Fantastyka · 3 min czytania
Koniec?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tes obudził się w swoim łożu koło niego leżały dwie nagie samice. Nie pamiętał już co się działo poprzedniego dnia i mało go to teraz obchodziło, jak najszybciej musiał znaleźć się w toalecie. Wywlókł swe opasłe macki z łoża i udał się do świątyni zadumy. Po drodze spostrzegł porozrzucane tu i ówdzie kawałki pokarmu. - Widać musiałem się dobrze bawić, ale czemu ludzkie ścierwa tego nie posprzątały? - Jak zwykle, lubił marudzić na swych ludzkich niewolników, których nabył po wyjątkowo niskiej cenie, jak na wymierającą rasę. Po opróżnieniu tego co zalegało wewnątrz jego obślizgłego ciała udał się do sali, w której spały „małpy”, jak to ich lubił często nazywać. Zimne, wilgotne, porośnięte tergami miejsce, nie prezentowało sobą najlepszych standardów mieszkalnych, ale z racji tego, że przeznaczone było dla podrzędnej rasy, nie musiało być przytulne. - Wstawać ludzkie szmaty! - krzyknął złowieszczo. - Za co ja wam kurwa jeść daje? Już mi sprzątać ten burdel na górze, ale już – kontynował. - Ale pan wczoraj powiedział... - Nie skończył, promień z fazera usmażył jego wątłe ciało. - Co ja kurwa mówiłem? Do roboty! - Nie lubił, jak ścierwa ociągają się z wykonywaniem jego poleceń. - Aha i posprzątać to gówno – Wskazał na martwego człowieka na ziemi.
***
- Widać, nasz pan nie jest w najlepszym humorze. - Daniel próbował rozpocząć rozmowę z jednym z swoich towarzyszy niewoli. - Nie odzywaj się głupi, za to można zginać – Próbował go uciszyć współrozmówca i