Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 54 min czytania

Koniec

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Korneliusz Smolik KONIEC

Stąpał po twardych kamieniach i połykał rześki wiatr Czuł siłę przyrody, myślał że jest na szczycie świata

Nagle górski krajobraz rozerwał potężny wstrząs Dzień zamienił się w noc a chmury zakryły gwiazdy

Miasto w dole przestało świecić z kominów nie ulatniał się dym i nawet las już nie szumiał

Jak nigdy zaczął potrzebować znaku czyjejś egzystencji nie pragnął wyłącznie swojej

Ogniste kule chórem uderzyły Budynki padały niczym karty

Ziemia się rozstąpiła kamienie posypały w nicość

Spadał przerażony

Sam

Monika pochylona nad wczorajszą gazetą piła kawę. Czytała, ale nie mogła się skupić. Nic z tekstu do niej nie trafiało. Sierpień 2010 roku wiał nudą. Nerwowo pochlipując zastanawiała się nad swoją przyszłością. Nie było tak różowo jak się spodziewała, a przecież po wprowadzeniu do Pawła miała czuć się szczęśliwa. Zbliżał się ostatni rok studiów i już niedługo miała podjąć praktyki w kancelarii brata. Wsparcie chłopaka pozwalało jej poświęcić się tylko nauce, za co była mu wdzięczna. Piękne mieszkanie na obrzeżach Warszawy i mężczyzna, który się dla niej stara. I tu właśnie sprawa się komplikowała. Z boku Paweł mógł wydawać się kochający i troskliwy. W rzeczywistości jednak lwią część jego czasu zajmowała praca. Należał do wąskiego grona renomowanych dziennikarzy przed trzydziestką. Do domu wracał praktycznie tylko na nocleg, a całe dnie przesiadywał w redakcji. Monika czuła się bardziej jak dozorca mieszkania niż kobieta jego życia. Czy to cena za stabilizację i spokój? W końcu podniosła głowę i porzuciła te rozważania. Przypomniał jej się widok Pawła całkiem przemoczonego i trzymającego bukiet róż. W tamte urodziny strasznie padało, ale był to jeden z piękniejszych dni jakie przeżyła. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Dopiła kawę i wstała. Podeszła do zlewu, gdy ciszę przerwał przeraźliwy jęk. Krzyk dochodził z sypialni. Dziewczyna pobiegła zobaczyć, co się dzieje. - Paweł! Obudź się! – objęła go i delikatnie poklepała po policzku. Ocknął się momentalnie i przestał zawodzić. Zlany potem dyszał ciężko – Wszystko w porządku? - Boże… miałem koszmarny sen – mężczyzna oparł głowę na rękach i skulony zaczął przecierać oczy. Monikę wzruszył ten widok, wiedziała że Paweł nie okazuje słabości. A teraz przypominał jej małe, zagubione dziecko. Już chciała go przytulić, ale nagle zerwał się z łóżka i szybko wskoczył w leżący obok szlafrok. – Pójdę do kuchni się czegoś napić. - Dobrze, ale powiedz o co chodzi! Przestraszyłam się. - Naprawdę nie wiem – oboje weszli do kuchni. Paweł nalał wody do czajnika i postawił na gazie. – Chyba miałem sen o końcu świata. To było takie dziwne. Na początku szedłem drogą na dół i wszystko wokół wydawało się piękne, zielone i w ogóle. - Jak to szedłeś na dół? - Byłem w górach. Schodziłem kamienistą drogą, a w oddali widziałem zielone wzgórza. Wszędzie las, a w dolinie mnóstwo budynków, domki, wieżowce i nawet dworzec kolejowy. Niesamowite, że nawet teraz widzę to tak wyraźnie… - Brzmi swojsko. A przyśnił ci się dom rodziców? - Nie. Po chwili wszystko się dosłownie rozleciało. Góry po prostu się rozpadły, niebo zakryła potężna, ciemna chmura, zerwał się potworny wiatr. Ale nie to było najgorsze. Nigdzie nie mogłem zobaczyć innego człowieka. A przecież widziałem domy. Świat się rozpieprzał, a ja stałem sam i zamiast huku w uszach pulsowała mi tylko cisza. - Nie rozumiem. A szum wiatru? Góry się rozlatywały, a przy tym powinno głośno – szturchnęła go figlarnie z nadzieją, że odpowie uśmiechem. - Oh, to sen, nie rozpatruj tego tak poważnie – powiedział, ale w rzeczywistości zdał sobie sprawę, że musi zachowywać się teraz dość śmiesznie. ,,Uspokój się wreszcie, tylko dzieci tak reagują” – pomyślał. – Ciężko mi wytłumaczyć. W czasie snu chyba się nad sobą nie panuje, bo po prostu cholernie się bałem. I wiem jak to śmiesznie brzmi. - No już. Chodź do mnie biedaczku – chwyciła go za rękę i spojrzała głęboko w oczy. – Nie musisz zgrywać twardziela. W Pawle pojawiła się złość, że tyle powiedział. Z każdą chwilą głośniej odzywał się rozsądek. Wyłączył kuchenkę zanim zagotowała się woda. Odechciało mu się pić, więc rócili do sypialni. Monika zasnęła po kilku minutach, Paweł natomiast o wiele później. Myślami wrócił do ujrzanych obrazów: ciemności rozlewających się po krainie i potwornych pęknięć, od których waliły się drzewa i budynki. Cieszył się, że nie wyznał co przeraziło go najbardziej. Zamknął oczy i spróbował odtworzyć ten moment, gdy ziemia pękła i zaczął spadać. Jak bardzo samotny się wtedy czuł. * - Banda gamoni – mruknął Paweł na widok trójki elegancko ubranych facetów przed sobą. Wchodzili po schodach, bo winda nie działała od dobrych trzech dni. Dogonił ich i zwinnie wyprzedził. - O! Kotliński! Jak żyjesz chłopie? – rzucił nieco posiwiały mężczyzna trzymający się poręczy. - Witam, panie Kuksza. U mnie w porządku – odpowiedział chłopak i uśmiechnął się serdecznie na przywitanie po czym przyśpieszył kroku. Nie lubił tych ludzi. Uważał Kukszę za starego dziada, który utrzymuje opinię publicysty wpychając swoje wypociny do ,,Sceny”. Komentował wydarzenia polityczne i robił to w sposób wyjątkowo schematyczny i beznamiętny. Zasilał grupę artykułów dbających, aby miesięcznik nie był bez nudy. Na szczęście nie miało to wpływu na wizerunek ,,Sceny” – magazynu o wszystkim i bliskiemu sercu Pawła. Tu odniósł pierwsze sukcesy i zdobył uznanie, pisał o sprawach niebanalnych i pozytywnych. Nie interesowała go krytyka szarej rzeczywistości, bo z jej problemów każdy obywatel i tak zdawał sobie sprawę. O dziwo tematy wykraczające poza sferę sensacji, flirtu i biznesu znajdowały wielu odbiorców. Paweł maszerował szerokim korytarzem aż w końcu zatrzymał się przy drzwiach z numerem 1408. Budynek nie miał tylu pomieszczeń, więc chłopak często się zastanawiał czym kierowano się stosując tak wysoką numerację. - Cześć Marcin – powiedział po wejściu do środka. - Witam, witam. Pokój wypełniały dwa biurka ustawione naprzeciw siebie tak, aby między nimi można było swobodnie przejść. Naturalnie stały na nich komputery, gdzieniegdzie drobna zieleń i przesyt niebieskiej barwy na ścianach, dywanie i obrazie szalejącego morza. Na lewo od drzwi siedział chudy blondyn w wielkich okularach. Wystające kości policzkowe i za długie rękawy w koszuli były znakiem charakterystycznym młodego grafika. Pawłowi nie zależało na samodzielnym gabinecie, co prawda cenił spokój, ale Marcin ani trochę mu nie przeszkadzał. Tak pochłaniało go tworzenie nowych tabelek i efektów, że całkowicie się wyłączał. Paweł postawił teczkę obok fotela i odsłonił żaluzje. - Wcześnie przyszedłeś – zagaił wesoło. - Tak. Muszę jak najszybciej skończyć obróbkę nadesłanych wczoraj zdjęć. Szef powinien zatrudnić jakąś konkurencję dla mnie, bo sam ledwo daję radę z przygotowaniem numeru. - Hehe, poradzisz sobie. A właśnie, muszę z nim porozmawiać o nowym artykule. Niedługo wrócę – udał, że dopiero mu się przypomniało, ale tak naprawdę myślał o tym cały ranek. Zdjął marynarkę i wyszedł. Znał naczelnego dobrze i wiedział, że będzie trzeba się nieco posiłować.

*

- Nie urzekłeś mnie tym pomysłem Kotliński – mina szefa wskazywała na lekkie strapienie. – Twój raport o przemocy w szkole robił wrażenie to prawda. Pracę o mentalności Polaków też przyjemnie się czytało, ale ten nowy temat jest ciut zużyty. Do kin wchodzi jakiś film katastroficzny? - Nie. Poprzednie artykuły przecież też dotykały znanych od lat kwestii. - Tak, tylko że wciąż aktualnych. A twój punkt widzenia jest interesujący nawet w sprawach, które ciągle wracają. - Sam pan widzi. Teraz też tak będzie. Proszę mi zaufać – Paweł nalegał. - Hmm… - naczelny wydawał się stopniowo ulegać, choć nie wiadomo czy przez upór dziennikarza czy chęć zakończenia dyskusji. – Dobrze, zobaczymy. Pisz, ale to na twoją odpowiedzialność. Pamiętaj, że nie jesteśmy brukowcem. - Wiem. Dzięki, szefie. – uśmiechnął się szeroko i myślami szybko uciekł do tego, czym zamierzał się zająć. Podstawowe zadanie załatwił, dziś pozostało mu jeszcze wykonać kilka telefonów. Daniel Herman – założyciel ,,Sceny” to jedna z niewielu osób, które Paweł szanował. Doceniał to, że kilka lat temu znalazł u niego pracę i szansę wybicia się. Jednocześnie bawiła go jego powściągliwość nawet w podejmowaniu drobnych decyzji. Teraz mógł skupić się już na artykule. Na swoim śnie. Wrócił do gabinetu 1408 i przelał do notatnika wszystkie plany. Potem chwycił za telefon. Do domu przyjechał przed 17.00. Monika była po wykładach i szykowała sos do makaronu. Trwał okres wakacyjny, ale dziewczyna chętnie chodziła na zajęcia dodatkowe, które zorganizowała jej uczelnia. - Pachnie zachęcająco – Paweł pochwalił szczerze. - O! królewicz wrócił o przyzwoitej porze i rzuca komplement? Rozpieszczasz mnie! – powiedziała, ale bardziej żartem niż złośliwie- Jak w pracy? - Poczyniłem przygotowania do nowego artykułu. Rozmawiałem z kilkoma osobami, trochę pisałem. Dziennikarska szarzyzna. - Faktycznie nuda. Ja za to słuchałam intrygującego wywodu profesora Maleckiego o przepisach sądowniczych. Sama nie wiem, które z nas miało gorzej – oparła się o ramię Pawła i westchnęła. – Jestem trochę zmęczona. - Połóż się. Zajmę się sosem – pochylił się nad garnkiem, a Monika objęła go w pasie. - Nie chcę iść sama. - Ktoś musi postać przy obiedzie kotku. Przyjdę potem, na razie nie chce mi się spać. Choć tak naprawdę dziewczyna czuła się w porządku to posłuchała chłopaka. Była ciekawa czy jej dziennikarz pofrunie po lek przeciwbólowy do apteki czy może zaniesie ją do łóżka. Wiedziała, że to nie w stylu Pawła, który zawsze wszystko chłodno kalkulował. Miał w sobie niewiele ze spontanicznego uwodziciela. Przywykła do tego. Kiedyś to opanowanie robiło na niej duże wrażenie wręcz pociągało. Miała ochotę opowiedzieć co działo się na uczelni, że jutro ma przyjechać kilku studentów z Wrocławia, że zamiast odpoczywać uczy się żeby szybciej zdobyć dyplom. I że tęskniła. Nic nie stało na przeszkodzie, ale jednak milczała. Liczyła, że sam zacznie się dopytywać. Paweł natomiast układał sobie w głowie plan najbliższego wywiadu.

* Spotkanie z Karolem Einbachem bardzo rozczarowało Pawła. Po astrologu, który wydał dwie książki o kosmosie i gwiazdach spodziewał się czegoś więcej. Brał jednak taki scenariusz pod uwagę. Entuzjazm naukowca w trakcie rozmowy telefonicznej wydał mu się podejrzany. Miał nadzieję usłyszeć o zmianach w układzie planetarnym albo garść informacji o zagrożeniach czyhających na Ziemię. Zamiast tego dostał jedynie wykład o dziurze w warstwie ozonowej i kilka ciekawostek. Gdy Paweł zdecydował się zakończyć wywiad Einbach wprowadził rozmowę w iście akwizytorski klimat i zaczął wychwalać lunety firmy Alienex. Jedną prawie mu wcisnął, ale dziennikarz nie chciał jej nawet za darmo. Naturalnie astrolog liczył na wzmiankę o cudownych gadżetach w ,,Scenie”. Paweł nie zamierzał nikomu pomagać w rozkręcaniu biznesu, więc z poczuciem straty czasu pożegnał się. Teraz jechał całkiem gdzie indziej, z ruchliwej dwupasmówki skręcił w wąską jednokierunkową. Mijał szare bloki mieszkalne aż zatrzymał się przy czerwonym ogrodzeniu. Za jego kratami rosły wysokie krzaki i zasłaniały widok, ale Paweł znał to miejsce. Zaparkował nieopodal i przeszedł przez bramę. Starannie wyłożony pol-bruk prowadził do dwupiętrowego domu parafialnego. Dziennikarz zastanawiał się czy powinien pukać, bo i tak pewnie nikt by go nie usłyszał, ale wątpliwości szybko rozwiał umieszczony obok domofon. Na drobnej tabliczce widniały napisy: ,,ks. Proboszcz” i ,,ks. Wikary”. Chłopak nacisnął guzik przy tym pierwszym. Czekał. Minęły jakieś dwie minuty aż drzwi z delikatnym zgrzytem uchyliły się. - W czym mogę pomóc? – spytał nieco wyłysiały człowiek w sutannie. Ksiądz miał okrągłą twarz, ale wiek dodawał mu surowego spojrzenia. - Szczęść Boże. Nazywam się Paweł Kotliński i przybywam z pewną sprawą. Pracuję w ,,Scenie”. Chciałbym z księdzem porozmawiać o religii i naszej parafii. - Pan jest moim parafianinem, tak? Kotliński hmm… Cóż, proszę wejść – zaprosił chociaż nie wydawał się zachwycony. Wnętrze było gustownie urządzone. Przy ścianach stały paprocie w wielkich doniczkach, a podłogę wyłożono jasną terakotą. Na licznych obrazach widniały ewangeliczne sceny. Weszli po schodach na górę, po czym Proboszcz zaprowadził Pawła do jednego z kilku pomieszczeń, które mieściło piętro. Ksiądz prawdopodobnie prowadził tu różne rozliczenia, bo na biurku leżała sterta dokumentów. Ciasny pokój wypełniał stolik na środku i dwie kanapy po bokach. - Niech pan usiądzie. Zaraz przyniosę herbatę i ciasteczka. Paweł poczekał cierpliwie aż po paru minutach wrócił z dwoma parującymi kubkami i słodyczami. - Jak miewa się mama? – zagaił. - Czyli ksiądz sobie w końcu przypomniał. Niestety mama zmarła dwa lata temu. Ksiądz pewnie pamięta, że chorowała. - Przykro mi. Wspaniała z niej kobieta, na pewno jest teraz u Pana - duchowny wydawał się teraz nieco sympatyczniejszy. – Nie zmieniłeś się bardzo. Co konkretnie cię do mnie sprowadza? Czasy ministranckie Paweł wspominał mile. Lubił czytać i mieć świadomość że rzesze wiernych wpatrują się w niego. Miał dobre kontakty z ówczesnym wikarym. Ksiądz Piotrowski cenił umiejętności lektorskie chłopca choć, o dziwo, krytykował go często za to, że pcha się do każdego zajęcia. Dziennikarz dowiedział się, że po latach pracy w różnych parafiach niedawno wrócił na stare miejsce i pełni funkcję proboszcza. - No więc… - zaczął. – Jak mówiłem jestem dziennikarzem. Zajmuję się teraz artykułem o apokalipsie i bardzo interesuje mnie zdanie osoby kościelnej. Od dawna chciałem księdza odwiedzić, a tak zdobyłem dodatkową motywację. - Ah tak… Jeszcze zanim zostałem proboszczem wielu wróżyło ci dobrą przyszłość. Dziennikarz to praca wymagająca niezwykłej szlachetności. Musisz traktować prawdę jako główne narzędzie swojej…. - Wiem na czym polega ten zawód – Paweł przerwał wywód rozmówcy. Po chwili dodał łagodniej – Przepraszam, po prostu nurtuje mnie ta kwestia końca świata. - Cóż… - ksiądz zaczął przeciągle. Nadzieja, że w wizycie chłopaka tkwiła choć iskierka bezinteresowności rozwiała się gwałtownie. – Wszystko, co wystarczy nam wiedzieć jest zapisane w Biblii. Tam znajdziesz przyszłość i jednocześnie całe stanowisko Kościoła. Nie trzeba nigdzie jeździć żeby dowiedzieć się czego trzeba. Zakładam, że Pismo Święte posiadasz. Niestety i tym razem Paweł nie usłyszał tego na co liczył. Oczywiście znał apokalipsę św. Jana, ale było w niej zbyt wiele symboli i niewiadomych, a nic co uciszyłoby jego niepokój. Możliwe, że źle poprowadził tę rozmowę. Szybko nastała niezręczna cisza i proboszcz stwierdził, że wzywają go obowiązki. Paweł sam poszedł do wyjścia. Schodził po schodach i zauważył, że na dole stała wysoka postać z gitarą. Człowiek ubrany w niebieską koszulę i dżinsy stroił instrument. Mógł być nieco młodszy niż Paweł. - Dzień dobry – przywitał się uprzejmie. – Tak się składa, że słyszałem pana rozmowę z proboszczem. Jestem wikary Mariusz. Mój pokój znajduje się obok, więc słuchałem mimowolnie – dodał wyciągając rękę na przywitanie. - Nic nie szkodzi. Niewiele dało mi to spotkanie. - Proszę tak nie mówić. Możliwe, że ja panu pomogę. Proboszcz ma niestety dość staroświeckie podejście do niektórych spraw. A w końcu czasem trzeba wrzucić na luz, prawda? Paweł nie mógł uwierzyć, że ma przed sobą księdza. Zapewne świeżo upieczony duchowny, którego nie zdążyła zmienić codzienna rutyna. Młodzieżowy strój i bezpośredni sposób bycia robiły nieco ekstrawaganckie wrażenie, ale wzbudziły ciekawość dziennikarza. Zdecydowali wybrać się na kawę. Wikary skoczył jeszcze po coś na górę i chwilę później jechali już samochodem. Minęli kilka przecznic aż Mariusz poprosił o zatrzymanie. - To fajne miejsce, chodź. Paweł wygramolił się z pojazdu i poszedł za księdzem. Nad wejściem do pubu widniał szyld ,,Czerwony smok”. Wnętrze było utrzymane w stylu wschodnim. Chińskie wzory na ścianach i wielka gorąca płyta na środku, gdzie skośnoocy kucharze przygotowywali potrawy. Zapachy zdecydowanie zachęcały. - Wiem, że to nietypowe miejsce do picia kawy, ale lubię tu siedzieć. Poza tym myślę, że szybko skusisz się na jakiegoś węgorza – rzucił Mariusz i nie czekając na odpowiedź skoczył po menu. Paweł zajął stolik w samym rogu sali. Było dość pusto. Mariusz wrócił z dwiema filiżankami. - Proszę – podał jedną dziennikarzowi. – Nie wnikam w pobudki wypytywania o koniec świata. Powiedz lepiej czego się dowiedziałeś. - Powiedziałem już, że niczego. - Oj, nie chodzi mi tylko o proboszcza. - Cóż… Rozmawiałem z Karolem Einbachem. - Wszyscy wiedzą, że to oszust – wtrącił ksiądz uśmiechając się szeroko. Pawła zaskoczyło, to że wikary kojarzył astrologa. - Znam kilka teorii… - Coś poza tym, co już opisano w gazetach? - Nie. - To słabo. Słyszałem, co nieco o tobie, inaczej byśmy nie rozmawiali. Zakładam, że pracujesz porządnie i opierasz tylko na sprawdzonych informacjach. Bo jeśli napiszesz jakieś znane teorie to twój artykuł będzie jak odgrzewany kotlet. - Dopiero zacząłem – Paweł nie dał tego po sobie poznać, ale uwagi młodego wikarego zmieszały go. Nie trawił krytyki. Mariusz wyraźnie lubił gadać, łatwo odbiegał od tematu, więc Paweł przejął inicjatywę. – Dobrze, do rzeczy. Rozumiem, że masz coś co może mnie zaciekawić? - Myślę, że tak. Jestem świeżo po seminarium. Uświęcili nas dziewięciu pół roku temu. Razem z kolegami staraliśmy się to uświetnić pielgrzymką do któregoś ze świętych miejsc. Wybraliśmy Medjugorie. Połączyliśmy przyjemne z pożytecznym, bo wiadomo że to piękna kraina. Tam spotkałem kogoś wyjątkowego – Paweł poczuł zniecierpliwienie, nie mógł znaleźć w tych słowach nic godnego uwagi. Słuchał jednak dalej. – Mieliśmy nocować w ośrodku turystycznym, ale lokum w swoim domu zaoferował nam proboszcz malutkiej parafii obok Duvrek. To taka wieś niedaleko Góry Kriżewac. Trójka z nas, w tym ja, skorzystała, a reszta została w hotelu, bo nie chcieliśmy zajmować zbyt dużo miejsca u księdza Starica. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach i zbieraliśmy siły na nową drogę życia. Pewnego razu po mszy wieczornej wydarzyło się coś dziwnego. Ludzie wychodzili z kościoła, gdy nagle ktoś zaczął potwornie wyć. Przepchaliśmy się przez tłum i zobaczyliśmy młodego chłopaka zwijającego się na ziemi. - Był opętany? - Tak właśnie myśleliśmy. Ksiądz Staric polecił nam zawieść go do świątyni i tak też zrobiliśmy. Nie wyrywał się. Krzyczał nadal, a po chwili stracił przytomność. Położyliśmy go w prezbiterium pod ołtarzem i chcieliśmy wezwać lekarza. Usłyszeliśmy, że nie ma potrzeby i chłopak niedługo się obudzi. Okazało się, że ksiądz Staric dobrze znał chłopca. Miał 14 lat i nazywał się Nicola. Jego ubranie było stanowczo za duże, rękawy i nogawki sięgały palców u kończyn. Dlatego od razu nie zwróciliśmy na to uwagi – młodzieniec podniósł do ust filiżankę jakby celowo robiąc pauzę w tym miejscu. - Co tak was zainteresowało? – spytał Paweł, ale wikary nie odpowiedział od razu. Schylił się i zaczął grzebać w niewielkiej saszetce na dokumenty, którą do tej pory trzymał na kolanach. Położył na stole kilka zdjęć. Paweł wziął je do ręki. - Mój Boże… - wyszeptał. – Chłopak był stygmatykiem? - Wciąż jest. Wiesz co to znaczy? - Na jego ciele pojawiają się rany, które miał Chrystus. Chyba o tym czytałem, ale niewiele pamiętam. - Najogólniej rzecz ujmując tak. Nicola od siódmego roku życia przeżywa ten sam ból co Jezus. Pan wybrał go. To niezwykły dar. - Według mnie okrutny – stwierdził sucho Paweł. - Nie chodzi tylko o cierpienie. Nicola dotyka boskiej sfery, która czyni go pomostem między niebem, a naszym ludzkim padołem. Dzięki temu widzi rzeczy nieprawdopodobne – ksiądz mówił bardzo spokojnie i powoli. Pociągnął głęboki łyk z filiżanki i gdy zauważył, z lekkim zawodem, że dziennikarz nie zadaje pytań kontynuował. – On przewiduje przyszłość. Nastąpił moment ciszy, w trakcie której spojrzeli sobie w oczy. W kącikach ust Pawła pojawił się delikatny uśmiech. - Nie wierzysz mi? - To nie tak. Proszę nie odbierać mojego zadowolenia jako szyderstwa. Jestem po postu zaciekawiony. Niech ksiądz opowiada dalej. - Dobrze. Tamtego dnia rozmawialiśmy z księdzem Staricem wiele godzin. Dowiedzieliśmy się wszystkiego o życiu młodego stygmatyka. Na początku tylko otwierały mu się rany. Na dłoniach, stopach oraz boku. Potem jednak ,,napadom” zaczęły towarzyszyć proroctwa. Nicola twierdzi, że nie ma na nie żadnego wpływu. Zdarzało się, że wskazywał miejsce pobytu zaginionych ludzi, a raz nawet uzdrowił kobietę, która dotknęła dłoni chłopca. W każdym razie miesiąc później jej nowotwór się cofnął… Podobno miał też wizję końca świata. - Podobno? - Staric podchodził krytycznie do naszego zainteresowania. Nazywał je ,,turystycznym”, a Nicola nie był miejscową atrakcją. Oczywiście wcale tak o nim nie myśleliśmy. Nikt jednak nie dopuścił nas do rozmowy z nim. Gdy zostawiliśmy go w kościele kilka godzin później przyszła po niego matka i chłopca więcej nie ujrzeliśmy. Jeden z mieszkańców wsi, wprawdzie po kilku drinkach, ale pochwalił się, że był przy wizji Nicola, gdy ten wracał ze szkoły. ,,Upadł na ziemię, zaczął się zwijać i obficie krwawić. Majaczył o rozstępującej się ziemi i niebie. Wołał o znakach zwiastujących nadejście bestii. Znakach tylko dla wybranych. I powtarzał liczbę piętnaście.” Tak dokładnie nam powiedział. - Kiedy to się stanie? Piętnaście oznacza datę? – Paweł trzymał wszystko w sobie, ale historia młodego kapłana wzbudzała w nim coraz większy entuzjazm. - Nie wiem. Odkąd zobaczyliśmy Nicola ksiądz Staric bacznie obserwował, co robimy. Denerwował się słysząc nasze pytania, ponoć wiedzieliśmy i tak bardzo dużo. Raz nawet zagroził wyrzuceniem z plebanii. Woleliśmy dotrwać do końca pobytu i przemyśleć to w naszych sercach. To przeżycie wzmocniło nas w wierze i dodało odwagi. Bo Pan nad nami czuwa – jego głos pierwszy raz przybrał sceptyczną barwę. – Po głębokich rozważaniach doszedłem do wniosku, że Staric jest w błędzie. To znaczy powinien pozwolić Nicoli wyjść na zewnątrz. Ukrywanie go to marnotrawienie cudu! Kościół przeżywa kryzys i potrzebuje boskiej obecności. Według ciebie ktoś tak wyjątkowy musi spędzić całe życie w małej wsi pod Kriżewac? - Rozumiem wikarego. Po prostu potrzeba cudu, aby ludzie wrócili do wiary, tak? - Powiedziałbym to delikatniej. Naświetlenie pewnych spraw ułatwiłoby dostrzeżenie, że egzystencja na Ziemi jest tylko doczesna. Dlatego zaprosiłem cię na rozmowę. - Hmm… - Paweł zawiesił wzrok na smażonej rybie, którą właśnie przyniósł kelner. Złożył wszystkie zdjęcia i umieścił w kieszeni marynarki. – Dobrze. Ale najpierw muszę o czymś uprzedzić. Zdjęcia nie są wystarczającym dowodem na to, aby mój tekst miał charakter dokumentalny. Solidniejszy materiał mógłbym zdobyć tylko tam na miejscu. Poza tym miejscowy proboszcz zdaje się chronić Nicole przed ludźmi takimi jak ja. Podróż do Medjugorie jest niestety niemożliwa. Praca mnie tu trzyma, za kilka dni mam ważny wyjazd, a artykuł musi powstać przed końcem miesiąca. Znaczy to tyle, że prawdopodobnie niewielu wzięłoby tę historię na serio. - Aha – młody kapłan pierwszy raz zmarszczył swoją pogodną twarz. – Liczę się z tym. Myślę, że jeśli ktoś ma uwierzyć to zrobi to. Zastanawia mnie tylko dlaczego ty bierzesz to tak do siebie? Założę się, że możesz napisać w gazecie każdą bzdurę. - Cóż… Ta sprawa ma wymiar osobisty.

*

Tak naprawdę Pawłowi nie zależało na zrobieniu oszałamiającego artykułu. Zdawał sobie sprawę, że czego by nie napisał to ten temat jest zbyt oklepany, aby wzbudzić emocje. Poprzez tą pracę szukał odpowiedzi na własne pytania. Dochodziła 10 w nocy, Paweł wysiadł z samochodem, ale nie była to ulica gdzie mieszkał. Z budki telefonicznej wyskoczył chłopak w ciemnej bluzie z kapturem i zielonej kurtce. - Dlaczego tak późno? Już miałem do ciebie dzwonić. Widziałem się z kimś na drugim końcu miasta. - Dobra, nieważne. Słuchaj. Jeśli dobrze naświetliłeś sprawę to tym razem chodzi o apokalipsę, tak? Mam coś. Po starówce od tygodnia włóczy się menel, który zapowiedział Armagedon i cały czas o tym papla. - Kacper, dobry z ciebie chłop – na twarzy Pawła pojawiły się lekkie wypieki. Założył rękę za rękę i mówił dalej – ale nie wyjeżdżaj mi tu z gównem. Myślisz, że będę chodził za jakimś pijakiem? Jest chociaż trzeźwy jak to robi? - Spoko, wyluzuj… Przecież nie jestem debilem. Wspominam ci o tym, bo koleś podobno robi wrażenie. Zaczepia przechodniów i mówi do nich po imieniu jakby się znali od lat. Mojemu kumplowi przepowiedział za piątaka wynik meczu. - Fart? - Może, ale to że powiedział mu na do widzenia: ,,Trzymaj się Andrzej, uważaj na drodze” to chyba nie przypadek. Po wizycie w totku jakaś baba skasowała mu bagażnik w fiacie. - Ah tak... Zobaczymy. W każdym razie dzięki. Paweł wręczył wysokiemu młodzianowi banknot i wrócił do samochodu. Był zmęczony. Nie potrafił porządnie zastanowić się nad usłyszanymi dziś słowami szczególnie nad tajemniczą liczbą 15. Włączył silnik i pojechał do domu.

*

Przekręcił zamek w drzwiach i wszedł do środka. Zastała go ciemność. ,,Przecież dopiero jedenasta”. Monika spała. Na biurku leżała otwarta książka. Paweł dotknął żarówki w lampce. Biło od niej ciepło. ,,Jeszcze przed chwilą musiała czytać. Pewnie jest zła, że ciągle mnie nie ma…”. Zdjął marynarkę i rzucił na krzesło. Zadzwonił telefon. Paweł nie podnosił słuchawki, chciał spokoju. - Odbierz, to do ciebie – odezwała się Monika. - Ok. Myślałem, że śpisz. Słucham? – nasłuchiwał chwilę głosu po drugiej stronie. – Hej, babciu. Dlaczego nie dzwoniłaś na komórkę? Wtedy nie musiałabyś wydzwaniać cały dzień – spojrzał porozumiewawczo na Monikę. – Aha… Tak. Oh, nie. Nic z tego babciu, bo mam ważny wyjazd służbowy w tym czasie. Przepraszam, naprawdę . To miło z twojej strony, trzymaj się zdrowo. Po fali innych życzliwości Paweł w końcu skończył rozmowę. - Dlaczego odmówiłeś? Nie wspominałeś mi nic o kolejnym wyjeździe! - Skłamałem. Fajnie, że nas zaprosiła na imieniny, ale nie chcę tam być. - Ale ja uwielbiam twoje rodzinne strony. O tym już nie pomyślałeś. - Ja też je lubię, ale akurat nie teraz. Szczerze to trochę się przestraszyłem. - No tak. Zapewne dostrzegasz związek między tym snem, a twoim pochodzeniem. To normalne, że ludziom śnią się miejsca, gdzie dorastali. Nie przesadzasz? Nie bądź dziwakiem. - Słuchaj, to że masz zły humor nie oznacza, że musisz to tak okazywać. - Mam zły humor, bo przez twoją pracę czuję się jak stara panna albo wdowa. Ciągle cię nie ma! - Na tym polega praca – rzucił złośliwie. Nigdy nie miał Monice za złe, że się jeszcze uczy i nie podjęła żadnej pracy. Wiedział, że ona znajdzie w tych słowach aluzję i mimo to chciał jej dogryźć. – I na pewno za…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Koniec — czytnik · opowiadania