Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Kolejne dwie...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

(…)Małgorzata popatrzywszy chłodno na załogę stolika, niczym kapitan egzaminujący swój okręt głośno cmoknęła i tajemniczo pokręciła głową, niezadowolona, zapewne w myślach strofując się i przeklinając, otworzyła usta, a cisza wokół nich nabrzmiała, wypełniła się niecierpliwym napięciem i wydawało się, że już, lada moment, pęknie, przemówi, ona jednak tylko zrezygnowanym, ale pełnym godności ruchem podniosła stojące przed nią naczynie i z beznamiętnym odgłosem upiła delikatny, kobiecy łyk. Skupiony na otwieraniu swej butelki Wawrzyniec, wypełniwszy płynem kieliszek, ocknął się i szeroko uśmiechnął, jakby wieszcz doznał natchnienia, by po chwili z powagą w głosie zapytać:

- Może wolicie? – Wskazał na wódkę i zamarł.

- Wolimy, – spokojnie zaczęła Małgorzata, zupełnie jakby tłumaczyła uczniakowi banalne oczywistości i kontynuując wykład, uzupełniła – ale nie dzisiaj.

- Dziwisz się? – Na widok lekceważącego uśmieszku Wawrzyńca szybko rzuciła Victoria, a w lichym oświetleniu jej twarz rozjaśnił oskarżycielski ton.

- Powiedzmy, że staram się zrozumieć. – Wyjaśnił zwięźle i rzeczowo, na chwilę znów zapadła cisza, jak ciężki kurz pokryła wszystko wokół, tak samo jak gęsty brud oblepił małe okna i tylko od czasu do czasu wnętrze wypełniało się niewyraźnym światłem przejeżdżających, głośno krzyczących samochodów. W końcu skonsternowany stwierdził, co miało być jednocześnie pytaniem: – A wy, zdaje się, macie jakiś problem.(…)

***

(…)Niezwykła atmosfera nadawała ich czynom rangę misji, niewytłumaczalnego posłannictwa, które wypełniają z obowiązku tkwiącego w podświadomości, intuicyjnie wyczuwając odświętność i unikalność chwili. Z ostrożnością, nabożnością i czcią godną jedynie największej relikwii oddały mu aparat, by z zachłanną uważnością obserwować każdy jego ruch. Cel jednak uzasadniał poświęcenie, bezkrwawą ofiarę złożoną na ręce Marka. Siląc się na profesjonalizm, a uzyskując w efekcie jedynie błazeńską nieporadność, z napięciem wpatrywał się obiektyw, czekając na odpowiedni moment, {i}gdy pociąg stanie się tak realny i niebezpieczny, że poczujesz smrodliwy chłód nadjeżdżającej śmierci, lokomotywa nie może być za daleko, ani za blisko…{/i}

…pstryk! Z wyglądu niewinne i bezbronne, Małgorzata i Victoria siedziały na przeciwległych szynach z bosymi, rozchylonymi bezwiednie nogami, zamykając blade światła rozpędzonej lokomotywy między pełnymi piersiami białych, papierowych rzec-by-można, sukienek. Z wyzywająco uniesionymi głowami, nie mrużąc, nie osłaniając niczym oczu, wpatrując się bez bólu w błyszczące, odsłonięte słońce. Rozlany atrament ich włosów, niczym najszlachetniejsza próbka, stanowił w wyblakłym obrazie jedyny prawdziwe czarny element, falując i szamocąc się we wszystkie strony, chciał zawładnąć całym światem i tak właśnie, w niemej, wietrznej ofensywie, został uwieczniony. Najważniejszy był jednak pociąg w samym sercu fotografii, utknął tam na zawsze, z wybałuszonymi ze strachu oczyma reflektorów, z zacięciem na przerażonej, pobrużdżonej w walce z wiatrem twarzy, z piskiem, którego choć nie słychać, doskonale widać w iskrach bezradnego hamowania. I wszystko w perfekcyjnej ostrości, nadspodziewanie perfekcyjnej w drżących rękach Marka, pstryk!

Potem uciekali wśród niespokojnych, zbyt głośnych śmiechów, tak jakby starali się ukryć za nimi krzyczącą niepewność sumienia, czy wciąż żyją, czy może w ten sposób właśnie Małgorzata, Victoria i Marek z psem pod pachą przeszli w nowy wymiar egzystencji,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%