałem jak w bibliotece obok Jessica ćwiczy Haydna, napisanego w tonacji bardzo niewygodnej dla skrzypiec, szczególnie jeśli chodzi o intonację. Husan ćwiczył swe liryczne solówki z Mendelssohna. Całe mieszkanie trzęsło się od dźwięku, a dookoła roznosiły się przeróżne kuchenne zapachy.
Na lunch Milagros podała nam sałatkę z fasoli, kanapki kubańskie oraz sok kokosowy. Po południu wszyscy udali się na spoczynek. Chciałem co prawda pójść pochodzić sobie nad oceanem, ale wiązało się to z całym szeregiem komplikacji przy wchodzeniu i wychodzeniu z budynku. Wieżowiec „Continuum” miał swe sprawdzone protokoły bezpieczeństwa. Nie chciałem się tego uczyć, nie było w domu pani Lidii, a formalności i samo nauczenie się tych procedur zajęłyby za dużo czasu. Tak to jest często w Stanach, że bycie gościem u kogoś jest równoznaczne z byciem u tego kogoś uwięzionym. Ze spaceru na sławnej promenadzie w South