Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 9 min czytania

Kosteria, cz.7: Ważna decyzja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kostka obudził tarzający się w pościeli Łapa. Poczuł jak pies oblizuje mu stopę. Poderwał się na łóżku i zgonił rozbawionego psa. Na miejscu, gdzie zasypiała Maryna, leżała tylko spłaszczona poduszka. Chłopak jak oparzony wybiegł z pokoju potykając się o psa. Cofnął się. Wyjął spod poduszki pistolet. Odbezpieczył broń i ruszył do pokoju Maryny. Złe przeczucia nie zawiodły go. Jej łóżko było puste. Dobrze wiedział, że w nim nie spała. Nie zastanawiając się ani chwili przeszukał cały dom, ale nigdzie jej nie było. Bez pukania wpadł do pokoju Antka. Już samo trzaśnięcie drzwiami zbudziło śpiącego ochroniarza. - Co jest? - Maryna zniknęła! - Jak to zniknęła?! – Antek poderwał się z pościeli i chwycił za ubranie. - Zwyczajnie! - Nie wymachuj tak tą bronią, tylko wskakuj w ciuchy. Trzeba ją znaleźć. Antek nie musiał dwa razy powtarzać. Kostek w pół minuty był gotowy. Już w drzwiach przypomniał sobie o komórce. Beznadziejnie wypukał na klawiaturze numer Maryny. Nie odbierała. A czego on się spodziewał? Że potencjalni porywacze to idioci? Antek wyprowadzał swój samochód z garażu. Kostek wskoczył do niego i z piskiem opon odjechali z podjazdu. Nie mieli pojęcia, gdzie jej szukać. Dotarło to do nich przy wyjeździe z osiedla. - Zatrzymaj się, musimy pomyśleć, gdzie…- Kostek nie dokończył zdania. Jego komórka zapiszczała skoczną melodyjką.

ZAPIS ROZMOWY TELEFONICZNEJ - Maryna? Gdzie jesteś? Co się dzieje? – zarzucił dziewczynę pytaniami. - Nic się nie stało…Przepraszam…- dławiła się słowami. – Jestem w parku, tym na sąsiedniej ulicy, przy nieczynnej fontannie… - Nic ci nie jest? - Przyjdź po mnie…Proszę…-załkała.

Zimą o czwartej rano jest jeszcze ciemno. W parku paliły się nieliczne latarnie. Ich światło odbijało się pomarańczowo na wyślizganym śniegu. Chłopcy biegli długą aleją ile sił w nogach. Zwolnili w okolicach fontanny i z bronią w pełnej gotowości weszli w zaułek. Przy zamkniętym wodotrysku stała dziewczyna. Wyglądała zwyczajnie. W pobliżu nie było widać nikogo. Kostek pierwszy przypadł do Maryny. - Maryśka, co się porobiło? – pytał tuląc ją z ulgą. - Przepraszam za ten alarm. Spanikowałam. - Ale dlaczego? - Zabierz mnie do domu. Proszę. – przytuliła się mocniej. Antek taktownie i za razem czujnie nie podchodził bliżej. Domyślał się, co się wyświęciło. Coś zakuło go w środku. Żal? Nie potrafił nazwać tego uczucia.

Kostek i Maryna rozmawiali w kuchni. Być może piąta rano jest odpowiednią porą na podejmowanie życiowych decyzji. Siedzieli na tych samych barowych stołkach, co kilka godzin wcześniej. Szeptali, choć nie wiedzieli dlaczego. Czy bali się mówić głośno o sprawach, które ich połączyły tej zimowej nocy? Kostek z niepokojem w oczach, z duszą na ramieniu słuchał dziewczyny. Błysk zafascynowania jednak nie zgasł pod powiekami. - Spanikowałam…Obudziłam się w środku nocy. W ciemności wyobraźnia wyolbrzymia różne sprawy. Myślałam o tym, co zaszło między nami. O tym, jakie to było niespodziewane i przyjemne. Jak bezpiecznie się czułam leżąc przy Tobie, słysząc Twój miarowy, spłycony oddech. Zrozumiałam, że w tym wszystkim, co się wokół nas dzieje, najbardziej zależy mi na Tobie. O Ciebie się boję, że to Ciebie skrzywdzą kolesie Twojego ojca. Tyle Ci zawdzięczam…- splotła dłonie w koszyczek. – Ale prócz tego, co nas łączy – niebezpieczeństwa, przyjaźni i przeszłości, jest jeszcze to, co dzieli. Wiem, że nie jesteś święty. Poznałam wiele twoich dziewczyn. Na pewno było ich więcej. Od kiedy pamiętam, byłeś dla mnie jak starszy brat. Teraz uczysz w mojej szkole. – wzięła głęboki oddech. – Do cholery z tym wszystkim! Pieprzysz się z moją nauczycielką! – wyrzuciła z siebie gwałtownie i otarła łzy. Kostek nie wiedział jak zareagować. Odruchowo zaczął się bronić. - Maryna, posłuchaj. Pozwól mi wytłumaczyć. – spojrzał jej prosto w oczy. – Miałem z nią romans, nie zaprzeczam. Wiem, co widziałaś, a właściwie jak musiało wyglądać to, co widziałaś w klasie. Wtedy z nią zerwałem. Okłamała mnie. Nie powiedziała nic o swoim mężu. Zabawiła się mną, a ja, idiota, byłem ślepy na wszystko.- głęboki oddech. - Nie kochałem jej. - Ja nie chcę z nikim konkurować. Nie chcę walczyć z dojrzałą kobietą o Twoje względy, bo to walka z przegranej pozycji. Zraniona kobieta jest jak dzikie zwierzę, będzie się mścić i Ty dobrze wiesz, jak może mi zaszkodzić. - Maryna, nie pozwolę Cię skrzywdzić, oblać na maturze czy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%