Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 5 min czytania

Kolekcjoner Dusz VI

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pierwsze promienie światła wkradały się właśnie w sale hospicjum Dziewczynka śledziła uparcie ich wędrówkę po pokoju. Niczym dopiero co, narodzone dla świata dziecko chłonęła każdy dźwięk, tęsknie czekając by usłyszeć głos najbliższy jego sercu. Chciała zapamiętać, to wszystko. Niespodziewanie jedna kryształowa uciekinierka wymknęła się z jej czujnego spojrzenia. Nie zamrugała. Nie powinna. Zrozpaczona przykryła się kołderka. Czuła się tak bezlitośnie dojrzała. Tak za karę , dorosła. Niepokój.. to pierwsze co poczuła. Leżał tak chwilę, aż do jej serce zmroził cichy szept. - Annaaabel- niczym cios. Skuliła się w sobie. Szybko schowała się pod materiał, szczelnie zatykając wszystkie szpary. Przez półprzeźroczystą pościel zaczęła dostrzegać cień pochylającej się nad nią postaci. Przerażona, zaczęła szukać drogi ucieczki. Postać była coraz bliżej. Zacisnęła powieki, chcąc uniknąć najgorszego. - Matko Boska już koniec…- pisnęła - Hahahaa! – zagrzmiało tuż nad jej uchem. Zamarła przerażona. Poczuła lodowate zimno wkradające się w jej duszę. Wstrzymała w sobie zmrożony oddech. Jej ciało zaczęło zamarzać! Jęknęła z bólu. Czuła jak krew tężeje w jej żyłach. Powoli traciła czucie w nogach i rękach. Czarne wirujące płatki zaczęły przykrywać jej wzrok. Nie była w stanie wezwać znikąd pomocy.. Spod wpółprzymkniętych powiek dostrzegła błysk. Tak dobrze znane ciepło zaczęło walczyć z nią wdech. Kujące igiełki lodu zaczęły się roztapiać. Odzyskiwała czucie w ciele. Z nagłym przypływem sił, zdrętwiałą jeszcze ręką odkryła kołdrę. Prawie całą sale zalewało wschodzące słonce, a oprócz śpiącego po drugiej stronie sali Trevora, nikt inny nie znajdował się w pomieszczeniu. Wstrzymywany do tej pory płacz zaczął dławic ja niemiłosiernie. Chciała wstać, choćby krzyknąć by obudzić Trevora, jednak strach paraliżował jej ciało. Powoli, zebrała się w sobie. Spuściła nogi z łóżka. Poczuła zimny powiew i w pierwszym odruchu znow je cofnęła. Ale ten chłód był inny. Odważniej już, zeszła z lóżka i podbiegła do Trevora. Uniosła prawą rękę. W tym samym momencie chłopiec otworzył oczy i spojrzał na nią badawczym wzrokiem. Drżąca ręka Anabel zastygła w połowie. Zmieszana, pod czujnym wzrokiem szarych oczu, cofnęła ją. Trevor dźwignął się na łokciu, nie spuszczając z oczu dziewczynki. Anabel zadrżała pod tym spojrzeniem, był jakiś obcy. - Kim jesteś, Anabel? – spytał niespodziewanie. To pytanie ją zaskoczyło. Starała się przybrać swój codzienny uśmiech, złagodzić strach beztroską. Nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%