Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Kolejny dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obudziłem się. Oczy kleją się i za nic nie chcą otworzyć. Próbuję uchwycić resztki uciekającego snu – bezskutecznie. Ten znika, pozostawiając jedynie szarą rzeczywistość. Po dłuższej chwili przełamuję barierę i rozwieram powieki. Leżę na boku, w moim łóżku, pod moją kołdrą, w moim pokoju – jak zwykle. Zbieram siły i przekonuję ciało, że nie warto spędzać tu całego dnia, który zapewne przyniesie coś wartego uwagi. Taką mam przynajmniej nadzieję. Chociaż... - chwila zadumy. - No dobrze, wstaję. Przez opuszczone rolety sączy się blade światło. Siadam, stopy dotykają lodowatej podłogi. Wzrokiem wodzę po pokoju szukając czegoś, w czym czułyby się dobrze. Cynamonowy, nieodkurzony dywan, pięć pustych, szklanych butelek, szafa... o, spod niej niepewnie wygląda niebieski klapek. Podnoszę się... aj! - stopy całą powierzchnią dotykają podłogi. Prostuję się. Cholera! Jeszcze ten ból w plecach... Robię kilka dużych kroków. Jestem... Wyszarpuję kapeć wzniecając przy tym smugę kurzu. Pięknie, jeden jest, pytanie, co z drugim. Schylam się... widzę go! Pod szafą, w gąszczu pajęczyn, jakieś pół metra od mojej głowy. Uch... Dosięgam. Macham nim w powietrzu starając się strzepnąć cały „syf”, jaki się tam zgromadził. Niee... Pająk... Duży, czarny, odpychający pająk. Zabić go? Przecież nic mi nie zrobił... Ale zaraz może mnie ugryźć... Jednak, ich na świecie są miliony albo więcej, a ja jeden, wyjątkowy i niepowtarzalny. Giń, potworze! Fuj... Biorę chusteczkę i zbieram zwłoki z mojej ręki. Podchodzę do najbliższego okna, ciągnę za ten mały, irytujący sznureczek, a zasłona nie śpiesząc się wędruje w górę. Pięknie! Pada... Tysiące małych, denerwujących kropelek za moim oknem, w swoich samobójczych lotach, niczym skośnookie kamikaze lecące na amerykańskie okręty. Wspaniałe dopełnienie poranka! Hmm... co na termometrze? Sześć stopni... Mam iść do szpitala przez pół godziny, w strugach wody niewiele odbiegającej temperaturą od kostki lodu? Rewelacja! Czego chcieć więcej? A... prawda, mam być na czczo... Ucisk poniżej brzucha, trzeba iść do łazienki, ta rutyna... Otwieram drzwi i człapię powoli przez niewielki korytarzyk. Wchodzę do toalety, podnoszę deskę... Jednak uświadamiam sobie, że na tym się nie skończy. Opuszczam deskę i siadam. Po chwili przepełnionej napięciem, sukces! Ehh... typowe, nie ma papieru. Papier toaletowy ma tę zaskakującą właściwość, że to, jak jest istotny, dostrzega się dopiero, gdy go zabraknie. Szybki przegląd pomieszczenia... Odświeżacz powietrza, pusta rolka po papierze, szczotka, mydło, ręcznik... Hmm... Nie, za bardzo go lubię, dalej: szafka, w szafce kilka rzeczy niewartych uwagi. Parapet, na parapecie ulotka z Intermarche... Mhm... Powinna się nadać, trochę twarda, ale musi wystarczyć. Ałł! Nigdy więcej! Rzucam zmiętą gazetkę w otchłań sedesu i z satysfakcją spuszczam wodę. Myję ręce. Ruszam do drzwi z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Kiedy już naciskam klamkę, moją uwagę przyciąga zagadkowe bulgotanie od strony muszli klozetowej. Na szczęście, udało mi się pokonać ciekawość i wyjść ignorując „muzykę”. Przebiegam językiem po skorupie na ustach, w gardle sucho. Teraz kurs na kuchnię, pozostaje mi napić się... wody. Nienawidzę badań. Nalewam szklankę przezroczystego płynu bez smaku i piję duszkiem.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kolejny dzień — czytnik · opowiadania