Fantastyka · 6 min czytania
Koń na biegunach o napędzie nuklearnym
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znalazłem dziś twój list, w którym prosisz mnie, żeby opowiedział ci dokładnie, jak sobie radzę. To dla mnie dziwna sytuacja, bo właściwie nie pisałem niczego od czasów ukończenia szkoły, co było jakieś 50 lat temu. Czego się nie robi dla swoich dzieci? Jeśli kiedykolwiek to przeczytasz (choć mam nadzieję, że nie), to wiedz, że żaden ze mnie pisarz i nawet nie mam zamiaru próbować robić z tej notatki literackiego dzieła.
Zabawny jest dla mnie fakt, że tak mało ludzi wie, jak ciekawskimi zwierzętami są krowy. Ciężkie i nieporadne, ale jednocześnie bardzo inteligentne stworzenia. Mam taki dziwny zwyczaj, że każdego dnia, kiedy słońce już zachodzi, a krowy wiedzą już, że niedługo będą musiały pożegnać się z pastwiskiem na kilkanaście kolejnych godzin, rozkładam na środku pastwiska krzesło i daje im koncert. Wiesz, że kiedyś grałem na trąbce. Oczywiście, że wiesz, bo kiedy mieszkałaś ze mną i matką, musiałaś mnie słuchać niezliczoną ilość godzin. Często na sam dźwięk mojej trąbki zaczynałaś płakać albo zatykałaś mi ją poduszką. Coś się zmieniło, czy nadal na dźwięk trąbki dostajesz szału? W każdym razie znalazłem ją na strychu i znowu gram. Znalazłem też konia na biegunach, którego dla ciebie zrobiłem na twoje piąte urodziny.
Kiedy tak siedzę na środku pastwiska, a niebo jest już szaro-niebieskie z widocznymi gwiazdami i zaczynam grać, krowy ożywają. Wcześniej rozleniwione, przeżuwające powoli źdźbła trawy, nagle podnoszą łby i patrzą w moją stronę. Stoją tak chwilę, aż wreszcie jedna z nich, najodważniejsza, wyjdzie przed szereg i ruszy w moją stronę. Dopiero kiedy zatrzyma się na kilka metrów przede mną, reszta stada wyrusza jej śladami. Otaczają mnie półokręgiem, wszystkie w równej linii, i słuchają. To takie mądre zwierzęta. Koncert nie trwa zwykle zbyt długo, więc po kilkunastu minutach składam krzesło i ruszam w kierunku obory, a one za mną. Każda z nich zajmuję miejsce, a ja mogę spokojnie je wydoić. Pewnie uznasz, że na starość mi odbiło, ale w jakiś nieokreślony sposób pozwala mi to na chwilę zapomnieć o samotności. Bardzo brakuję mi twojej mamy, myślę o niej codziennie. Żyłoby mi się dobrze, gdyby nie to, że coś nie daje mi spokoju. Mleka ostatnio coraz mniej, krowy są jakieś słabsze. Ich łby uginają się pod ciężarem mojej dłoni, kiedy je głaszcze. Wyją bez ustanku po nocach, nie dając mi przy tym spać. To takie mądre zwierzęta, ale coraz częściej mam wrażenie, że nie rozumieją, co do nich mowie. Są nieusłuchane i dziwnie leniwe.
Wybacz, nie pamiętam, co miałem jeszcze napisać. Dopiszę coś później.
Próbowałem dziś zadzwonić do Jana, miejscowego weterynarza. Chyba zepsuł mi się…