Kariera · 28 min czytania
Korposcenki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie wierzę, że sposób w jaki zaczynamy nas określa. Raczej odwrotnie – na początku próbujemy zupełnie inaczej. Robimy często to, co w początkach innych uznalibyśmy za żałosne. W sumie najczęściej. Przynajmniej ja. Kompromitacja we własnych oczach – to jest mój styl gry. Najgorszy z kiepskich. Kiedy już sekundę po wypowiedzianym słowie, myślisz: o kurwa, nie, nie mogłam tego powiedzieć. Mimo refleksji brniesz jednak dalej wytyczoną przed chwilą ścieżką i pogrążasz się jeszcze bardziej. Potem zostajesz sam na sam z rozbisurmanioną autonaganą i inwektywami wymierzonymi we własną stronę. Mrużę oczy, niby się podśmiewuję, powtarzając „jesteś zjebem, zjeeeeeebem” i, nie wiedzieć czemu, wykonuję gest masturbacji na fikcyjnym członku.
Wysyłam CV, resume, listy motywacyjne, cover letter potwierdzające, że jestem wykształcona, inteligentna, praca w stresie mym żywiołem, team rodziną, biurko domem. Za zapierdalanie od 7:30 do 19:00 (Pani Kingo, bez przerwy na obiad, bo teoretycznie jest, ale wie pani jak to dzisiaj każda godzina się liczy, czas to pieniądz, wremja dieńgi jak mawiają nasi wschodni sąsiedzi; tak, tak, pewnie, rozumiem, nie muszę jeść w pracy, przynajmniej schudnę, na ubraniach zaoszczedzę – nie kupię nowych, bo i tak nie mam za co, a przynajmniej wejdę w te z liceum – lata 90’ znów w łaskach łaskawych trendsetterek) poproszę 2000 brutto i to na zlecenie, bo pani, pani Kingo, w teamie jeszcze nie pracowała, to się pani dostosować musi, to póki się pani dostosowuje, to ta umowa zleconko, ale pierwszy miesiąc to wie pani, pani Kingo, zrobimy ją na 1800 brutto, bo wie pani, pani Kingo, tu się pani uczyć jeszcze będzie, do teamu dostosowywać, wdrażać, drafty przeliczeniowe oglądać, program Excel pani pozna, się pani wdroży, wdrażać się pani będzie w niego, to szkolenie pani, pani Kingo, z tego zrobimy, a potem to już pani sama będzie, jako wdrożona, pracować, opracowywać te drafty, kalkulacje, różne takie faktury fakturować pani będzie, wuzetki wuzetować. No, to się pani wszystkiego nauczy, a jak już się pani nauczy, pani Kingo, to za roczek, raz dwa zleci, proszę się nie bać, wszystkiego się nauczymy, umowę pani damy już wtedy normalną na etat, ale to dopiero jak pani pokaże, że zasłużyła, pani Kingo, proszę pamiętać, się nie lenić, wdrażać się! Pani Kingo, dlaczego jest pani zainteresowana posadą właśnie w naszej firmie? Otóż dlatego, iż firma Państwa w ogłoszeniu zamieściła notę: płatne nadgodziny, wysokie wynagrodzenie, praca w międzynarodowym środowisku. Hehehe, my jesteśmy firma ciężarówka.net i sprawa wygląda tak: pani wynagrodzenie zależne jest od ilości sprzedanych ciężarówek, więc jeśli sprzeda pani, pani Klaudio, dużo ciężarówek, to zarobi pani więcej. W tym są te jakby płatne nadgodziny, no bo musi pani swoje odsiedzieć, żeby tę wypłatę zarobić. No. A środowisko międzynarodowe, to tak, bo u nas głównie Ukraińcy i Ruscy te ciężarówki kupują, a język pani zna, to i pogadać pani może i fakturkę po rusku wypisać, no i jeszcze pani na tym zarobi, tak że przyjemne z pożytecznym my tu się w ciężarówka.net staramy łączyć. No, to jak? Chce się pani na zleconko u nas załapać? Pani Kingo, czy możemy porozmawiać w języku angielskim? Jes, soł, ołkej, tel mi samfing abałt ju, łaj ar ju aplajing to ałer kompany, łot kajnd of person ar ju? Chcą dobrze zapłacić więc: Ajem łorkaholik, aj łont łork macz mor den aders, bikos aj low łorking end aj low nju czalendżys, bikos ajem ołpen majnded and aj low łorking łif tim. Po tej rozmowie znów będę mrużyć oczy w półuśmiechu i symulować masturbację z zażenowania. Dzwonią znowu, poskutkowało. Pani Kingo, na tym kolejnym spotkaniu chcielibyśmy lepiej panią poznać, proszę powiedzieć jakim typem osoby pani jest, dlaczego chciałaby pani pracować w naszej firmie akurat, akurat na tym stanowisku. Kurwa. Przecież nie może chodzić o to, abym powtórzyła to samo co ostatnio, ale tym razem po polsku. Może nie zna angielskiego? Ta absurdalna myśl bawi mnie tak bardzo, że wypadam z roli. Pięć spotkań. Rozmowa w języku obcym z tak zwanym weryfikatorem (kud ju tel mi łot kajnd of person ar ju, łaj do ju łont werk in ałer kompany? To dopiero zawód, ciekawe ile on przechodził procesów rekrutacji), 5-etapowy test z angielskiego, rozmowa z panem dyrektorem, rozmowa z panią dyrektor, rozmowa z prezesem. Jak przekona mnie pani, pani Kingo, do tego, abym panią zatrudnił? Ja pierdolę. Panie prezesie, w ciągu ostatniego miesiące systematycznie poświęcałam swój czas wolny wszystkim Pana specjalistom, weryfikatorom, HR-owcom (czy naprawdę trzeba było studiować 5 lat psychologię, żeby zadawać pytanie jak ze szkolnego pamiętnika? 1. Jakiej muzyki słuchasz? 2. Co lubisz robić w wolnych chwilach? 3. Wolisz kotki czy pieski?), dyrekcji, jeśli więc do tej pory nie udało mi się przekonać napuszczonych na mnie osób w czasie 7 spędzonych tutaj suma sumarum godzin, z panem, panie dyrektorze, nie będzie inaczej. Ponieważ posiada pan w teczce wszystkie informacje dotyczące moich ulubionych kolorów, filmów i pozycji seksualnych, proponuję po prostu zadawać pytania precyzujące, na które będę odpowiadać tak lub nie. Co pan na to? Skucha. Mam być zastępcą prezesa mikrofirmy, dostać własne biurko i laptopa bez teamu (prócz prezesa) w pakiecie, ale najpierw muszę rozwiązać test logiczny z figurami przyniesiony przez 2 panie. Najemny HR management. Test jest ewidentnie skserowany z jakiejś starej książki badającej poziom inteligencji. Dałabym sobie głowę uciąć, że żadna z nich (z HR managementu) nie byłaby w stanie podać brakującej figury bez odpowiedniego opisu/podpowiedzi w książce. Nie mam książki, więc nie znam odpowiedzi nawet po 40 minutach, kiedy odwiedzają mnie ponownie, chcąc zweryfikować mój rozwój intelektualny i myślenie logiczne kserówką. Politowanie w ich oczach głębsze niż Bajkał. Nie znała odpowiedzi, debilka, a chciała zostać sekretarką. Dobrze, że mają swoje narzędzia, bo bez nich mogłyby popełnić błąd polecenia mnie prezesowi. Co gorsza, mogłoby dojść między nami do rozmowy, na której pewnie odpowiadając na pytania mogłabym się jąkałać i ślinić. Taka nieokrzesana i niedorozwinięta. Skoro nie potrafiła rozwiązać testu, nie możemy dopuścić jej do pana prezesa! Działo by się, że ho, ho, dobrze, że mamy nasz teścik, Jolu. Święte słowa, Beatko, święte słowa! Jak wyobraża sobie pani siebie za 5 lat? Za pięć lat o tej porze mam nadzieję dostać swój pierwszy urlop, wcześniej bowiem nie chciałabym nadużywać cierpliwości i wyrozumiałości firmy (wolne są przecież niedziele i niekiedy soboty). Jakie są pani oczekiwania finansowe, pani Kingo? Ile? 2000 netto? Niestety, nasza firma nie przeznaczyła takiej kwoty na obsadzenie tego stanowiska. Gdyby znała pani 4 język – może, może wtedy, ale też nie gwarantuję. Proszę jednak zauważyć, że rozpoznawalna międzynarodowa korporacja jak nasza, szczyci się doskonałym pakietem socjalnym, po roku otrzyma pani kartę Multisport i 10 biletów do kina.
Panie Kingo, proszę tu podpisać, póki co zleconko, standardowo, za 3 miesiące umowa na okres próbny, tzn. na 3 miesiące, potem zobaczymy, no. Tutaj podpisać dress code – niech pani przeczyta, bo w tej kwestii nie tolerujemy odstępstw, niech się pani dokładnie zapozna, bo wie pani – złe ubranko i wypłatka na konto nie wpłynie, hahahahahaha, żart, żart. No. No. Ale niech pani przeczyta uważnie, niech się pani zapozna, w regulamin i wymogi firmy wdraża. No. Obcas: od 2 do 5 cm, stonowane kolory, spódnica 4 cm przed kolanem, włosy upięte. Wszystko jasne, mam przecież odbierać telefony i odpisywać na maile kontrahentom z Kazachstanu. No. Ma pani jeszcze jakieś zapytania, sugestie? Nie. Nie? No. Storczyki. Na elegancję francję, szyk i gust: granatowe rolety (zasłonięte, bo rzeczywistość za oknem mogłaby rozpraszać biurwy w trakcie pracy, dekoncentrować w czasie rozmów telefonicznych z ważnym klientem lub wysyłania zapytań ofertowych do firm współpracujących biernie), jasne biurka, spinacze, zszywacze, dziurkacze, kuchnia, zmywarka, ekspres do kawy, mamy, pani Kingo, super ekspres, pyszna kawka z niego wychodzi, mleczko ubija sam nawet, toaleta na piętrze (dziewczyny, jest taka sytuacja, że znowu któraś zostawiła krew na kiblu i ta sytuacja nie może się już powtarzać; macie jakieś zapytania, sugestie mogące pozytywnie rozwiązać zaistniały krawawy problem?), krzesła obrotowe, podnoszone, lukstorpeda taka wygoda. Jak pani mazaczków, długopisów, zszywek, spinaczy biurowych zabraknie, pani Kingo, niech pani złoży zapotrzebowanie w systemie, koleżanka pokaże jak, to wtedy rozpatrzymy, to znaczy ja, potem dyrektor i pan prezes. No i potem pani dostanie, proszę śledzić, gdzie jest dokument, to będzie pani wiedziała, na jakim etapie są te długopisy. No. Podoba się? Co? No co, co, no firma, biureczko, komputer, ma pani swojego maila nawet, własne hasło, profil w systemie, numer telefonu, o, a tu teczka dla pani, ale tylko na materiały związane z procesami bieżącymi, żadnych własnych notatek, tylko fakturki, wie pani, specyfikacje, awizacje, biurokracje. No to jak? Podoba się? Bardzo. Hahahaha, super, super, tak myślałam. A i żadnych prywatnych telefonów i maili, komóreczek nie wnosimy. No, ale jak się podoba, to się cieszę, hehehe. Super, super, no. To do pracy, do pracy! Bez pracy nie ma kołaczy. Pani Kingo, nie jemy raczej przy biurku, nawet kołacza. Raczej wychodzimy do stołówki. A gdzie jest stołówka? Pani Kingo, w drugim budynku, w tym co to wejście do niego jest od drugiej ulicy, ale może pani przez podwórko przelecieć, tylko niech pani klucza do drzwi nie zapomni i ciepło się ubierze, bo -15 stopni pokazywali dzisiaj w Kawie czy herbacie, że będzie! No, niech pani leci bo pracy dużo, a najlepiej w domu się najeść więcej, co by do stołówki nie latać, bo czasu strata i jeszcze się pani rozchoruje, a pracy, pracy dużo. Nie potrafię segregować dokumentów nawet według wzoru. Mój mózg, zdawałoby się posiadający dosteteczną ilość zwojów, jest do tej czynności jednak zbyt ograniczony. Sprawdzają 4 razy – wszystko źle, więc trzeba zorganizować spotkanie, bo pani Kinga nie rozumie zasady, a zasady nie wyjaśnia się ot tak sobie, a przez spotkanie. Na spotkaniu definiuje się problem, odpowiada na zapytania w temacie (broń boże na inne z tematem spotkania i zakresem możliwych zapytań nie związane), rozważa mozliwości i rekomenduje rekomendacje. Pytań nie zadaje się na głos w trakcie podejmowanych obowiązków służbowych, a prosi o spotkanie, które wpisuje się do zadań na workflow, z którego trzeba się wywiązać, odznaczyć, przekazać, że zrobione, wykonane. Na pytania się nie odpowiada, a się szkoli, a po odpowiedzi podpisuje się szkolenie, czyli podpisuje ten kto odpowiadał, czyli szkolił, i ten kto pytał, czyli słuchał, czyli był szkolony, czyli teraz jest przeszkolony i potrafi, zapytań w temacie nie zadaje. Od segregowania gorsza jest tylko tabelka w Excelu – 2 tygodnie tuningu, pogrubień, kapitalików, alt + enter, a wciąż pani Dorotka nic nie widzi, nie jest to czytelne pani Kingo, proszę poprzerabiać. Więc przerabiam dwa razy dziennie od 10 dni, czyli już 20 razy, ale dalej tabelka-zestawionko nieczytelna i niejasna, się fakty same w oczy nie rzucają, a powinny, że jedno spojrzenie na tabelkę i człowiek od razu wszystko wie, wszystko, pani Kingo, widzi jak na dłoni. Do nowych zadań, pani Kingo, przechodzimy na sygnał, nie możemy tak sobie wymyślić, że teraz zaczynamy kolejne zadanie, bo jeśli pani Dorotka nie powie, że już, nie zawezwie na spotkanie, żeby potwierdzić wykonanie poprzedniego zadania, czyli segregowania, to nie, tak nie należy robić, musi pani zrozumieć. Teraz będziemy segregować, ale inaczej, to znaczy tworzyć archwium, czyli rozpinać stare dokładnie pozpinane kartki w segregatorach, potem je przekładać rozpięte do nowych segregatorów. To jest dzisiaj nasze główne zadanie, pani Marysia z technicznego przyjdzie z pomocą, bo nie damy tutaj w 4 panie rady z tym wszystkim, o, tyle jest roboty z tym przenoszeniem, archiwizowaniem, segregowaniem! To nasze główne zadanie dzisiaj na workflow, pani Dorotka, coś czuję, za chwilkę da znać, aby przystąpić do niego! Do archiwizacji przystąpić. Nie ma segregatorów?! Jak to?! Niemożliwe?! Kto nie wystosował zapotrzebowania do prezesa o segregotory?! Kto?! Szef w Panamie? Nie zatwierdził?! Pani Dorotko, słyszy pani, co się dzieje, nie ma segregatorów! Dziewczyny, co się dzieje, kto jest za to odpowiedzialny, kto nie zgłosił braku archiwalnych segregatorów, co ich się raz do roku używa?! Kto z magazynu dostawcy nie przywiózł do magazynu odbiorcy?! Zadaję zapytanie?! Póki co będziemy w takim razie rozpinać zszyte zszywki, ale dokładnie, aby nie pominać zszywek zszytych u dołu! Pani Marysia, uprzedzona o moich fiaskach tabelkowych i segregacyjnych, obserwuje z uwagą sposób w jaki rozszywam zszyte zszywki. Nie wykazuje szczególnej aprobaty i daje rady, to znaczy rekomenduje rekomendacje, wyjątkowo bez spotkania, bo nie ma czasu, trzeba rozszywać. Pani Kingo! Kontaktowałam się dzisiaj z księgowością z zakresu adresu mailowego pani Anitki w celu korespondencji. Pani się tym zajmie, to będzie pani projekt, tylko spokojnie, proszę się nie denerwować. Może też pani zadzwonić, ale proszę zorientować się wcześniej z zakresu numeru telefonu! W jakiej sprawie dzwonić, co powiedzieć? Przede wszystkim, pani Kingo, grzecznie, przedstawić się, czyli nazywam się Kinga........., dzwonię z takiej a takiej firmy, przepraszam, że fatyguję, przeszkadzam pani w czasie pracy, w piciu kawki w księgowości i wtedy określić zakres zapytania. Aha. Tu, tu podpisujemy szkolenie z rozmowy telefonicznej! Ale w jakiej sprawie mam dzwonić? No bo pani Kingo blachy,