Psychologia · 6 min czytania
Kolejka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od dawna stałem w tej kolejce. W sumie to nawet się nie zastanawiałem nigdy nad dokładną datą. Po prostu stoję tu i już. Czy to ważne od kiedy? Ważne jest ze jestem, jak wiele ludzi przed i za mną. Nawet nie widać końca, zresztą początku również. Raz po raz przesuwam się do przodu, ale tempo jest iście ślimacze. Nieraz przesuwam się o metr na dzień, innym razem nie drgnę na milimetr. Każdy pilnuje swojego miejsca. Chyba nawet bardziej niż siebie. Nie próbuję przepychać się do przodu, bo widziałem już jak inni próbujący w taki sposób zyskać kolejne szczeble w kolejkowej hierarchii byli wyrzucani na sam jej początek. To znaczy czy na początek to nie wiem, tego mogę się tylko domyślać, bo jak wcześniej zauważyłem – początku nie widać. Nieraz ktoś coś mówi. Rzadko to się dzieje, ale jak już ma miejsce taka sytuacja, to są to same dziwne rzeczy. Na przykład kiedyś małe dziecko, nie wiem może 6-letnie, stojące kilka osób za mną, zaczęło mówić jakieś słowa. Dziwne, bo to nie były słowa w naszym języku. Były jakieś bezdźwięczne, takie jakieś suche. Ludzie, którzy stali przed i za tym dzieckiem, momentalnie dali mu troszkę miejsca. Też bym tak zrobił, gdyby to działo się komuś obok mnie. Dziecko zaczęło mówić głośniej i głośniej. Nikt nawet nie spróbował zrozumieć co się z nim dzieje. A ono przeszło do krzyku. Krzyczało tak dziwnie męcząco. Jak gdyby to nie był krzyk, który jest normalnym krzykiem jaki słyszymy nieraz, lub sami z siebie wypuszczamy. Ten krzyk był inny, podobny do wcześniejszych słów jakie wypowiadał ten młody człowiek. Bezdźwięczne, bez wyrazu, tak jakby nie używał w ogóle samogłosek, spółgłosek w ogóle nic. I nagle dziecko znikło. Tak po prostu znikło. Absolutnie nikt sobie nic z tego nie zrobił. Ludzie przesunęli się tylko w puste miejsce i stali dalej w kolejce. Ja także stałem dalej i już po chwili nie myślałem o tym co się stało. Innym razem widziałem jak z kierunku w jakim podążała kolejka szli jacyś ludzie. Coś w rodzaju więźnia i jego asysty. Więzień wyglądał podobnie do nas. Nawet nie pamiętam w co był ubrany. Pamiętam natomiast jego wyraz twarzy. Strach – to przede wszystkim było na niej wypisane. Niewyobrażalny, przeraźliwy, niepojęty strach. Nie wiem gdzie go prowadzili strażnicy, zresztą nie chciałbym tego wiedzieć, bo to nie było jakieś dobre miejsce. Dziwni w tym wszystkim byli także strażnicy. Ubrani w dziwaczne uniformy - czy to mundury czy kombinezony. Ich kolor był niebieski kiedy byli jeszcze przed miejscem w którym stałem, a kiedy przeszli dalej – za mnie – kolor nagle zmienił kolor na brązowy i taki już pozostał aż do momentu gdy straciłem ich z oczu. Nie mówiłem jeszcze o miejscu w którym jestem. Kiedy rozglądam się wokół, widzę ulicę jakiegoś starego miasta. Wszędzie jest…