Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 10 min czytania

Kosteria, cz.6: Błądzimy dalej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W sklepie nie było tłumów. Gośka, którą spotkali po drodze, przetrząsała wieszaki w dziale kobiecym. Kostek paradował w eleganckim czarnym garniturze i poddawał się krytycznej ocenie Maryny. Dziewczyna jednocześnie próbowała dobrać koledze koszulę pasującą do garnituru i osobowości. Wahała się między czerwoną i zieloną w pasy. Obie oczywiście z kołnierzykiem a la Słowacki. W innej go sobie nie wyobrażała. Kostek miał wątpliwości, co do gustu Maryny. Poddał się jej zabiegom i uwagom. Przymierzył kolejny garnitur. Spodnie tego kompletu wydały mu się dziwnie szerokie, ale dał za wygraną, kiedy zobaczył zachwyt Maryny. Dziewczyna zdecydowała się na kolor zielony. Chciała jeszcze wybrać jakiś krawat, ale koleżanka odciągnęła ją do wieszaków z żakietami. - Spójrz, musisz to przymierzyć. To twój kolor. Żakiet, faktycznie, wyglądał przyzwoicie. Maryna spojrzała na cenę. Dość przystępna jak na taki sklep. Pomachała do Kostka przymierzającego eleganckie buty i wskazała ręką na przymierzalnie. Skinął z uśmiechem głową. Weszła do przestronnej kabiny. Odwiesiła torebkę na jeden z wieszaków. Jeszcze raz spojrzała na metkę. Zdjęła kurtkę i przymierzyła żakiet. Leżał całkiem nieźle. Duże guziki stanowiły wygodne i oryginalne zapięcie. Obejrzała się możliwie dokładnie. Podobała się sobie w takiej soczystej zieleni. Wsunęła jeszcze dłonie do kieszeni, żeby upewnić się, czy strój jest wygodny. W lewej kieszeni wyczuła jakiś papier. Wyjęła go. Była to mała kartka, złożona na czworo. Nie wyglądała na metkę ani instrukcję prania. Rozłożyła ją. Poczuła jak robi się jej gorąco. Jej dłonie zrobiły się wilgotne. Zabrakło jej powietrza. Otworzyła szeroko usta, ale nie potrafiła zaczerpnąć powietrza. Strach ją sparaliżował. Gośka niecierpliwie spoglądała na zegarek. Kostek poszedł do kasy sam, ona czekała na Marynę. W końcu przeszła się do damskich przymierzalni. Odnalazła kabinę, w której stroiła się przyjaciółka. - Hej, żyjesz? – uchyliła drzwi. - Jeszcze … - Maryna powiedziała to głosem tak zmienionym, że Gośka od razu zwęszyła kłopoty. Zamknęła drzwi. - Co się dzieje? - Oni tu są – pokazała koleżance kartkę wyjętą z kieszeni żakietu. - O w ryj.- jęknęła. – Zdejmuj ten cholerny żakiet, Kostek czeka przy kasie! – przywołała koleżankę do przytomności. Kostek zapłacił i schował kartę do portfela. Kasjer podał mu dwie duże torby i życzył „Miłego dnia”. Dziewczyny konspiracyjnie wyciągnęły go ze sklepu. Na kartkę z pogróżkami zareagował błyskawicznie. Wsadził je razem z zakupami do taksówki i zaraz potem zadzwonił po Antka. Właśnie obaj leżeli z obu stron samochodu, z lusterkami umocowanymi na długich rączkach w dłoniach. - Na lewo i w dół. – komenderował ochroniarz. - Jest, kurwa! Jest! – Kosek poderwał się na równe nogi. – Prawdziwa czy atrapa? Antek nadal na leżąco wsunął głowę pod samochód, na tyle, na ile mógł i dalej manewrował lusterkiem. - Chcesz znać moje zdanie?- zapytał filozoficznie. – Na mój gust prawdziwa jak w mordę strzelił. - Żesz kurwa! – zdenerwowany Kostek wyładowywał emocje silnymi kopnięciami w betonową ścianę podziemnego parkingu. – Szlag by to ciężki trafił! Dzwonię po Kacprzaka. - Niech weźmie ze sobą saperów. I nich się pospieszy, bo mamy tu niezłą polkę. – Antek zdawał się reprezentować stoicki spokój. - Pokarz to cholerstwo. Kurwa, wierzyć się nie chce! – znowu padł na brzuch i złapał za lusterko. Bomba. Przymocowana do podwozia. Niewielka. A może całkiem spora. Skąd zwykły człowiek ma wiedzieć jakie są standardowe wymiary bomby. Takie myśli kłębiły się w głowie Kostka, gdy oglądał czarną śmiercionośną skrzynkę. A gdzie żółty i niebieski kabelek? I który z nich zawsze przecinają na filmach, żeby rozbroić ładunek? No, tak. Przecież tamte bomby mają zapalnik zegarowy. A ta? Bóg jeden raczy wiedzieć. - Chryste…- jęknął. - Co znowu? - Wysłałem dziewczyny do domu taksówką, „na wszelki wypadek”. - No, to kurwa, masz wszelki wypadek. Dobrze wiedzieć, że w sytuacjach ekstremalnych myślenie nadal ci działa. Co z tym Kacprzakiem? - Witam.- usłyszeli gdzieś nad głowami. *** Wezwani saperzy szybko uporali się z bombą. Ocenili ją na robotę fachowców. Skutek śmiertelny gwarantowany. Najprawdopodobniej wybuchłaby dopiero po kilku minutach od uruchomienia silnika. Chcieli mieć pewność, że samochód będzie już na ruchliwej ulicy. W razie czego, pasażerowie zginęliby w karambolu. Samochód odholowano na policyjny parking. Podwładni inspektora spisali zeznania Kostka i Antka. Emocjonujące popołudnie zakończono wzajemnymi zapewnieniami o współpracy i pomocy. Chłopcy wrócili do domu autobusem. Już byli na ganku, gdy Antek przerwał obustronne milczenie. - Żeby było jasne. Maryna i Gośka mają o wszystkim wiedzieć. – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. Dochodziła północ. W domu rozgościła się cisza. Łapa posapywał w przedpokoju. Był na tyle duży, żeby skutecznie blokować wejście do pokoju Maryny. Gdzieś w ciemności szczęknęła delikatnie naciskana klamka. Pies uniósł…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%