Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Środowisko · 8 min czytania

KOLEŻANKA MELANIA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Waldemar Pasiński : „KOLEŻANKA MELANIA” – wyimek z powieści „Wejście w arkana, czyli autoportret z filmem”

Koleżanka Melania była doskonała, o czym każdy musiał wiedzieć, a kto przypadkiem nie wiedział, rychło dowiadywał się z ust samej Melanii. Jak na doskonałość przystało, Melania była życzliwa ludziom i małym kotkom, lubiła pogłaskać bobo w wózeczku i sypnąć gołąbkom okruszki. W ogóle lubiła świat, bo był różowy jak majteczki i słodki jak lody z bakaliami. Lubiła także porozmawiać na poważne tematy, czyli porozmawiać sobie o sobie, porozmawiać z poważną, inteligentną i dobrze ułożoną młodzieżą. Niestety, nie miała szczęścia do młodzieży – szczególnie tej studenckiej i szczególnie tej w Toruniu. Nikt z rówieśników nie był wystarczająco poważny, inteligentny i dobrze ułożony, by dziewczyna mogła zaszczycić go rozmową: każdy dlań zalatywał debilem bądź czkawką prostactwa, bo nikt nie był wystarczająco cierpliwy, by wysłuchać jej zatroskania o siebie, i nikt wystarczająco nie zachwycał się jej życiową mądrością, wrodzonym pięknem i szlachetnym charakterem. Dlatego gdyby nie istnieli pracownicy naukowi na uniwersytecie, którzy z trudem dorównywali Melanii ilorazem inteligencji tudzież wrażliwością i którzy na jej widok przyspieszali bądź nagle przypominali sobie o jakiejś ważnej sprawie i skręcali na inne piętro, dziewczyna poza lustrem nie miałaby komu powierzać swoich myśli – mądrych, cennych a zbawiennych. Melanię ze studenckiej ciżby nie tylko wyróżniała doskonałość ducha, ale i materii: koleżanka Melania – w co trudno było uwierzyć – była piękna. Jedną nogę miała cokolwiek grubszą, a drugą taką samą, niemniej przesadą byłoby jej powabne kończyny porównywać do filarów w moście, zwłaszcza że betonowe lub żelazne słupy nie są aż tak zgrabne, nie noszą rajstop, nie postukują obcasikami i w ogóle nie noszą samej Melanii. A poza tym między nimi tylko droga, a u Melanii – ho, ho – damskie wspaniałości: tak damskie i tak wspaniałe, że wszystkie dziewczęta jej zazdroszczą, bo bidulki są przecież mniej urodziwe, i wszyscy chłopcy w niegrzecznych snach ich pożądają i posiadają na wszelki pornograficzny sposób, a na jawie wręcz pożerają wzrokiem, bo przecież one n a l e ż ą do Melanii, bo przecież one są t y l k o u Melanii … Tak… Melania była piękna, a nawet bardzo przepiękna, i jak powiadają wytrawni bywalcy damskich ud: gdyby dziewczynie odjąć ręce i sto kilo, to gotowa Wenus z Milo. Koleżanka Melania miała jeszcze jedną zaletę: ubierała się stosownie do urody i swej doskonałości. A że uroda jej i doskonałość były osłupiające, zatem każdy – od berbecia z rowerkiem i siusiumajtki z czerwonym lizakiem, po babulinę w rogowych patrzałkach i dziadygę drobiącego o lasce – dębiał na długą chwilę, kiedy Melanię obaczył. Na studentów – z lekka obytych z kreacjami Melanii – osłupienie spadło w czasie egzaminów ustnych z gramatyki historycznej. Staliśmy na korytarzu z nosami w książkach tudzież notatkach, by na ostatnią chwilę coś jeszcze uszczknąć z wiedzy. Powtarzaliśmy sonanty, jery, apofonie, palatalizacje spółgłosek tylnojęzykowych, a wszystko brzmiało jakoś obco i złowrogo. Strach mieszał nam w głowach, bo już pięć osób musiało uznać prawdziwość uwagi Starożytnych, że repetitio est mater studiorum*, i w jesiennej sesji znów musiało spotkać się z wymagającą panią docent. Przeczuwaliśmy, że to dopiero początek masakry w indeksach, zwłaszcza że mądrość na gwałt łapana z podręczników, nijak nie chciała zagościć w mózgownicach. I kiedy tak staliśmy w minorowych nastrojach i tak czekaliśmy na swą kolej jakoby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
KOLEŻANKA MELANIA — czytnik · opowiadania