Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 26 min czytania

KOMBAJN W BIAŁEJ GALARECIE

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miasto Cichygród. Spokojna metropolia pokojowej i tolerancyjnej społeczności. Oaza spokoju i praworządności. Gąszcz schludnych ulic i czystych skwerków naszpikowany pięknymi wieżowcami i… - AAAaaa!!- czy to wrzask mieszkańców Cichygrodu przeszył spokój poranka? - Iiiii! Profesor von Klingenhofen na dźwięk ludzkich krzyków dobiegających z ulicy upuścił na posadzkę szklana probówkę, która z trzaskiem rozbiła się rozlewając niebieską ciecz. W tej samej chwili przez niebo przetoczył się grzmot. Profesor podszedł do okna i z wrażenia wypuścił jeszcze okulary z chudej dłoni. Zmierzwił siwe włosy i otarł białym fartuchem twarz na widok spektaklu w dole. Ulicami Cichygrodu pędzili w rożnych kierunkach jego mieszkańcy. Kompletny chaos sprawiał, ze wpadali na siebie i zadeptywali się nawzajem. Szczęśliwcy podróżujący autami gnali nie patrząc na znaki stopu, ani na wystraszonych przechodniów. Jeden z wozów wpadł w tłum i uderzył w ścianę wieżowca przygniatając trzy osoby. Na skrzyżowaniu czołowo zderzyły się dwie taksówki, a ich kierowcy wypadli przez przednie szyby uderzając się po środku głowami. Powoli ulice zapełniały się krwawymi plamami. Profesor złapał za telefon i wykręcił numer do Miejskiego Muzeum Techniki, za którego eksponaty był odpowiedzialny.

- S…s…ss…łuchaaamm- stróż Antoni, lokalny erotoman właśnie oprowadzał jedną z klientek po ekspozycji w swojej kanciapie. - Co ty znowu tam wyprawiasz?!- Profesor nie krył rozgoryczenia postawą Antoniego. - Pan profesor?!- Zerwał się na baczność i założył bordową czapkę- właśnie prezentowałem pani… - Agnieszka- uśmiechnęła się chudziutka blondynka przekręcając się dla odmiany na plecy i zaciągając papierosem. - …pani Agnieszce naszą wystawę „Technika w rolnictwie”… - Czy wszystko w porządku tam u ciebie?- Przerwał mu głos profesora. - Yyy… tak, a dlaczego? - Czy widziałeś, co dzieje się na ulicach? - Nie… Chwilę później erotoman Antoni przeprosił panią Agnieszkę i w szlafroku, papciach i bordowej czapce stróża udał się przed wejście muzeum. - AAAaaaa!- Wrzask tłumu powitał go na ulicy. Ludzie pędzili na oślep torując sobie drogę pięściami. Auta raz po raz zderzały się, a serie klaksonów rozlegały się pośród wieżowców. Małe budki z gazetami i stragany z owocami wywracały się, a tłum zadeptywał je w ciągu krótkich sekund. Antoni poprawił czapkę, bo jego oczy urosły do rozmiarów spodków i ledwo cokolwiek widział spod lśniącego czernią daszka. Ze studzienek kanalizacyjnych wypływała na ulice biała maź, przed którą uciekali przerażeni ludzie. Kiedy oddalali się na bezpieczną odległość, gęsty płyn wydobywał się przed nimi z innych studzienek, więc tłum zawracał tratując się nawzajem. Ulice powoli pokrywały się tą mazią, a samochody ślizgały się na niej wpadając w ludzi, kosząc ich i miażdżąc ich kości. W niektórych miejscach krwawe plamy mieszały się z białą substancją. - Wracajmy do łóżka- delikatne dłonie Agnieszki oplotły podbrzusze Antoniego, gdyż drobna kobieta przytuliła się do jego pleców. Poczuł, jak jej ręka wślizguje mu się do szlafroka. - Chcesz się kochać, kiedy tu dzieje się cos takiego!?- Złapał ją za tą rękę i pociągnął przed siebie. - O ty w trąbę…- nie kryła zaskoczenia blondynka. Wrzaski jakby dopiero teraz dotarły do jej uszu- co to jest? - Nie mam pojęcia, kochanie. Lepiej zadzwońmy na policję. Mieszkańcy miasta Cichygród zablokowali wszystkie awaryjne linie. Zapchali szpitale i rozbili wszystkie wozy strażackie. W cichej i spokojnej metropolii zapanował chaos i anarchia. - Znam jednego detektywa- zapiszczała swoim milutkim głosem Agnieszka, gdy wrócili do kanciapy. - Coś pomoże? - To najlepszy glina w mieście! - Najlepszy?- Zdziwił się Antoni. - Najlepszy w łóżku. - Mówiłaś, ze ja jestem najlepszy- stróż oparł ręce na biodrach i spuścił głowę. - On jest najlepszy wśród gliniarzy… no nie dąsaj się…- po czym dodała- a gdzie mogę wrzucić peta? - Wywal tu- odpowiedział jej wskazując butelkę z ciemnego szkła, do której zwykł wrzucać niedopałki. Po chwili wykręcili numer i przyłożyli uszy do słuchawki.

Z drugiej strony linii ogromne cielsko detektywa Kowoskiego przewróciło się kilka razy na dźwięk dzwonka telefonu, po czym spadło z grzmotem z lóżka. Mężczyzna nagi i zaspany podniósł się i z miną cierpiętnika odebrał słuchawkę. - Ano? - Misio…- usłyszał glos- tu Agnieszka. - Aa… hej… co tam?- Podrapał się tam, gdzie każdego ranka drapią się setki twardzieli w mieście Cichygród. - Czy widziałeś, co się dzieje misiu, bo myślałam, że jako stróż prawa coś mi wyjaśnisz, bo jestem tu w muzeum techniki, a na ulicach… Odłożył słuchawkę i podszedł do brudnego okna. Jego oczom ukazała się biała breja pokrywająca ulice miasta oraz tłum ludzi biegających z wrzaskiem w rożnych kierunkach. Ponownie podrapał się i ziewnął, po czym zerknął na stolik zastawiony kilkoma butelkami po absyncie i whiskey. - Pierdole… nie pije- bąknął pod nosem.

Miasto Cichygród. Metropolia radosnych mieszkańców taplających się beztrosko w białej mazi pokrywającej ulice i skwerki. Rozbawionych i zadowolonych z niespodziewanych wakacji, jakie zafundowała im klęska żywiołowa spowodowana tajemniczą substancją wypływająca z kanałów. Detektyw Kowoski, jako że był na urlopie z powodu postępowania dyscyplinarnego w jego sprawie, skierował swoje kroki przez białą substancję prosto do muzeum, skąd dzwoniła do niego Agnieszka. Jej głos był zawsze obietnicą miłosnych igraszek bez zobowiązań, więc nie wahał się długo. Jakież było jego zdziwienie na widok towarzyszącego jej chudego stróża w szlafroku. Kiedy mężczyźni zostali już zapoznani i nad wyraz silnie ścisnęli sobie dłonie, Agnieszka opuściła ich by obejrzeć z bliska tajemniczą substancję. Wtedy to Antoni zmierzył nie zlęknionym spojrzeniem ogromnego detektywa i odezwał się grubym głosem. Być może nawet zbyt grubym, jak na jego wątle ciało: - Więc co zamierzasz z tym zrobić? - Nic- prychnął Kowoski. Ich spojrzenia skrzyżowały się w zimnym pojedynku. - Chodźcie tu szybko!- Przerwała im dziecięcą rozgrywkę Agnieszka- To jest smaczne! Obaj pognali do drobnej kobiety noszącej teraz krótką sukienkę i różowy sweterek. Między mężczyznami narodziła się rywalizacja o jej uwagę i względy. - To smakuje jak kisiel ananasowy- uśmiechnęła się zlizując białą maź z palców. - Może nie powinniśmy…- skrzywił się Antoni na widok suchego kożucha pokrywającego półmetrową warstwę kisielu na ulicach. W tej samej chwili detektyw nabrał całą łapę gęstego płynu i wcisnął ją w usta przełykając głośno. Antoni natychmiast uśmiechnął się do Agnieszki i również zakosztował z obrzydzeniem breji. - Strasznie gorzkie- podsumował detektyw wycierając ręce w spodnie. - Raczej słone- odmiennie stwierdził Antoni. - Mi smakuje- ona jednak wcinała substancję z uśmiechem- przypomina mi jakiś smak z dzieciństwa. - Nie jedz tego- złapał ją za rękę Antoni. - Jedz… - natychmiast zreflektował się detektyw i wcisnął jej w usta kolejną porcję- mi tez smakuje… - Spójrzcie na tych ludzi! Hi hi hi…- roześmiała się Agnieszka rozrywana przez mężczyzn. Mieszkańcy miasta Cichygród chlapali się rozkosznie w białej mazi, kosztując ją mniej lub bardziej ukradkiem i ślizgając się na niej beztrosko. Wylewali ją z butów i wyciskali z przemoczonych ubrań. Zdawała się oblepiać wszystko i kleić do mieszkańców. Kilka osób z jachtklubu pobiegło nawet po swoje deski surfingowe. - To jest wspaniałe!- Cieszyła się Agnieszka pożerając kolejne porcje i oglądając uliczne widowisko. - To jest szalone- skrzywił się Antoni- musi być na to jakieś wytłumaczenie… - I jest! Cala trójka podskoczyła na widok osoby, która wyrosła za ich plecami jak spod ziemi. Po niebie przetoczył się grzmot. - Profesor von Klingenhofen!- Wykrzyknęli równocześnie na widok znanej i szanowanej w Cichygrodzie persony. - Tak, moi drodzy. Wykonałem kilka badań…- profesor pochylony w przód i z założonymi za plecami rękami udał się do muzeum, a grupa podążyła za nim- Przeprowadziłem też kilka rutynowych eksperymentów. Ustaliłem temperaturę tajemniczej substancji, jej skład i strukturę, kolor, przewodnictwo, reakcje na… - A kosztował pan, profesorze?- Uśmiechnęła się Agnieszka. Spojrzał na nią uważnie, po czym odezwał się cicho do Antoniego: - Kim oni są? - To… by… nikt w sumie. - Możemy ich potrzebować do niebezpiecznej misji. - Niebezpiecznej misji?- Antoni rzucił spojrzenie na detektywa i uśmiechnął się się- on byłby chętny… - Wiec kosztował pan?- Agnieszka podsunęła pod nos profesora swoja dłoń umazaną w białej substancji. - Badania organoleptyczne zaplanowałem na jutro- odpowiedział. - To jest dobre. - Trochę gorzkie- dodał detektyw. - Raczej słone- Antoni był odmiennego zdania. - Nie kosztowałbym tego i tak…- profesora naciągnęło na wymioty- musimy najpierw ustalić źródło jego pochodzenia. - Wypłynęło z kanałów, profesorze- Agnieszka wykazała się spostrzegawczością. - Z kanałów, powiadasz- naukowiec podrapał się po siwej głowie- a tak… z kanałów…

Miasto Cichygród. Zaklajstrowana metropolia, której rezolutni mieszkańcy szybko nauczyli korzystać się z tajemniczego daru, jakim okazała się być substancja z podziemi. Jej walory smakowe wykorzystano natychmiast w koktajlach i szejkach. Wykonane z niej maseczki zdrowotne na twarz okazały się hitem sezonu w branży kosmetycznej. - Dlaczego ja?- Stróż Antoni z wyrzutem patrzył na profesora. - Bo mogę ufać twojej odwadze i intelektowi. - A dlaczego z nim?- Wskazał na szykującego się obok detektywa. - Bo on… będzie cię pilnował, żeby ci się nic nie stało. - Gdzie mogę wrzucić peta?- Zapytał Agnieszkę detektyw. - Do butelki- wskazała mu improwizowaną popielniczkę. Profesor podał mężczyznom latarki. Obaj ubrani w suche skafandry nurków z przed kilkudziesięciu lat wciskali się do kanału, z którego wypłynęła wcześniej biała substancja. Teraz jej poziom gwałtownie opadł. Pod mężczyznami w pożyczonych z muzeum skafandrach zionęła ciemna otchłań. - Pamiętajcie!- Złapał ich za ramiona profesor- trzymajcie się mapy. Dojdźcie do zaznaczonego na niej epicentrum, pobierzcie próbki tego, co tam się znajduje i wracajcie. - A jak to się nie będzie dało pobrać na próbki?- Odezwał się detektyw. - Musi- wraz ze słowami profesora pomruk błyskawicy obleciał echem miasto. Czy bohaterom uda się odnaleźć w podziemiach źródło breji? Czy rozwiążą zagadkę i przywrócą w Cichygrodzie spokój? Któremu z mężczyzn uda się podbić serce głupiutkiej Agnieszki?

Podziemny kanał był pogrążonych w idealnych ciemnościach. Dwa żółte snopy z latarek cięły czarną pustkę błądząc po okrągłym sklepieniu podziemnego korytarza. Wszystko pokryte było mazią. Mętne gluty kapały na bohaterów w skafandrach nurków. Na twarzach mieli maski, a w ustach rurki, przez co ich słowa huczały gdy rozmawiali. Wszystko wokół nich wyglądało jak żywa jaskinia z innego świata. Kiedy dotarli do skrzyżowania uliczek podziemnego labiryntu, po konsultacji trasy z mapą, skierowali się na wprost. Po jakimś czasie, na kolejnym skrzyżowaniu, ponownie przystanęli, by znów ustalić swoją pozycję. - Jaki macie status? Odbiór.- Z głośnika radia przebił się przez trzaski niewyraźny głos profesora. - Jesteśmy przy drugim węźle. Powtarzam: jesteśmy... W tej samej chwili przerdzewiała pokrywa pionowego tunelu pod detektywem załamała się z hukiem. Mężczyzna wbił się w dno, a jego ręce zatopione w białej breji usiłowały się czegoś złapać. Nadaremnie. Detektyw ześlizgiwał się powoli do przepaści. Stróż Antoni skamieniał w pierwszej chwili, by spokojnie stanąć nad Kowoskim. Kucnął i spojrzał w oczy swojego rywala do niedzielno- porannych igraszek z Agnieszką. Wreszcie mógł pozbyć się go i po wykonaniu misji powrócić wprost w jej ramiona. Detektyw spadł w dziurę zabierając cały ogarniający go kisiel. Antoni w ostatniej chwili złapał go jednak za nadgarstek i zaparł się mocno nogami o krawędzie dziury, poczym wydobył Kowoskiego. Zasapani upadli w białą breję i przez moment patrzyli się na siebie bez słów. - Wisisz mi browar- odezwał się wreszcie Antoni i obaj wybuchli śmiechem. Nasi bohaterowie dotarli szybko w okolice epicentrum. Nie zgubili się dzięki mapie profesora oraz faktowi, że droga przez labirynt była cały czas idealnie prosta. Tylko jedno pytanie kołatało się w ich głowach: jak genialny naukowiec ustalił epicentrum?

Miasto Cichygród. Radosna metropolia rozbawionych mieszczuchów delektujących się smakiem nowego frappucino. Stolica rezolutnych i pracowitych ludzi, którzy szybko oferują w swoich restauracjach nowe omlety a la tajemnicza substancja. Zdrowe jedzenie znów jest w modzie za sprawą erupcji z podziemi. Profesor von Klingenhofen cały w nerwach ślęczał nad wielką jak szafa radiostacją słuchając zanikającego sygnału od Antoniego i detektywa. Trzaski powoli zastąpiły słowa usiłujące przegryźć się z podziemia. - ...teśmy... lisko... entrum... iór. - Jak daleko?- Zagryzł wargi profesor- Odbiór. - ...widzi... niec tune...- głos Antoniego stawał się coraz słabszy- ...coś tu je... ało... biór. Agnieszka z emocji wyszła na kolejnego papierosa. Butelka do połowy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%