Kryminał · 5 min czytania
Koniec
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Policjant pociągnął za spust trzy razy. J był niezłym kierowcą. Nieraz patrzył śmierci w oczy i zawsze wychodził z tego spotkania z uśmiechem na ustach. Ale tym razem rywal był o wiele szybszy. Auto wyskoczyło z zakrętu jak zabawka, przetoczyło się przez dach trzy razy zabierając ze sobą parę słupków i znak i zatrzymało się na chodniku. Nie wyglądało to dobrze. Kupa dymiącego metalu o trudnym do określenia kształcie, a gdzieś tam w środku… No tak… Ten się śmieje kto się śmieje ostatni.
J ocknął się chociaż zdawało mu się raczej, że obudził się po jakimś dziwnym nienaturalnie długim śnie, w którym odwiedził tysiące odległych miejsc i widział rzeczy których nie sposób opisać słowami. Otwarł oczy i skrzywił się raczej odruchowo bo ból pozostał daleko za nim. Popchnął drzwi opierając się o nie całym ciężarem ciała i poczuł upadek. Tępe uderzenie bezwładnego ciała o bruk ulicy. Rozejrzał się dookoła niewiele rozumiejąc. Dziwny jest ten stan kiedy człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje nie zdając sobie z tego sprawy. Coś jak pierwsze otwarcie oczu po narkozie. Stan tego wyjątkowego zagubienia, kiedy umysł obłąkańczo szuka czegoś znajomego pośród tysiąca rzeczy nieznanych. Jego oczy błądziły teraz po ulicach w nadziei, że spotkają coś co wyrwie go ze szponów szaleństwa i przywróci równowagę. Ruszył niezdarnie nie wiedząc nawet gdzie i po co, gdy nagle jego oczom ukazało się to czego szukał. Uspokoił się nieco. Jak załoga statku w sztormową noc gdy mały chłopiec z bocianiego gniazda wykrzyknął niemal wesoło, że dostrzegł latarnię. Bo chociaż gromy nie milkną to ten ledwie widoczny promień światła napełnia człowieka nowymi siłami. Podniósł się więc i ruszył w kierunku światła które oznaczało życie…
---
-Jezu jaki ja jestem głupi – chciał krzyknąć ale tylko zakrztusił się i zachwiał na nogach. Czy ja kiedyś zmądrzeję? Zapytał wbijając wzrok w jej zielone oczy. Wyglądał przy tym jak chłopiec, który ciągną przed chwilą koleżanki za warkocze, a teraz stoi przed mamą, przeprasza i prosi o wybaczenie. Uśmiechnęła się łagodnie i wyszeptała -Chyba już na to za późno. -Cudowne! Pomyślał. Jaki tu spokój. Bo chociaż jej słowa dolatywały gdzieś z oddali rozumiał je bardzo dobrze. Jaka cisza… -Bang! Fala gorąca uderzyła nagle z niszczycielską siłą huraganu i potężne szarpnięcie rzuciło go na kolana. W pierwszej chwili nie wiedział co się stało. Kręciło mu się w głowie i poczuł się jakby właśnie znalazł się w samym oku tego…