Romans · 4 min czytania
Koniec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
*** Tego dnia nic się nie zmieniło. Najgorsze w takich sytuacjach jest wszechogarniające poczucie porażki i żalu, za te momenty, których być nie powinno. Które przecież można było wykreślić, przemilczeć, zacisnąć zęby albo zamknąć się w drugim pokoju na kilka godzin. Oczywiście, są rzeczy, których pominąć nie można. Jednak wczorajsza scena urządzona przy gościach zaproszonych na jej własne życzenie do rzeczy tych nie należała. Nie krzyczała. Cedziła tylko słowa, kąśliwe i ostre nad miarę wobec tego, co zaszło. Co tak właściwie zaszło? Ted powiedział, że to jej chora wyobraźnia. Ale przecież kobieta wie kiedy TO się dzieje. Kiedy jej mężczyzna zaczyna wymykać się z rąk. Kobieta wie zanim jeszcze on zda sobie z tego sprawę. Wczoraj wpadła w histerię. Nie, nie krzyczała. Podczas podawania kolacji zaczęły się trząść ręce, potem wystarczyło już tylko pochwycić spojrzenie męża, przeciągłe pełne skupienia spojrzenie, którym obdarzył Assię podczas nalewania jej wina. Nagle zawalił się świat, nic się nie stało, to tylko drgnienie rzęs, to tylko gościnność i atencja z jaką należy traktować gości. Intuicja jest tylko drugim imieniem kobiecej histerii. Intuicja bez cienia litości powiedziała jej wczoraj, że to koniec. Zostaje tylko upokorzenie i czekanie na te słowa, które tak absurdalnie niepotrzebne prędzej czy później padną z jego ust: „Przepraszam, stało się, to było silniejsze ode mnie”. Stała w oknie na piętrze domu i patrzyła na niego jak z rozwianymi włosami szedł do samochodu. Chwilę przedtem przyszedł do…