Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Kolejny raz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czas mija nieubłaganie, ciągłe zmiany, ciągle jakieś nowości na rynku, ciągle trzeba uczyć się czegoś nowego. No właśnie, jeszcze nie tak dawno jak chciało się kogoś poznać i nie wystarczało kino, czy dyskoteka, można było pójść do biura matrymonialnego. Tam jakaś miła pani pokazała zdjęcie, opisała człowieka i gotowe. Jak facet zawiódł można było iść do niej z pretensjami, po marudzić, po narzekać i już było lżej na duszy. A dzisiaj, co - ekran monitora, bezduszna maszyna i tysiące ogłoszeń – niestety najczęściej od tych, którym się nudzi w obecnych związkach i szukają nowych wrażeń. Ja do tych nie należę, ale jakiś czas temu postanowiłam znaleźć sobie tego jedynego, poprzez ogłoszenia w „Sympatii”, ogólnie dostępnym portalu z anonsami matrymonialnymi. Opłaciłam składkę, wprowadziłam swoje dane i codziennie wieczorem zasiadałam przed ekranem monitora, sprawdzając kto się odezwie, kto zajrzy do mojej oferty. Po jakimś czasie sama zaczęłam czytać ogłoszenia panów, oglądać ich zdjęcia, zastanawiać się. Czasem byłam ciężko zdziwiona, gdyż niejeden pan pisał o tym, że jest żonaty i szuka przyjaciółki. Fajnie, facet jest szczery do bólu, ale dlaczego daje to ogłoszenie w rubryce matrymonialne, czyżby nie wiedział co to słowo znaczy ? Ale mniejsza o to, postanowiłam się nie poddawać, przecież istnieją jeszcze mili mężczyźni i ja na pewno takiego spotkam, powiedziałam sobie i szukałam dalej. Minęło kilka dni w czasie, których nic specjalnego się nie działo, kilka nieciekawych listów, kilka ciepłych słów od nieznajomych panów, kilka niemoralnych propozycji i w końcu, małe światełko na ekranie. - Nie szukam przygód, pragnę stałej miłości – no cóż tak pisze co drugi, ale tym razem może będzie inaczej. Napisałam do niego kilka słów i już za chwilę rozmawialiśmy na „GG”. Przez kilka kolejnych dni, wieczory miałam zajęte, ciągle przesiadywałam przed ekranem monitora. Coraz bardziej chciałam zobaczyć i poznać człowieka, który mnie tak zajmował, ale czekałam cierpliwie na jego inicjatywę. Nie wiedziałam, czemu zwleka, przecież mieszkamy w tym samym mieście, spotkanie nie powinno być trudne do zrealizowania. - Może i on ma coś do ukrycia – myślałam Aż tu któregoś dnia. - Jowito, spotkajmy się, bardzo chciałbym Cię zobaczyć – przeczytałam na ekranie - Czemu nie, też jestem ciekawa czy wyobraźnia nie płata mi figla – odpisałam Umówiliśmy się na następny dzień, wzięłam wolne z pracy, odwiedziłam fryzjera, kosmetyczkę, kupiłam nową bluzkę, bo przecież przy pełnej szafie ciuchów i tak nie miałam się, w co ubrać. Każda sukienka, każde spodnie czy bluzka były nie takie jakbym chciała. Zresztą, musiałam przystopować z wydatkami, - Pensja, to nie guma od majtek, nie rozciągnie się – powiedziałaby moja koleżanka z pracy. Kiedy już ubrana i podmalowana spojrzałam w lustro, uśmiechnęłam się do siebie. – Nieźle – pomyślałam niezbyt skromnie i wyszłam z domu na spotkanie z przeznaczeniem. Denerwowałam się troszkę, ale to chyba normalne w końcu to prawie randka w ciemno, a te są najtrudniejsze. To nic, że znaliśmy się z rozmów na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%