Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Koniec świata

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był gorący słoneczny dzień. Drefan przechadzał się ulicami miasta, odpoczywając od trudnych zajęć tego dzionka; dnia, w którym nareszcie dostał urlop. Nie zamierzał się męczyć, chciał porządnie wypocząć, nim wyruszy w daleką drogę z rodziną na wakacje. Pod wpływem nagłego impulsu, pochodzenia którego nie potrafił ustalić, spojrzał w niebo. Ujrzał coś na kształt dużego meteorytu z wielką prędkością spadającego z nieba. Choć obiekt miał ogromną szybkość, dla mężczyzny jakby zatrzymał się czas; bez trudu udało mu się rozróżnić gigantyczny, płonący głaz i ciągnący się za nim daleko w tyle ogon. Chwilę potem ze strachem spostrzegł, że skała spadła kilkadziesiąt kilome-trów dalej. Drefan spróbował uspokoić swoje nerwy. Drżał na całym ciele, przerażony tym widokiem. Wielki głaz spadający z nieba każdego potrafiłby wytrącić z równowagi. Po chwili otoczyła go jasność tak przeraźliwa, że nie mógł nic zobaczyć. Gdy mężczyzna odzyskał wzrok, zauważył ogromną falę piachu, skał, i przeróżnych innych przedmiotów… dało się rozróżnić drzewa, samochody, zwierzęta, domy… Drefan krzyknął w przerażeniu i rzucił się do ucieczki; chciał się uratować, pomóc swojej rodzinie. Nie miał szans. Nim zdążył przebiec chociażby kilkaset metrów, fala uderzeniowa porwała go ze sobą. Uniosła go w powietrze, wrzeszczącego ze strachu. Chwilę potem potężny, zaostrzony słup wbił mu się w brzuch, przebijając go na wylot. Ostatnią myślą, która przemknęła przez jego umysł, nim otoczyły go ciemności, była prośba, by jego bliscy przeżyli ten kataklizm.

Cara, krzycząc, wbiegła do domu, starając się znaleźć swą małą córkę. Nie mogła jej odszukać, z rozpaczą powtarzała jej imię. Wszystko naokoło płonęło. Kamienne pociski z kosmosu bombardowały miasto; od głównego miejsca upadku asteroidy płomienie rozprzestrzeniały się w zastraszającym tempie. W końcu udało jej się znaleźć swą małą Rachel. Ukryta pod łóżkiem, z oczami zalanymi łzami, niechętnie opuściła kryjówkę. Kobieta wybiegła ze swym dzieckiem na pełne słodkiego swądu palących się ciał ulice. Rozhisteryzowani ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krzycząc o końcu świata, że wszyscy zginą. Cara chciała uciekać samochodem, ale jeden z odłamków asteroidy uderzył w maszynę. Pobiegła zatem w kierunku najbliższego wyjazdu z miasta. Bała się. Pomimo przerażenia rozpaczliwie starała się zapanować nad emocjami. Dla Rachel. Dla Michaela, jej męża. Och, jakżeby pragnęła, by udało mu się uciec! Miała nadzieję, że spotka go po drodze, że okaże się, iż nic mu nie jest. Im bardziej zbliżała się do celu swej szaleńczej gonitwy, tym więcej ofiar widziała. Wielu ludzi płonęło. Ta część miasta była najbardziej zniszczona przez spadające z nieba kamienie. Budynek, w którym pracował jej mąż, był w zgliszczach. Samochód Michaela stał praktycznie nietknięty; kobieta chciała rzucić się w kierunku gruzów i postarać się odszukać mężczyznę, wiedziała bowiem, że stojący tu pojazd oznaczał, że jej mąż nie miał okazji spróbować ucieczki i nadal był w gmachu. Była niemal pewna, że gdyby spróbowała go odnaleźć, okazałoby się, że żyje. Kiedy jednak słyszała przerażone krzyki swej córki, wiedziała, że nie ma na to czasu. Musiała uciekać. Nie miała pewności, czy Michael żyje, a do stracenia miała wiele. Przebiegła kilka kroków, kiedy nagle płonący budynek po prawej przechylił się znacznie w jej kierunku. Zakryła Rachel swym ciałem; nim zdążyła zrobić cokolwiek innego, gruz spadł prosto na nią.

Damian tulił swego syna pocieszająco, siedząc przy rozpalonym ognisku. Pogładził go po głowie. - Wszystko będzie dobrze, Piotrusiu – powiedział, starając się nadać swemu głosowi pewny ton. Bynajmniej nie był przekonany, że sprawy przybiorą lepszy obrót. Nie był pewien niczego, nawet tego, że jutro też nastanie nowy dzień. Z niepokojem spojrzał w niebo. Zakryte od wielu dni grubą warstwą popiołu zdawało się symbolizować śmierć, brak nadziei. To nie było normalne. Cokolwiek się stało, musiało być naprawdę przerażające. Najgorsze było to, iż nie wiedział nawet, co się wydarzyło. W pewnym momencie każde elektroniczne urządzenie w mieście przestało działać. Nie było Internetu, sieci telefonicznej, łączności radiowej, niczego, co pozwoliłoby im skontaktować się z kimkolwiek z innych części państwa. Przestały działać lodówki, sa-mochody, kuchenki, nawet kanalizacja wodna. Nie było nic, do czego byłby przyzwyczajony, co ułatwiłoby przeżycie. Podwoiła się przestępczość. Po kilku dniach od wielkiej awarii urządzeń wielu ludzi zaczęło zwiastować koniec świata, wpadali w przerażenie, histerię. On jednak nie pozwolił sobie na te uczucia; chciał z całej siły uspokoić swoją żonę, Kornelię, oraz swojego syna. Wiedział, że tylko on może dać im ukojenie, że jest osto-ją, na której się opierają. Starał się zapewnić im spokój. Potem zaś przyszedł pył. Zakrył całe niebo, sprawiając, że od tamtej pory ani razu nie wyjrzało słońce. Przelało to czarę: ludzie wpadli w zbiorową panikę. Ku jego nieszczęściu i przerażeniu, znajdował się wtedy wraz z rodziną poza domem. Udało mu się uchronić Piotrka, został…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Koniec świata — czytnik · opowiadania