zbrodnia · 3 min czytania
Koniec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To była noc. Gwiazdy lśniły beztrosko na ciemnym, jak otchłań niebie. Wokoło słychać było szum drzew, których muzyka - jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, rozbudzała zmysły. Wszystko, co znajdowało się w pobliżu, wpadało w trans. To nie był zwyczajny, późny wieczór - dziś zdarzyło się to, z czym te okolice nie miały do czynienia od dawna... Pośród idealnego, niebudzącego zastrzeżeń widoku, pojawiła się pewna rysa, której nie powinno tu być. Pośród wysokich, chwiejących się z każdym podmuchem wiatru, traw, leżał on. Pewien blady człowiek z podciętym gardłem. Kałuża krwi, powstała pod nim wsiąkała pomału w ziemię. Podarte, brudne ubranie, przykleiło się do jego ciała. Kilkadziesiąt centymetrów od niego, można było zauważyć nóż wbity w pień drzewa. Na jego rękach, białych jak u trupa znajdowały się dziesiątki zadrapań i siniaków. W zaciśniętej dłoni trzymał pogniecioną kartkę papieru... Ktoś niestarannie napisał na niej kilka zdań. Po charakterze pisma, można wnioskować, że był zdenerwowany. Lecz to, co tam można było przeczytać, zostanie…