Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Korektor

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

15 KOREKTOR

Ten wybór i słowa, czego więcej chcieć. Zasiał znowuż jedną stokrotkę i nie wiedzieć czemu, nie zakwitła na jasnym polu. A widział jej korzenie i łodyżki. Śmiał się i płakał, bo znał rozwój roślin od podszewki. Stał pod murem, a wiatr wbijał się między spoiny brunatnych cegieł. Blisko jego ślepych uszu toczyły się być może ważne rozmowy, lecz on wolał zjeść kolację, jakże dobrą z niedobrą sztuką cielęciny. Rico polubił grecką kuchnię i jeszcze przed zamknięciem tawerny brał na wynos różnorakie specjały. Bywać będzie, że staczając się po wąskich schodach, przypomni sobie polską dawkę, a nie zważając na przypisywane mu wady, zapomni o polskich nawykach. Ale to żart, wymyślony na okoliczność małej przygody z dużym nożem i z ostrą namiętnością. Jak ostrą, przekona się na spływie nie kajakowym i nie nad Wisłą. Bez samochodu i bez poklepywania po ramieniu.

Rico rankiem zajrzał do zagrody. Nie było tam krów, ani świń, choć było bydło. W niewidzie byk rozdzierał szaty, czerwone, lub fioletowe, a i tak po atakach z jego strony wszystko stawało się białe. Rico nawiązał kontakt z mediatorem spraw bieżących i okazała się rzecz przedziwna lub też wielce zaskakująca.

Był do przodu ! Mazał, jeździł, przewracał, wertował, a nikt mu nie przeszkadzał. Wiadomo czemu. Bo reszta dawniej zaczęła postępować postępowo i nie znalazła czasu, by myśleć o kimś takim jak on. Ich zajęcie, ich zajęciem, ale błędne koło zatacza coraz szerszy krąg i niedługo uderzy tych, których nie stać na sprawny odskok, rozkruszy cienkie bajki o dużych ludziach i sczyści licznych niedowiarków do cna.

Od skromnych tłumaczeń głowa nie boli, ale gdy Rico zaczął się tłumaczyć swojej niedoszłej sztuce, poczuł się jak niewinny, mały baranek na wiejskiej dróżce, szukający strawy, lub też władcy swego Józefa Pastucha. Ciężki orzech do zgryzienia, choć lekko na duszy. Bo przerabiał ten materiał wielokrotnie, a nadal bawił się przednio. Zyskał zaufanie u kobiety o garbowanych włosach. Przynajmniej tak mu się wydawało. Ale już pierwsze dni spędzone razem pokazały, że dotkliwa większość jej zakazów, nakazów i przykazów Ricowi zupełnie psuje nastrój. Wykrył też podstawową różnicę – On żył wygodnie i starczało mu na podstawowe sprawy, choć marzył czasem o innych. Ona żyła innymi, ale nie miała nic i było jej niewygodnie. Starała się tę przypadłość ukryć, ale wnikliwe akcje Rica poskromiły jej zamiary. Dziwny to jednak związek, bo po krótkim poznaniu swoich możliwości i planów nie rozeszli się, a zaczęli razem brnąć przez zakamarki współżycia.

Podest stał wysoko i Rico dobrze to wiedział. Wiedział też, że żaden podkop, ani wyskok nie przyniesie mu radości ze znalezienia się na nim. Tylko szczera rozmowa z Wielkim Okiem mogła okazać się pomocna. Ten jednak tak ułożył klocki wokół siebie, że na ich przestawianie by go zza nich dojrzeć człowiek musi poświęcić całe swoje życie. Więc Rico odpoczywał. Czekał i ulegał zmianom. Co czwartek w kwiaciarni na rogu kupował kaktusa, przez co stawał się drobnym kolekcjonerem. To co kiedyś zauważył, teraz nabierało tak realnych kształtów, że Rico gasząc pragnienie widział z zamkniętymi oczami denko i wieczko słoika prawdy. Przestały go grzać ruchy bezcelowe, w czym pomagała kąpiel w zimnej wodzie i przeglądanie starych zdjęć i pocztówek. Wprowadził w życie też nowe novum – przestał szanować pieniądz i wszelkie jego odmiany.

16 INSPIRATOR

Prześlizgnął się przez wąską gardziel otchłani cudów. Szedł teraz szybkim krokiem, a alarm w cykadle oznajmił cicho sześciominutowe…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Korektor — czytnik · opowiadania