Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 10 min czytania

Kombajn w galarecie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

KOMBAJN W GALARECIE

Motto: „Wstań, powiedz- nie jestem sam! I nigdy więcej już nikt nie powie- Sępie miłości, nie kochasz” ICH TROJE {i}„Powiedz”{/i}

I

Przywykłaś, pani, do jazdy w karecie. Mnie szczytem marzeń był mały Fiat, Lecz kombajn mam w galarecie I nim podjadę by zabrać cię w świat. Ruszę z impetem, nie stając w bramie I porwę cię z łoża w samej pidżamie.

Ja jestem ze wsi, ponury żniwiaż*, Mym plonem piersi pięknych lal! Próżno mnie skopiesz i spluniesz w twarz, Zabiorę cię z sobą hen, w siną dal! To nic, że nie noszę smokingu, Bo swawolnie mi dynda męski zwis. Oto ja jestem- borciuch w puddingu, Piotr Wywłokowicz- my name is! Ja znam Husserla i Heideggera, Nie taki więc ze mnie ciećwirz! Co się tłumaczę? Niech to cholera! Chyba nie powiesz, że ze mnie kpisz?! A niech będzie- jam gbór** nad gbury. W dodatku obleśny jak robot do dzieci, Gdy wyssę tobie pryszcze spod skóry, Skrzywią się nawet turpiści-poeci! Lecz i ty nie jesteś taka princessa, Przeciwnie, {b}zwyczajna{/b} sucz Ja wiem, że z piersi ci pies ssał, Kiedy zwierzęca rozparła cię {b}chuć{/b}. Baroku przepych przedkładasz nad antyk, Mimo że błądzisz w nim jak w ciemności Jak {i}Cleopatra e suoi amanti{/i} Nadmiar jak bieda, dostawcą mdłości! Tyś dniem powszednim, nie cudem! Nie klacz ognista, lecz jedna z (c)habet***, Tylko mocno prześmierdła fast-foodem, Jak szekspirowska lady McBet. Cóż z najprzedniejszym nazwiskiem rodzina?**** Imion twych ilość nie pali mnie, Ja ciebie przechrzczę Toiletta, Latryna Mrs. Q’ibell, or madame Chalet! Ja zedrę ci spódnicę i ściągnę ci but,***** Wystroję w gumofilce i szmaty, Smukłe kieliszki wypełni siarko-fruit, Pożegnaj kawior, szparagi, bataty! Do pługa cię zaprzęgnę jak woła, Tak ci zaszczepię skruchę i pokorę, Tak poznasz, co ścierać pot z czoła. {i}Sine labore non penis in ore!{/i} Na zgodę spleciemy w uścisku daktyle („Dactilus” {b}znaczy{/b} tyle co „palec”). Naskórek twój, delkatny jak motylek, Zrobi się pulchny i tłusty jak smalec. Ja go odgryzę, na surowo wpierdolę (Jak wpierdalacz kamieni wpierdala kamienie) Mięsko, jeść żywcem od zawsze wolę I niech mi ktoś powie, że nie! I będę bluźnił i cisnę cię w piach Do ud się dobiorę nareszcie, spragniony I nie dbam, że to spore fach-pach, Do dzieła, niech biją nam dzwony!

*”żniwiaż” przez „ż”, bo od francuskiego „j’niwiage”, poza tym wyraz zaczyna się na „ż”, a w poezji warto stawiać na słowa zamykane klamrowo. **gbór= nad-gbur, skrajny gbur ***http://www.frazpc.pl/b/47167 ****Bohaterka prawdopodobnie jest skoligacona w drugim pokoleniu z radziwiłłami, przez małe „r” (boczna gałąź tych słynnych Radziwiłłów). *****Uważny czytelnik dostrzeże tu pozorny brak konsekwencji. W szóstym wersie bohaterka jest przedstawiona w samej pidżamie, a tu nagle pojawiają się spódnica i but. Wyjaśniam, że tak ubiór, jak i obuwie postaci w utworze, należy rozpatrywać tylko w sferze symbolicznej, metafizycznej, stąd dosłowna interpretacja nie ma sensu.

II*

Cybernetyczne chwile uniesienia, pełne patosu na baterie, przez, nie to, ziarno chaosu, nową zrodziło rebelię! Tak wywróciło się w mózgownicy, {u}co odrzuciła nudnawe równania{/u}** i oto bajkowi czarownicy, wracają z {b}wielkiego{/b} wygnania. W miejsce symboli zwykłe litery, uczucia zamiast biochemii, znów 2+2 nie musi być 4, na płaskiej jak dysk Ziemi. Czy to się przegrzał procesor, czy tylko nędzne dwa receptory? Czy czeka nas ciąg dziwnych reform, czy tylko dwa nowe wzory?!

*Część innego utworu, wstawiona tu, ponieważ tworzy idealny pomost między rozszerzonym realizmem części pierwszej, a czystym surrealizmem kolejnej. **Ten wers jest bez sensu, więc zdecydowałem się go przynajmniej podkreślić.

III

Jest jedno takie miejsce na świecie, W najdalszym państwie jakie znam Lecz kombajn mam w galarecie I nim prędko dotrę z tobą tam! {i}Merci, la vie! God bless!{/i} Uwierz kochanie, tam szczęście jest!

Będziemy tam jak dwa jaszczury, Proste- ja szczur i ty szczur! Tam gdzie tampony większe niż góry, Powierzchnią swą gładzą ostre kanty chmur, Pałace tak włoskie, jak za Orsinich* I majestat godzien weneckiego doży. Podadzą nam tam ciągnik z linguini I w szyderczej posadzą nas loży. Lecz wymkniemy się im jak kapibary Na partię pracy** oddamy swój głos, Z szamanem indiańkim odprawimy czary I w chińskiej budce zjemy bi-gos. Żertwę znajdziemy w aryjskim kościele, Gdzie czczą biali ludzie płciowy witraż, Na którym widnieją krowa i cielę, Bo tak wymyślił natchniony szklarz. To nic, że Ziemi posiedli tam mądrość, Niech ta ją zachowa i ma tam gdzie ma. Planeta wszak jedno ma jądro, A ja, jak widzisz, mam dwa! Zwiedzisz na nich grotę potwora, Gdzie z hobgoblinami grywałem w klipę, Teraz tam się zabawię w doktora I za łapówkę przebadam ci pipę!

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%