Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 9 min czytania

Komiks

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sławek zerknął na zegarek i z satysfakcją stwierdził, że zbliża się szesnasta. - W końcu do domu- powiedział do siebie i zaczął upychać w szufladzie walające się po biurku dokumenty. W poniedziałek i tak wszystko będzie musiał powyciągać, więc nie zaprzątał sobie głowy układaniem. - Szefie... Nawet nie usłyszał, kiedy Paweł wszedł do biura i na dźwięk jego głosu zamarł bez ruchu, po czym zerknął w kierunku drzwi. Wyraz twarzy musiał mieć naprawdę głupawy- podwładny uniósł brwi ze zdziwieniem, po czym lekko się uśmiechnął. - Szefie jest sprawa- zaczął ponownie. - No to mów, tylko szybko bo zaraz idę do domu. - Jest tu taki gość, Sawicki. Od tygodnia wydzwania, że musi przyjść na rozmowę. Ma jakiś projekt komiksu czy coś takiego. - Kurwa nie mogłeś go spławić? - No właśnie robię tak od tygodnia, ale dzisiaj przyszedł osobiście i przecież nie powiem mu, że szefa nie ma jak go widzi przez szybę. Sławek spojrzał przez przeszklone drzwi na korytarz. Na krześle rzeczywiście siedział jakiś facet. Na kolanach miał teczkę którą trzymał obiema rękami. Co chwilę zerkał na nich nerwowo. - Dobra dawaj go- była za pięć czwarta. Paweł wyszedł i gestem zaprosił Sawickiego do środka. - Witam, Adrian Sawicki- powiedział zamykając za sobą drzwi. Na oko ledwo po studiach, albo w trakcie. Chudy, z rozbieganymi oczami. Sławek nie miał wątpliwości, że musiał być już u kilku innych wydawców. W końcu jeżeli uważał, że to co robi jest cokolwiek warte, na pewno zaczął od większych w tym biznesie. - Witam serdecznie- Sławek uśmiechnął się i uścisnął wyciągniętą dłoń, próbując zachować spokój.- Markowski, kierownik działu. Rozumiem, że ma pan coś do pokazania. Projekt komiksu zapewne?- wyciągnął rękę po szkice. - Tak oczywiście... Kiedy usiedli Sławek otworzył teczkę. Zawartość sugerowała jakąś opowieść o policjancie, czy może kryminologu... - Zna pan może profil naszego wydawnictwa?- spojrzał na Sawickiego znad szkiców. - W sumie to... Markowski uśmiechnął się. - Mówią coś panu tytuły „Cztery wesela i orgia”? Albo „Podziemny trójkąt”? - Nie za bardzo- Sawicki wyglądał na zbitego z tropu.- To brzmi jak tytuły por... - Właśnie! To są komiksowe pornosy- zegarek wskazywał szesnastą.- Tak więc chyba trafił pan pod niewłaściwy adres, nie sprawdził pan wcześniej czym się zajmujemy? - Nie ale przecież jeżeli coś jest dobre, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to wydać. Nawet jeśli odbiega od tematyki zazwyczaj poruszanej w waszych publikacjach. - Panie Adrianie- Sławek był zniecierpliwiony- ja rozumiem, że to dla pana ważne i widzę nawet, że całkiem dobrze idzie panu rysowanie. Jakbym miał wolne miejsce to kto wie czy bym pana nie zatrudnił. Pana projekt jednak nie pasuje do naszej serii wydawniczej. Przecież pański bohater... - Superbohater- wtrącił Sawicki. - Nieważne, nie przypomina nawet typowego bohatera komiksów. To jest -zerknął na pierwszy z brzegu szkic- to jakiś kurwa Harry Potter. Niech mnie pan źle nie zrozumie, ale nie przekona mnie pan do tego. Zerknął na Sawickiego i zorientował się, że chyba za bardzo się zagalopował. Chłopakowi drgał podbródek i wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać. - Żałosne- pomyślał Sławek. Sawicki szybkim ruchem wyrwał mu z rąk teczkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Sławek odetchnął. Z sąsiedniego biura wyszedł Paweł. - Wszystko OK szefie? - Tak, to jakiś świr. Koleś jest niezrównoważony, wiesz, myślał że ma coś zajebistego i wciskał mi to na wszelkie sposoby. - Zdarza się, do poniedziałku szefie. - Do poniedziałku... Po kilku minutach Sławek był już na parkingu. Dopalił papierosa i wsiadł do auta. Jeszcze tylko postać w korkach i weekend- pomyślał i odpalił silnik.

W domu był o szóstej. Kiedy zdejmował kurtkę jego wzrok spoczął na akwarium. W środku pływało do góry brzuchem kilka rybek. Porywane podmuchami bąbelków z filtra wyglądały prawie jak żywe. - No nie, to jest jakiś kurewski pech- podejrzewał, że rybki zdechły z głodu. Przed świętami w wydawnictwie mieli niezły młyn i przez ostatni tydzień siedział w pracy do późna. Kompletnie zapomniał o karmieniu ryb. Zrezygnowany powlókł się do kuchni wrzucić pizzę do mikrofali. Kiedy włączał urządzenie usłyszał dzwonek do drzwi. To już przegięcie. Otworzył. Przed nim stał wysoki, szczupły człowiek w płaszczu. - Dobry wieczór. Czy poświęciłby mi pan kilka minut? - A o co chodzi?- Sławek czuł jak opuszczają go resztki sił. - Chciałbym porozmawiać z panem o Bogu. - O czym?- wytrzeszczył na faceta oczy. - O Bogu. W dzisiejszym świecie konsumpcji i wyścigu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%