Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

pisarstwo · 9 min czytania

Kolorowa tęsknota

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ewa obudziła się wcześniej niż zwykle. Tej, styczniowej nocy miała niedobry, dziwny sen. Andrzej stał samotnie na skraju wielkiego, pustego pola, rozciągniętego pomiędzy postrzępioną wstęgą lasu a rzeką. Rękoma trzymał kurczowo samotne drzewo. Porywisty wiatr nagle je złamał. Upadające drzewo, ciężarem grubych konarów, przygniotło mężczyznę. Kłęby białej jak mleko mgły otuliły uwięzionego. Sprawiły, że nie mogła dojrzeć niczego więcej. Rozpaczliwy krzyk wypłynął z jej krtani. Wiatr ustał, mgła się podniosła; znów go zobaczyła. Szedł powoli, słaniając się na nogach. Podszedł do niej i wyciągał okrwawione ręce. Na jego brudnej, oklejonej mokrymi liśćmi, twarzy pojawił się nieoczekiwany, nikły uśmiech. Ewa obudziła się gwałtownie. - Jest tak jak zwykle. Ten sen to wytwór mojej wybujałej wyobraźni jest niczym warkocz spleciony z przeszłości i mojego obecnego życia. Taki nierealny, bzdurny świat istnieje tylko w koszmarach. To dla mnie to zbyteczny bagaż.- Bezładnie szeptała dygocząc. Wszyscy jeszcze spali, tylko Ewa leżała wyciągnięta na szerokim łóżku, ze wzrokiem utkwionym w bieli sufitu. Wsłuchiwała się we własne myśli, jeszcze raz próbowała ułożyć swój świat. Samotność doskwierała jej jak nigdy, właśnie dziś zacisnęła swe szpony wyjątkowo mocno. Przez okno pokoju zaglądał kawałek szarego, zimowego nieba. Blade słońce chowało się za białymi dachami miasta. Ciszę niedzielnego poranka przerwał dochodzący z korytarza, trzask zamykanych drzwi windy, poderwał Ewę z posłania. W mieszkaniu nieoczekiwanie gościło przenikliwe zimno. - Awaria za awarią.- Mruknęła ze złością w głosie, wślizgując się szybko do łazienki. Gorący prysznic i tabletka aspiryny miały zrobić swoje. Pomogły tylko na chwilę, nadal drżała jak przysłowiowa trzcina. Tęsknota za Andrzejem bólem przenikała najdrobniejszy kawałek jej smukłego ciała, doskwierała bardziej niż wszechobecny chłód. Ewa była ściśnięta w sobie; przeszkadzał jej szlafrok, mokry ręcznik - wszystko. Potrzebna jej była tylko szparka, małe okienko, żeby mogła swobodnie oddychać. Do oczu dziewczyny napłynęły łzy bezsilności, zacisnęła ręce aż do bólu, odwróciła od lustra pobladłą, wilgotną twarz. Nie mogła na siebie patrzeć; ostatnio zbrzydła i posmutniała. Zacisnęła powieki. - Pomogło, uspokoiła się. - Płacz pomaga - dopóki się płacze, ale w końcu, wcześniej czy później trzeba się zdecydować, co robić dalej. Muszę o nim zapomnieć. Wspomnienia dni spędzonych z Andrzejem mnie przygniotą, jeżeli pozwolę, aby wracały. - Powiedziała w zamyśleniu wracając do sypialni.

****

Przed rokiem szczęśliwy związek Ewy rozsypał się, rozstali się nagle, za obopólną zgodą. Puste i trudne dni przyszły potem. Ewie zdawało się, że Andrzej zaraz podejdzie, przytuli ją lub obejmie, powie coś miłego. Czuła ciepły dotyk jego cierpliwych, nieustępliwych rąk. Pamiętała grę spojrzeń, tonów, uśmiechów. Przywykła już do tego, a raczej uzależniła się. Miłość nie poszła w świat, wiernie się błąkała w każdym jej kroku, oddechu. Samotność rozrosła się w niej jak chwast, robiło coraz ciaśniej. Męczące uczucie tęsknoty nie słabło. Było jak duszący obłok lub daleki, ciągły dźwięk, który narasta, stając się coraz głośniejszy. Nie mogła schować się przed wspomnieniami, nie miała gdzie uciec. Bezpieczne wspomnienia, pomieszane z teraźniejszym bólem, walczyły o miejsce w jej świadomości. Męski demon, wysoki, postawny, o głębokim spojrzeniu szarych oczu, był z nią zawsze i wszędzie, w pracy i w kinie. Trzymał jej dłoń na spacerze po oliwskim parku, podzielał jej zachwyt detalami zabytkowego wnętrza białej katedry i muzyką starych organów. Przymierzali razem, wymarzony czarny żakiet. Bałwan, lepiony przez dzieci, w ogrodzie sąsiadów, miał jego oblicze. Każdej nocy, w poduszce odnajdowała słodkawy zapach jego ulubionej wody toaletowej, czuła muśnięcia jego siwiejących, skręconych w setki sprężyn włosów. Wtedy cisza była ciszą, a słowa słowami. Teraz rozedrgane myśli, niczym natrętny owad, brzęczały w jej głowie. Szum stał się nie do wytrzymania. O swoim cierpieniu nie mówiła. Bo i po co? Miała po kobietach ze swego rodu naturę twardej Artemidy. Unikała jak ognia banału i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%