Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 6 min czytania

korM

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

(...) W końcu go ujrzałem i pierwsze co przykuło mą uwagę to jego oczy. Były niczym otchłań czekająca na kolejną ofiarę. Widziałem w nich jedynie pragnienie śmierci i trudną do opisania desperację. A może było to jedynie zagubienie? Jego twarz była niczym maska, równie martwa, jak manekiny w sklepach. Jednak on wciąż żył! Z trudem oderwałem wzrok od jego nieruchomych oczów i chwilę później przyglądałem się nadgarstkom pokrytym nierównymi bliznami. Nie było tam gładkiej skóry, lecz ledwo zabliźnione rany po wielokrotnym ich cięciu. Miałem przed sobą niedoszłego samobójcę, którego jedynym celem, była ponowna próba skończenia ze sobą. Nie każdy jest w stanie przejść przez życie bez dramatycznych zdarzeń. On z pewnością miał za sobą wiele złych chwil, które ostatecznie pchnęły go w objęcia śmierci. A może chciał tylko zwrócić uwagę na siebie? Może był to krzyk rozpaczy, a może tliła się w nim iskierka pragnąca żyć? Stan nadgarstków sugerował, iż miał za sobą więcej niż jedną próbę i tyleż samo akcji ratowniczych. Zmarnowane pieniądze podatników... Ten człowiek miał prawo wybrać i mógł bez niczyjej ingerencji odejść z tego świata. Kto dał innym prawo do ratowania jego zmaltretowanego i zmęczonego ciała?

Patrzyłem na jego zaciskające się dłonie, na pełne blizn palce oraz na kroplę krwi spływającą z jego zbyt mocno zaciśniętych pięści. W końcu nieśpiesznie podniósł do góry ręce niczym bokser przed walką. Spojrzał na mnie czarnymi jak węgiel oczami, w których widziałem jedynie obłęd i desperację. To były oczy szaleńca, tuż przed kolejnym wybuchem. Ten wyraz twarzy, ta desperacja i zapomnienie kim naprawdę jest. Przez me ciało przeszły ciarki, a w środku usłyszałem bezradny skowyt mej duszy. Ona wiedziała to, co podświadomie przeczuwałem.

Ostatecznie oddał pierwszy cios, a ja poczułem ostry ból ręki. On jednak nie przestawał i wciąż walił w lustro, a z moich rąk spływały stróżki krwi. Gdy na ścianie nie było nawet skrawka lustra, usiadłem i tępo wpatrywałem się w poranione dłonie. Wokół mnie leżało tysiące kawałków szkła. Ile bym dał, by chociaż jeden z nich wbił się w me serce, bym stał się niczym Kail z Królowej Śniegu. Niestety wciąż czułem rozdzierającą rozpacz, ogarniającą duszę. Czy to się nigdy nie skończy? Mimowolnie sięgnąłem po jeden z kawałków szkła i powoli rozciąłem nadgarstek. Pojawiła się nowa, idealnie prosta, czerwona kreska, z której wolno spływała krew. Niestety nie przyniosło to ulgi, a wręcz spotęgowało rozpacz. Mocniej zacisnąłem palce na kawałku lustra i zacząłem je wbijać w ciało. Sięgnąłem po następne i zrobiłem to samo. Nie miałem już tak pięknej kreski, jak za pierwszym razem. Skóra była mocno poszarpana, a krew lała się pełnym strumieniem. Ten kawałek szkła także wbiłem w rękę i sięgnąłem po następny. Tym razem po raz pierwszy zacząłem okaleczać twarz, jednak i to nie przynosiło ulgi, a wypływające wartkim strumieniem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%