Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 13 min czytania

Kolekcjoner Dusz V

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mężczyzna stał przed szklaną szybą i w milczeniu patrzył na dwójkę, małych pacjentów prywatnego szpitala św. Hieronima. Chłopiec spał. Widział jego opuchnięta od płaczu twarz, dwa sińce pod oczami.. Wyjął z ust na wpół wypalonego papierosa. Nie przejmował się zbytnio zakazem palenia, tym dzieciom na pewno to nie zaszkodzi, póki co. Potarł ręką twarz słysząc chropowaty dźwięk zarośniętego policzka. Zaciągnął się mocno i wypuścił powietrze po chwili z wyraźną niechęcią. Przeniósł wzrok na dziewczynkę która dość niespokojnie ,na wpół drzemała na tym samym łóżku co chłopiec. Nie zdołam ich ochronić- pomyślał Dongard i nerwowym ruchem znów się zaciągnął. Był bliski rozpaczy. Nieświadomie przesunął ręką po głowie. Dotyk zimnych palców przyprawił go o dreszcz. Skrzywił się . Czuł się jak bezużyteczna marionetka, pociągana przez kogoś za niewiarygodnie cienkie sznurki. Siła powoli go opuszczała, nie podoła temu. Zgasił niedopałek niecierpliwie zapalając kolejnego papierosa. Wyczuł jak powietrze dookoła niego zagęszcza się. Popatrzył zdziwiony na wpół już wypalony papieros. Kolejne odczucie wyrwało go z rozmyślań. Zwrócił się stanowczo w stronę chłopca. Dostrzegł zimne, szare oczy, przepełnione nienawiścią. Nie ugiął się jednak pod tym spojrzeniem. Wiedział, ze śmierć Tomyego załamała chłopca, wręczy wyczerpała fizycznie tak bardzo ze pozostała tylko wewnętrzny ból, gwałtownie przemieniające się w złość no i gniew.. Szukał w oczach Trevora zła. Zacisnął mocniej żeby. Czas na wyjaśnienia.

Chłopiec obserwował jak mężczyzna szybkim, trochę już niezdarnym krokiem wchodzi do pokoju i z największą starannością zamyka drzwi. Dongard spojrzał szybko na Anabel, ale ta spała spokojnie, nieświadoma całej sytuacji. Czuła się bezpiecznie. Trevor ze złością śledził każdy jego ruch, starał się przeniknąć barierę obojętnego zimna, otaczającą Dongarda, znaleźć jakaś szparę, przez która mógłby wśliznąć się w jego świadomość i w końcu zakończyć ta okrutna niepewność. Stalowe spojrzenie Dongarda sugerowało z nigdy mu się to nie uda. - Jesteś zaślepiony złością, gniewem i żalem. Myślisz ze w takim stanie uda ci się w jakikolwiek sposób przełamać moja tarczę? - szepnął mężczyzna, a z tymi słowami odeszło całe napięcie z jego ciała. Trevor popatrzył na niego podejrzliwie. Czuł w tych słowach wyzwanie. Coś zadrgało w jego duszy. Tata.. do oczu znów napłynęły mu łzy. Nie powstrzymywał ich, przymknął tylko powieki. Wiedział ze ma racje, musi nad sobą zapanować. Inaczej niczego się nie dowie, ale.. Czul ze z każda chwila dzieje się z nim cos niezwykłego. Umysł stwarzał jednak potężną granice dla jego ciała. Dongar skierował się w strone łożka. Nie mógł stracić panowania nad sobą. Tyle myśli kłębiło mu się w głowie. A jeśli popełni błąd? A jeśli on sam doprowadził do tej tragedii? Tomy, chodź był jego ojcem obawiał się go. Bał się siły jaka drzemie w tym chłopcu, jednak mocno go kochał.. Nie bez powodu zerwał kontakt z rodziną. Chciał go uchronić.. tylko czy wiedział chociaż przed czym, że jego istnienie wiąże się z wielkim poświęceniem, walka? Dongard poczuł się wyczerpany. Postawi wszystko na jedna kartę. Ufa osadowi Anabel, najwidoczniej mała ma powody by się z nim zaprzyjaźnić. Wyczuwał rozszerzająca się ciemność w duszy chłopca. - Trevor, zaufaj mi. – usłyszał szept Dongadra. - Tobie? – spytał z pogarda chłopiec. Nie otwierał oczu. Dongard wyczuwał nagłą zmianę. Już na moment przed wejściem, miał przedsmak gwałtownego rozwoju jego zdolności. Zastanawiał się czy jego moc za każdym razem postępowała w nim w taki sposób. Trevor wydawał się opanowany. Nie był w stanie uwierzyć by przeżyte przez niego chwile w żadnym stopniu nie odcisnęły piętna na jego zbyt wrażliwym umyśle. - Nie wymagam od ciebie zbyt dużo. Ale na pewno chcesz zrozumieć ten zamęt jaki jest teraz twoim życiem, dlatego musisz mi zaufać- odparł niewzruszony. Trevor otworzył oczy i spojrzała niego przenikliwie. - Wiem, że to co się stało w znacznym stopniu zwiększa twoja percepcję pozazmysłową. Przez twarz chłopca przemknął niepokój. - Doskonale zdaje sobie też sprawę z tego, ze trudno zaakceptować ci moje zdolności. Sadzę jednak ze zbytnio nie różnią się one od twoich. - Ja nie potrafię..- zawahał się przez chwilę Trevor. - Ale możesz to osiągnąć, wprawdzie z długotrwałym szkoleniem, jednak.. możesz zacząć już teraz. Pozwolisz? – spytał mężczyzna wyciągając do niego rękę. Wiedział, że powoli przełamuje chłopca. Trevor niepewnie podał mu rękę. Dongard zamknął w swoim silnym uścisku drobna dłoń dziecka. - Teraz posłuchaj. Pomogę ci się pogodzić z samym sobą. W tym samym momencie Trevora ogarnął chłód. Chciał wyrwać swoja dłoń, jednak mężczyzna trzymał ją mocno. Jego ciałem wstrząsną dreszcz, czuł jak powoli, zimno zakrada się do najgłębszych zakamarków jego ciała i duszy. Czuł przy tym ból, osłabiał go jeszcze bardziej. Przerażony i wściekły spojrzał na Dongarda. Ten jednak niewzruszony dalej trzymał jego dłoń. „ MUSISZ SIĘ TEMU PODDAĆ, NIE WALCZ!” usłyszał głos. „TYLKO JAK?!” krzyczało wszystko nim. Naprężył wszystkie mięśnie, chłód stawał się z każdą chwilą coraz bardziej dotkliwszy. „NIE! ROZLUŹNIJ SIĘ! NIE WALCZ!” Trevor chodź z trudem przymknął oczy i starał się uspokoić. Zimno i ból były bezlitosne, jednak już po chwili chłopiec leżał całkowicie rozluźniony. Tracił świadomość, jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa, kolejne fale cierpienia przyjmował już obojętnie. Ciemność pochłaniała go coraz bardziej. Wiedział, ze tak musi być. Spokój Dongarda, spływał na niego, bardzo mu to pomagało zapanować nad resztkami sil. Wyczuwał, ze coś się w nim budzi, z początku niepewnie, ale teraz już całkiem naturalnie rozpływa się w jego ciele. Pojął całkowicie, co w nim tkwi. Było to czymś nie mającym nic wspólnego z tym światem. Jakby gdzieś w najtajniejszych zakamarkach jego ciała drzemała, całkowicie odrębna istota. To co było w nim utajone, na nowo zaczęło się rozwijać. Niespodziewanie zalała go fala wspomnień. Jego dzieciństwo: zabawki, melodie, zapachy, uczucia, rodzice.. W jednej chwili cale jego dotychczasowe życie zmieszało się w nieopisana fale doznań. Chłonął je na nowo.. czuł to samo.. jednak stojąc z boku. Już nie był Trevorem. Był siłą. Czuł jej pulsowanie w żyłach. Był źródłem. Zachłysnął…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%