Akcja · 13 min czytania
Konsekwencje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Konsekwencje
Kiedyś życie wydawało się o wiele prostsze. Podkradało się akcze nieroztropnym kupcom na targu. Czasem ktoś zauważył, dostało się po mordzie, lecz jakoś udawało mi się zawsze wykaraskać. Były też dni, a czasem i nawet tygodnie, niżowe, gdy to z głodu żołądek bolał jakoby kobra trzewia oplotła i puścić nie chciała. I żyło się tak z dnia na dzień, tydzień po tygodniu, a teraz...
– Yasarze, bizantyńczycy wkraczają właśnie na Forum Arkadiusza – powiedziała postać w szarym, zakurzonym kapturze, pojawiając się jakby znikąd.
Yasar wziął kilka małych oddechów, westchnął cicho i obejrzał dokładnie swój karwasz, sprawdzając kolejny raz czy mechanizm działa gładko i bez zarzutów. Dla asasyna, jego ukryta broń jest ważniejsza niż ręka.
Blade światło księżyca odbiło się od cienkiego ostrza, na moment oświetlając twarz właściciela. Zakapturzony przestraszyłby się jej groźnego wyrazu, blizny przechodzącej od oka po skosie, aż do początku szyi, no i tego dziwnego ognia w oczach, który pojawiał się u Yasara tylko w momentach takich jak ten, ale przeżył z nim już nie jedną misję. Jego dowódca na co dzień nie był zbyt rozmowny, a i nawet ruchy miał ślamazarne i w niczym nie przypominał prawdziwego asasyna, ale w walce był jak demon. Nie obawiał się więc walczyć u jego boku, ufał jego sądom, rozkazom i polegał na jego ostrzu w walce.
Yasar dał znak ręką i zagwizdał ledwie dosłyszalnie. Uwielbiał ten moment, prawdę mówiąc, to chyba najlepsza rzecz z tej całej gry, w którą został wplątany. Wokół niego zaczyna się odgrywać prawdziwy bal. Dokoła w świetle latarń z dołu i mlecznej poświaty księżyca z góry, zaczynają tańczyć cienie, których wcześniej oko nie rozróżniało. Wszystko na jeden jego ruch ręką i rozpoczyna się przedstawienie. Asasyni, niczym grupa grajków, dostrajają się do siebie niemymi znakami, zajmują swoje miejsca jak aktorzy na scenie, wykonują tańce, skoki i piruety niczym trupa cyrkowa. On jest dyrygentem i reżyserem. Adrenalina zaczyna działać, podekscytowanie rośnie. Jest dowódcą, idzie pierwszy.
Jeszcze jeden świst, wyskok i znajduje się w powietrzu. Wszystkie cienie lecą za nim, niczym upiory, które wypatrzyły swoje ofiary. Nic ich nie powstrzyma.
Brzdęk ostrza, odgłos krwi uderzającej o bruk i przerażający okrzyk bólu. Pierwszy cel wyeliminowany. Teraz już powinno pójść z górki, ci, którzy przeżyją pierwszą falę, albo uciekną, albo zostaną rozgromieni w zwarciu. I misja przejęcia niewolników powinna zostać wykonana. Powinna, ale tak nie było.
Część 22 / 3
– Z flanki atakują... – okrzyk biegnącego asasyna został drastycznie stłumiony strzałą, która trafiła go prosto w grdykę.
Yasar dobył miecza, tak jak i reszta jego oddziału, i zaczął walczyć z niedobitkami. Zza pleców usłyszał tupot galopujących po bruku koni oraz świst strzał. Sparował atak i szybką fintą zabił swojego przeciwnika. Unikając nadchodzących ciosów, runął naprzód niczym piorun. Wyskoczył odbijając się od boku przewróconego wozu, wylądował na drewnianej klatce i gwałtownym uderzeniem miecza rozbił zardzewiałą kłódkę wypuszczając zamkniętych niewolników. Wszyscy byli dziećmi, dziewczynki i chłopcy nie starsi niż 13 lat.
Szybkim spojrzeniem objął pole walki rozpoznając sytuację. Niewolnicy zebrali siły do panicznej ucieczki, kilku asasynów osłaniało ich plecy. Daremnie. Jeźdźcy szarżą rozgromili wojowników na tyłach, a tych, którzy próbowali uciekać dobiły strzały. Łuczników na dachach w końcu zabiła straż pozostawiona przez Yasara na górze, lecz i tak dokonali oni wielu strat w jego szeregach.
Dowódca dostał trzonkiem włóczni w brzuch i spadł z klatki, ale akrobatycznym ruchem od razu stanął na nogi. Stanął ramię w ramię z paroma pozostałymi asasynami. Było ich łącznie pięciu. Stali tak w wąskim przesmyku między budynkami, z mieczami przygotowanymi do ciosu, a od chmary bizantyńczyków, jeźdźców i piechurów, dzieliło ich morze krwi i trupów.
Jakże to chwalebna śmierć dla wojownika! Opiewana w pieśniach i balladach przez bardów podróżujących po całym świecie. Zginąć w walce, u boku swoich towarzyszy, od wroga rażącego przewagą liczebną. Jesteśmy niczym spartanie pod Termopilami. A ja jestem Leonidasem. Mimo wszystko nie o takiej śmierci marzyłem. A chciałem zwyczajnie przeżyć swoją starość, mieć dom, nie za ładną żonę i wesołe dzieci. Umrzeć na zawał serca w trakcie zajmowania się młodszą kochanką. Wplątałeś się w tę grę i teraz masz Yasarze.
Bizantyńczycy ruszyli naprzód, najpierw powoli, potem zaczęli szarżować. Asasyni rozpoczęli swe tańce, uniki i zwody. Błyski światła, dźwięki uderzanej stali. Konnych było zbyt wielu, gdy szarzy wojownicy umykali przed ciosami mieczy, tratowały ich konie. Yasar wykonał unik, pchnął mieczem i poczuł tępy ból w dolnej części pleców, a po chwili tępy ból na twarzy. W zębach zgrzytnął mu piasek. Stracił przytomność.
Yasar poczuł słodki zapach pieczonego chleba i trochę gorszy, gotowanej kapusty. Otworzył oczy, lecz od razu je przymrużył. Światło raziło go tak, że przyprawiało o ostry ból głowy. Początkowo nie mógł rozróżnić niczego wśród tańczących plam, jasnych i ciemnych, ale z czasem wzrok mu się przyzwyczajał i obrazy nabierały ostrości. Leżał na łóżku w skąpie oświetlonej, małej izbie. Na środku stał stół, przy którym siedział mężczyzna z dziwnie wykrzywionym nosem w obdartych ubraniach oraz dwaj jego podopieczni w szarych szatach asasynów. Byli to ci, których zostawił na straży na dachach. Spróbował usiąść i dopiero zauważył leżących na podłodze kilku rannych, nieudolnie opatrzonych bandażami ze szmat. Zakręciło mu się w głowie i upadł na kolana. Siedzący zerwali się z krzeseł i złapali go sadzając z powrotem na łóżku. Milczeli. Słychać było tylko trzaski ognia buchającego z pieca. Po chwili odezwał się jeden z asasynów, ten większy, na imię miał Kemal.
– Przegraliśmy bitwę – powiedział czekając na odpowiedź swojego dowódcy.
Część 33 / 3
Yasar milczał.
– Niewolników wybito. Misja stracona. Z naszego oddziału przetrwaliśmy tylko my.
Ich dowódca dalej nic nie mówił. Nie chciał mówić, wiedział, co się stało i wiedział, że to wszystko jego wina.
– Psia mać, będziesz tak milczał?! – Kemal uderzył pięścią w stół.
Yasar nawet nie drgnął.
– Uspokój się. Dopiero co się ocknął, daj mu odetchnąć.
– To wszystko jego wina! Zaprowadził nas prosto do tego piekła! Dowódca powinien przemyśleć swój plan, potencjalne zagrożenia, a nie rzucać wszystkich na główny front!
– To miała być prosta misja, jakich…