Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 1 godz. czytania

KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II

Wracają znowu duchy chwil, które przeminęły dziwnych i pokręconych których tu nie chcemy.

Wracają, choć powinny odejść w zapomnienie. Co je tu przywołało? Ja nie wiem i ty nie wiesz.

Jak mary gdy noc ciemna zjawiają się przy tobie. Znów śnisz kolejny koszmar, w potwornym lęku toniesz.

Szarpiesz się w swej pościeli, chcesz uciec lecz nie możesz. Potworny strach narasta. Koszmaru gdzie jest koniec?

Autor: semi

Po ostatnich koszmarach Sławek przestał dążyć do świadomego snu, dochodząc do wniosku, że jeśli będzie miał nastąpić, to nastąpi, a nie wiadomo, czy będzie to dobry, przyjemny sen, czy wprost przeciwnie, więc nie ma sensu starać się o to. Przedtem jego odskocznią od bólu codzienności były właśnie sny. Teraz, gdy tego zabrakło, a na jawie nic nie układało mu się tak, jakby tego chciał, Sławek wpadł w totalną depresję. Większość dnia leżał na wznak w swoim pokoju, słuchając muzyki i starając się nie myśleć. O Magdzie, o szkole, o Magdzie, o maturze, O Magdzie, o studiach. Przede wszystkim o Magdzie. Wspomnienie o dziewczynie, w której zakochał się do szaleństwa, a która nawet nie chciała go znać, sprawiało mu straszny ból. Trzy noce minęły bez żadnego zapamiętanego snu. Czwartej koszmar powrócił. Sławek szedł gimnazjalnym korytarzem. Minęła go wydekoltowana kobieta w zielonej sukni, uśmiechając się do niego smutno. Wyszedł na boisko, gdzie zalało go ostre światło letniego, rozpalonego słońca. Spojrzał na swoje ręce. Były zastanawiająco chude. Uderzył ręką o rękę. Prawica przeszła przez lewą jak przez dym. Rozejrzał się po boisku. Wszędzie widział znajome twarze koleżanek i kolegów ze szkoły. Wiedział już. Śniło mu się, że znów był w pierwszej klasie gimnazjum i miał trzynaście lat. Na ławce wzdłuż linii bocznej boiska siedziała Magda z koleżankami. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, jakby zachęcając go, by podszedł. Zbliżył się, uśmiechając się szeroko i myśląc intensywnie, jakby tu zagadać dziewczynę. W głowie kłębiły mu się dziesiątki błyskotliwych jego zdaniem i dowcipnych tekstów, ale jakoś nie potrafił wybrać tego jednego, jedynego, najlepszego. Był już dwa kroki od Magdy, więc mocno zwolnił kroku. Wszystkie cztery dziewczyny siedzące na ławce podniosły głowy do góry i wpatrywały się w niego. - Cześć, Madzia – rzucił nonszalanckim tonem, udając luzaka. – Świetnie dziś wyglądasz, maleńka. - Dzięki, Sławuś – odparła dziewczyna uśmiechając się zalotnie. W tym momencie poczuł dotyk na biodrach, a sekundę później dziewczyny wybuchły głośnym, niepohamowanym śmiechem. - Patrzcie, jaki mały! – Magda pokazała palcem na jego krocze. - Jak u niemowlaka! – dodała jej koleżanka, zanosząc się śmiechem. Spojrzał w dół i dopiero wtedy zrozumiał powód ich niebywałej wesołości. Ktoś zrobił mu okrutny dowcip, ściągając spodenki razem z majtkami do połowy uda. Stał obnażony przed dziewczynami z małym, zwiniętym w trąbkę penisem. Zaczęło robić się zbiegowisko. Szybko podciągnął majtki i spodnie. Odwrócił się tyłem do dziewczyn, czerwony jak burak, poniżony i wściekły. Zastanawiał się, kto wywinął mu taki kawał. Musiał błyskawicznie odzyskać twarz przed dziewczynami, a zwłaszcza przed Magdą. Na ofiarę wybrał sobie Mateusza, najmniejszego i najchudszego chłopaka w szkole, z którym z pewnością bez trudu dałby sobie radę. - To twoja sprawka, Mateuszku! – krzyknął do niego groźnie. – Nakopię ci za to do dupy! Dopadł do chłopaka i uderzył go w twarz z całej siły. Mateusz nawet nie zmrużył powieki i oddał mu dwa razy mocniej. Sławek padł na ziemię jak ścięty. Pozbierał się z trudem i ruszył na chłopaka. Wziął zamach i wtedy zainkasował kolejny mocarny cios w szczękę. Sławek zwalił się na ziemię jak rażony gromem. Przekręcił się na brzuch i próbował wstać. Jednak Mateusz nie pozwolił mu na to. Dopadł do niego i zaczął kopać gdzie popadnie – w twarz, w brzuch, w jądra, w nos, w ucho. Sławek zalał się krwią. Słyszał dobiegający go głośny śmiech dziewczyn i drwiny kolegów: - Taki mały spuścił mu wpierdol! - Sławek jest kompletnie beznadziejny! - Nie dość, że ma małego ptaszka, to jeszcze nie potrafi się bić! - Dostałby po mordzie nawet od siedmioletniej dziewczynki! Miał już wszystkiego dość. Zwinął się w kłębek i czekał tylko na to, aż Mateusz zlituje się nad nim i przestanie go bić. Ale ten znęcał się nad Sławkiem bez opamiętania. W pewnym momencie kopnął chłopaka tak mocno w bok, że złamał mu żebro. Sławek jęknął głucho. Wtedy usłyszał coś, co całkowicie go dobiło. - Nigdy nie mogłabym być z takim frajerem jak Sławek - usłyszał słodki, wesoły głosik Magdy. - Chłopaki, zdejmijcie mu gacie! – dodała jej koleżanka. – Chcę jeszcze trochę popatrzeć na najmniejszego ptaszka w mieście. Poczuł, że ktoś przewraca go na plecy i brutalnie ściąga mu spodenki. Krzyknął rozpaczliwie. Ciągle wrzeszczał, gdy do jego pokoju wpadł ojciec i zapalił światło. Sławek leżał na swoim tapczanie. Był odkryty i miał spodenki ściągnięte do połowy uda. I kompletnie nie wiedział już, czy to jawa, czy sen.

*****

Następnej nocy Sławek był tak zdenerwowany, że aż do rana przewracał się z boku na bok, nie śpiąc ani minuty. Ciągle myślał o tym, iż jeśli zaśnie, znów może mu się przyśnić coś strasznego. Cały dzień przechodził z bólem głowy, który zamiast maleć, stopniowo narastał do takiego poziomu, że doprowadzał go niemal do szaleństwa. Nie pomagały żadne tabletki. Nawet podwójna dawka ketanolu nie dała żadnych rezultatów. Wieczorem sprawdził ile ma pieniędzy w portfelu. Dziesięć złotych to nie był majątek, ale z drugiej strony mógł za to kupić dwa tanie wina. Niosąc butelki do domu pod kurtką, by ukryć je przed rodzicami, powtarzał sobie w duchu usłyszane kiedyś powiedzenie: „Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie”. Zasnął, gdy druga butelka była opróżniona do połowy, oszołomiony winem i zadowolony, iż ból głowy osłabł. W ostatnich chwilach świadomości powtarzał sobie jak mantrę: „Nie chcę śnić! Nie chcę śnić!” Ale Morfeusz tym razem nie był dla niego łaskawy. Rodzice poszli do pracy, więc postanowił znów dać sobie spokój ze szkołą. „Chrzanić maturę, zdam we wrześniu”- myślał rozbierając się do naga. Wszedł do wanny i napuścił sobie ciepłej wody aż po brzegi. Z satysfakcją spojrzał na swojego penisa. Był długi i gruby, dokładnie taki, jakiego zawsze chciał mieć. Wziął go do ręki i pobudzał powolnymi ruchami. Stopniowo zwiększał tempo. Jego męskość jeszcze powiększyła swoje rozmiary. Zrobiło mu się błogo. Zamknął oczy. Nagle poczuł, że leci w dół. Przerażony otworzył oczy. Otaczała go absolutna ciemność. Nie miał bladego pojęcia, gdzie spada ani ile go dzieli od ziemi. Czuł tylko mocny pęd powietrza. Krzyknął ze strachu, przerażony do granic możliwości. Wrzeszczał tak dobre kilka minut, aż ochrypł. I ciągle spadał, cały czas nabierając prędkości. Nawet nie chciał myśleć co będzie, gdy w końcu spadnie na ziemię. Całe życie przeleciało mu przed oczami. Uśmiech matki. Zabawy z ojcem. Pierwszy rowerek. Gra z chłopakami w piłkę kolo trzepaka. Wakacje pod namiotem. Magda. Wymarzony motorower. Magda. Ucieczka z domu. Magda. Wycieczka do Paryża. Magda. Magda. Magda. W końcu uderzył nogami i tyłkiem o coś twardego. Przeszył go olbrzymi, niewyobrażalny ból. Poczuł się, jakby ciało pękało mu w szwach. Zawył niczym pies, nie mogąc wytrzymać cierpienia. Wszystkie mięśnie i stawy paliły go żywym ogniem. Po chwili, gdy ból minimalnie osłabł, zdołał zebrać myśli. „Może to sen! Może to tylko sen? Jeśli tak, chcę się znaleźć z powrotem w ciepłej wannie!”. Poczuł jak gigantyczna siła wyrzuca go w górę. Błyskawicznie nabrał niebywałej prędkości. Mknął jak rakieta. Chwilę potem znów był z powrotem w wannie. Odetchnął z ulgą. „To jednak tylko sen. A jeśli tak, to mam nad nim kontrolę! Mogę robić co chcę!” Znów wziął do ręki penisa i leniwie go pocierał. Nigdzie nie musiał się spieszyć. Było tak przyjemnie i bezpiecznie. - Cześć, Sławek – usłyszał znajomy głos. Do łazienki weszła jego koleżanka z podstawówki, Agnieszka. Nigdy jej nie lubił, bo była złośliwa, brzydka i donosiła nauczycielom. Nieraz się nad nią znęcał, przezywał, ciągnął za włosy, a nawet kopał, gdy go naprawdę zdenerwowała. To jej pierwszej w klasie zaczęły rosnąć piersi. I to ją zapamiętale obmacywał, chcąc równocześnie upokorzyć dziewczynę i zaspokoić swoje chłopięce podniecenie, nie zważając na jej krzyki i groźby, ze wszystko powie rodzicom i nauczycielom. A teraz zjawiła się w śnie. W jego śnie. Czego od niego chciała? - Dawno się nie widzieliśmy. Stęskniłam się za tobą – powiedziała próbując zrobić seksowną minę, ale i tak wyglądała groteskowo i okropnie jak zawsze. - Chyba żartujesz? – odpowiedział ze śmiechem. – Zdaje się, że raczej nie przepadaliśmy za sobą. - To ty mnie nie lubiłeś. Bardzo przez to cierpiałam. Bo ja cię zawsze kochałam! I nadal kocham1 - No co ty? Jaja sobie robisz? - Wcale nie – odparła Agnieszka pochodząc do wanny, klękając przed nią i opierając się o jej brzeg. - O, ale masz dużego penisa! – zawołała uradowana. – Mój ulubiony rozmiar! Zawsze sobie wyobrażałam, że właśnie takiego masz. Mogę go dotknąć? Nie czekając na odpowiedź zanurzyła dłoń w wodzie, mocno chwytając żołądź członka. - Naprawdę jest super! Taki duży i słodki! Odciągnęła skórkę, ściągając napletek. Przyglądała się chwilę przyrodzeniu, a potem zacisnęła palce na nasadzie członka i rytmicznie poruszała dłonią w górę i w dół. Wbrew swojej woli Sławek dostał olbrzymiej erekcji. Aga wpatrywała się w członka jak sroka w gnat, robiąc wielkie oczy i szeroko otwierając buzie. - Dobrze, wystarczy już tego. Sławek odsunął jej rękę i wstał, chcąc wyjść z wanny. - Wcale nie wystarczy! To dopiero początek! – usłyszał przepełniony nienawiścią głos. Spojrzał na Agę. Jej twarz wykrzywiła się jakby chwyciło ją dziesiątki kowalskich obcęg i każde z nich ciągnęły w zupełnie inną stronę. Straszna, przerażająca twarz uśmiechnęła się w okropny, obleśny sposób. Dziewczyna otworzyła usta, pokazując długie, zakrwawione kły. Sławek krzyknął przeraźliwie. - Mówiłam ci już, że zawsze cię kochałam? Żartowałam! Stalowe place zacisnęły się na członku. Pociągnęły mocno w dół, niemal urywając przyrodzenie. Zawył z bólu. Ciężko opadł na dno wanny. Spróbował się podnieść. Wtedy Aga chwyciła go za głowę. Popchnęła, wciągając pod wodę. Próbował się wyrwać. Bezskutecznie. Zaczął się dusić. Panicznie bił w wodę rękami. Czuł, że zaraz wyzionie ducha. Wtedy na moment chwyt osłabł. Wychylił się na powierzchnie. Nabrał w płuca haust powietrza. Ułamek sekundy później znów był pod wodą. I znów walczył o życie. Śmierć była bardzo bisko, gdy Aga pozwoliła mu się wynurzyć. Nabrał w płuca tyle powietrza, ile tylko zdołał. To tylko przedłużyło jego cierpienia. Znów znalazł się pod wodą. A potem znów na ułamek sekundy na powierzchni, gdy w płucach nie zostało już ani grama tlenu. I tak w kółko, pod wodę i nad wodę, bez nadziei, iż kiedykolwiek to się skończy. Aż w końcu poddał się. Przestał wałczyć. Zapadł w ciemność.

*****

Gdy się obudził, była godzina 13:50. Serce waliło mu jak oszalałe. Musiał się szybko pozbierać, bo zaraz przyjdzie ojciec, a on ciągle leżał w łóżku. Sławek nie chciał, by wydało się, że znów nie poszedł do szkoły. Postanowił jak najdłużej nie spać. Po pierwsze bał się, iż koszmary mogą powrócić, a po drugie miał nadzieję, że jeśli wytrzyma kilka nocy bez snu, to stan umysłu zmieni mu się na tyle, iż jego sny przestaną być straszne. Gdzieś przeczytał, że sny są odzwierciedleniem tego, co przeżyje się na jawie, ponieważ podświadomość w czasie snu przetwarza wydarzenia i bodźce z całego dnia i odpowiednio koduje je w mózgu, utrwalając pewne rzeczy i zapamiętując inne. Marzenia senne są po prostu ubocznym skutkiem tego kodowania. Wynikało z tego, że jeśli zmienią się przeżycia, zmienią się też sny. A jeśli przez kilka dób nie zaśnie, przeżycia i przemyślenia na pewno też się zmienią, wiec i sny również. A wtedy może w końcu odzyska kontrolę nad snami i powróci pełnowartościowy świadomy sen. Wspomagany olbrzymimi ilościami kawy wytrzymał trzy doby bez ani chwili snu, aż w końcu przegrał z własnym zmęczeniem. Pogrążył się w niebyt. Wyszedł właśnie z basenu w aqua parku. Wtedy dosłownie wpadł na trzy piękne dziewczyny w skąpym bikini. To była Magda i jej dwie siostry – Alina i Patrycja. Cała trojka wyglądała przepięknie. Magdalena jak zwykle prezentowała się olśniewająco, a czerwony strój jeszcze bardziej podkreślał jej idealną figurę. Alina była od niej dwa lata starsza, miała większe piersi i średnią budowę ciała Najszczuplejsza była Patrycja, najmłodsza z sióstr, o krótkich włosach, niemal płaskich piersiach i niezwykle zgrabnej figurze. - O, cześć Sławek! – pierwsza odezwała się Magda. – Super wyglądasz w tych obcisłych slipkach. - Dzięki. Ty też, to znaczy wy też wyglądacie rewelacyjnie. - A co ci się w nas najbardziej podoba? – dociekała Magdalena. – Nie odpowiadaj. Wiem, cycki. Bo wy, faceci, zawsze najpierw patrzycie na cycki. Zaśmiały się wszystkie trzy dziewczyny. - Na faktycznie, coś w tym jest – odpowiedział Sławek wlepiając wzrok w jej biust. - Mamy do ciebie gorącą prośbę. Pójdziesz z nami do sauny? Wiesz, jesteśmy fajne dupy i zawsze jak jesteśmy tam same, to znaczy bez naszych facetów, to podrywają nas jakieś fagasy. A jeśli będziesz udawał mojego chłopaka i dobrego kumpla moich siostrzyczek, to dadzą nam spokój. - Ok., nie ma sprawy – chętnie się zgodził. - No to idziemy do szatni się przebrać. Gdy weszli do przebieralni, byli tam sami, ale po chwili weszła do środka znajoma, piękna kobieta, która pojawiała się w większości snów Sławka. Zdjęła szlafrok i zupełnie naga zaczęła się wycierać ręcznikiem kąpielowym, stojąc przodem do siedzącego na ławce chłopaka. Jej czarna, elegancko wygolona w wąski paseczek cipka znajdowała się dokładnie na wysokości wzroku Sławka. Gdy kobieta osuszyła się, założyła zieloną suknię na gołe ciało, poprawiła biust, wzuła buty i spojrzała na chłopaka. Podniosła do góry wskazujący palec w geście ostrzeżenia i ze smutkiem w oczach opuściła szatnię. - Wiesz, że w saunie przebywa się zupełnie nago? – spytała Magda. - Więc zrzucaj mi tu zaraz te twoje ciuszki! Sama pierwsza najpierw zdjęła stanik, a potem majtki. Siostry poszły w jej ślady. Przed Sławkiem stały trzy gołe piękności, a on czuł, że ma niebywałą erekcję. Wszystkie miały wygolone łona, jędrne piersi i bardzo seksowne, chociaż o różnym typie budowy figury. - Dalej, dalej, bo nie ma czasu! Alina i Patrycja pociągnęły go za ręce, ustawiając do pionu, a Magda uklękła przed Sławkiem i zdjęła mu slipki. Duży, gruby członek wyskoczył jak na sprężynie. Dziewczyny uśmiechnęły się na ten widok, ale nic nie powiedziały. - Chodźmy najpierw pod prysznic – zaproponowała Patrycja. Całą czwórką udali się pod natryski. Stojąc obok siebie rozkoszowali się spływającymi po nagich ciałach gorącymi strumieniami wody, obserwując swoje ciała. Wychodząc spod prysznica ubrali się w szlafroki. Sławek otulił się połami swojego i związał sznurkiem w pasie, ale dziewczyny bez cienia skrępowania w szeroko rozchylonych szlafrokach poszły do sauny, a chłopak szedł tuż za nimi. Usiadł na ławce po lewej stronie, rozkładając ręcznik na dwóch stopniach, siadając na wyższym i kładąc stopy na niższym. Dziewczyny zajęły miejsca naprzeciw niego. Szlafroki zostawili na wieszaku przed wejściem do sauny i wszyscy byli kompletnie nadzy. Dziewczyny rozchyliły szeroko uda, podparły się z tyłu i wygięte w łuk wypinały biusty, nie przejmując się tym, iż Sławek nie spuszczał z nich wzroku. Uśmiechały się lekko, jakby ciesząc się z tego, ze są tak bardzo podziwiane przez Sławka, o czym świadczyła jego permanentna, gigantyczna erekcja. Nie zmieniły swoich wyuzdanych pozycji nawet wtedy, gdy do sauny weszło dwóch młodych mężczyzn owiniętych w pasie ręcznikami, którzy zajęli miejsca po obu stronach Sławka i obnażyli się, kładąc ręczniki pod stopy. Wydepilowane do zera, bez cienia wstydu eksponowały swoją kobiecość, czerpiąc widoczną satysfakcję z podniecenia mężczyzn. Pot drobnymi kropelkami spływał po szalenie apetycznych ciałach dziewczyn, przez szyję, krągłość piersi i płaskość brzucha dochodząc do gładko wygolonego łona. Magda przymknęła oczy, chwilę później wyciągnęła do przodu nogi, objęła stopami penisa Sławka i zaczęła go masturbować palcami nóg, nie zważając na obecność pozostałych osób. Zrobiło mu się niezwykle błogo. Zamknął oczy, rozkoszując się pieszczotą. Nagle stopy mocno zacisnęły się na jego przyrodzeniu. Poczuł ból i otworzył oczy. Ze zdziwieniem zauważył, ze pieszczące go stopy są mocno owłosione, Łydki i uda również porastały gęste włosy, a w dodatku nogi były masywne i mocno umięśnione. Spojrzał na krocze Magdy. W ciągu kilku sekund gładko wygolona wagina zarosła, a potem w mgnieniu oka w jej miejscu wyrósł duży, żylasty penis otoczony wianuszkiem poskręcanych włosków. Przerażony spojrzał w górę. Piersi zniknęły na jego oczach, zastąpione przez potężny, męski tors. Przesunął wzrok na twarz Magdy. Śliczne, dziewczęce rysy w mgnieniu oka zamieniły się w kanciastą, brodatą twarz mężczyzny w wieku około pięćdziesięciu lat. Sławek krzyknął przerażony. To nie Magda zabawiała się z nim stopami tylko jakiś brodaty, dobrze zbudowany facet! Obok niego siedziało dwóch grubych, nagich mężczyzn z wielkimi fujarami. Sławek szybko spojrzał w prawo i w lewo. Młodzieńcy po jego obu stronach wyglądali na pedałów i najwyraźniej mieli na niego ochotę, o czym świadczyły lubieżne spojrzenia wlepione w jego twarz, oblizywanie warg i przede wszystkim olbrzymie fiuty w pełnym wzwodzie. Postanowił uciec z sauny, w której nagle z niewytłumaczalnych powodów zniknęły seksowne dziewczyny, a pojawiła się gromada nagich, napalonych facetów. Zerwał się na równe nogi i zrobił dwa kroki w stronę drzwi. - Gdzie?! – ryknął potężny mężczyzna, który jeszcze chwilę temu był Magdą. – Zostajesz z nami! Zabawimy się z tobą! Szybkim ruchem chwycił Sławka za członka i przyciągnął do siebie. - Trzymaj go, trzymaj, Artur! – zawołał siedzący obok niego grubas. – Mamy świeże mięsko! Razem z dwoma młodzieńcami zaczął obmacywać Sławka po pośladkach i jądrach. Chłopak bezskutecznie próbował się wyrwać, ciągle mocno trzymany przez Artura za przyrodzenie. - Puść mnie, pedale! – wrzasnął zdesperowany. - Pedale?! – głośno powiedział Artur. – To my zaraz z ciebie zrobimy pedała! Silne ręce rzuciły go na kolana, a potem popchnęły w przód. Dwóch młodzieńców trzymało go za dłonie, oparte o górny stopień, podczas gdy kolana miał o poziom niżej. - O, jaka ślicznie wypięta dupeczka! – zawołał Artur. – Po prostu rarytas! Chłopaki, rozszerzcie mu nogi. Rozprawiczę go od tyłu! Grubasi posłusznie pociągnęli kolana Sławka na boki i trzymali je w mocnym uścisku. Artur zajął miejsce tuż za plecami Sławka. - Puśćcie mnie, zboczeńcy! Ochrona! Ochrona! Gwałcą! Ratunku! - Krzycz, krzycz! I tak nikt nie przyjdzie – zarechotał Artur, a pozostali mężczyźni poszli w jego ślady. „Cholera, co za okropny sen!” – pomyślał Sławek. – „Muszę się natychmiast z niego wyplątać. A skoro to jest mój sen, to przecież mogę go kontrolować! Niech w tej chwili znikną mi stąd te obleśne pedały!” - Won mi stąd! – krzyknął Sławek. – Macie natychmiast stąd zniknąć! Rozkazuję wam! Macie na to dwie sekundy! To mój sen i ja tu jestem panem! - Słuchaj, kochany Sławusiu – Artur mówił delikatnym głosem, głaskając go po wypiętych pośladkach, jądrach i wewnętrznej stronie ud. – To jest także mój sen. A ja jestem od ciebie silniejszy, misiu…Więc to ja jestem tu panem!!! – wydarł się Sławkowi do ucha tak głośno, że niemal popękały mu bębenki. - Co, boisz się? Tak nagle ścisnąłeś pośladki… Chłopak poczuł mocne parcie na odbyt. Coś wielkiego i twardego próbowało się wedrzeć do środka. Wiedział co to było. Poczuł straszliwy, piekący ból. - Zerżnę cię, malutki… - zamruczał Artur jak kot. – A potem zrobią to wszyscy moi koledzy. Po kolei. Sławek krzyczał z bólu jak opętany. Wrzeszczał długo i przeraźliwie. Bał się jak nigdy w życiu. I cierpiał niesamowicie. W końcu poczuł, jak ktoś wpycha mu do gardła kawałek brudnej szmaty. Krzyk umilkł jak ucięty nożem.

*****

Gdy się obudził, poczuł piekący ból tyłka. Wstał z tapczanu i wtedy zauważył na prześcieradle dużą plamę świeżej, jeszcze nie wyschniętej krwi. - Jak to jest możliwe?! – powiedział sam do siebie. – Przecież to zdarzyło się tylko we śnie! To nie było naprawdę! Powlókł się do łazienki, szeroko stawiając nogi. Bolał go odbyt i całe krocze, ale jeszcze bardziej cierpiał z powodu upokorzenia, którego doznał w saunie. Nie mógł przestać o tym myśleć. Wziął sobie piwo i wszedł do wanny. Wlał ciepłej wody aż po brzegi. Popijając złocisty trunek próbował się rozluźnić. Był zmęczony tak, jakby cały tydzień kopał rowy. Nawet nie wiedział, kiedy pusta puszka wypadła mu z ręki i zasnął.

*****

Sławek siedział przy swoim biurku nad podręcznikiem do historii. Mrok w pokoju rozświetlało tylko słabe światło lampki postawionej na blacie. Próbował coś przeczytać, ale rozmazywały mu się słowa. Zrezygnowany zamknął książkę. I tak już zostało za mało czasu, żeby zdążył przygotować się do matury. Sławek skrył twarz w dłoniach, pogrążając się w czarnych myślach. Nagle poczuł delikatny zapach perfum i równocześnie wyczuł w pokoju czyjąś obecność. Odwrócił się. Tuż za nim stała piękna, długowłosa kobieta w zielonej, mocno wydekoltowanej sukni. Uśmiechnęła się do niego smutno. Potem mocno przytuliła Sławka do dużego, twardego biustu. Jego nos znalazł się w rowku między piersiami. Nozdrza wypełnił egzotyczny, bardzo podniecający zapach. Delikatna, kobieca dłoń pogłaskała go po głowie. Potem odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Odprowadzał ją wzrokiem, patrząc na zmysłowo kołyszące się biodra, opięte świetnie dopasowaną sukienką. Kobieta zatrzymała się i wyciągnęła z torebki białe, koronkowe majteczki. Podwinęła sukienkę do pasa. Krągłe, opalone pośladki ukazały się Sławkowi w całej okazałości. Ślicznotka pochyliła się do przodu, lekko wypinając pupę. Powoli ubrała majteczki, niedbałym ruchem podciągając je w górę. Nie przejmując się wysoko zadartą sukienką i nie odwracając się w jego stronę wyszła z pokoju. Poczuł, że ma erekcję. Odruchowo chwycił się za członka i masował go przez materiał spodni, myśląc o tajemniczej kobiecie, którą spotykał w snach. Wtedy usłyszał seksowny, melodyjny głos: - Cześć, Sławek. Ciągle cię boli? Magda położyła dłoń na jego ramieniu i pochylając się nad nim, spojrzała chłopakowi w oczy. Była ubrana w białą koszulę z wąskim, czerwony krawacikiem i miniówkę w tym samym kolorze. - Tak – odparł niechętnie. - Biedaczku! Tak mi ciebie żal… - Przecież to twoja sprawka! To ty zamieniłaś się w Artura, żeby mnie… żeby… No, wiesz! - No co ty! Gdy pojawił się Artur, ja zniknęłam. Przegonił mnie z twojego snu. Nigdy bym cie nie skrzywdziła., chociaż ty jesteś dla mnie taki zły i okrutny! - Jak to okrutny?! – bardzo się zdziwił. – Przecież ja cię kocham nad życie! Zrobiłbym dla ciebie wszystko, żebyś tylko była szczęśliwa. - To dlaczego mnie zgwałciłeś?! Dlaczego zmuszałeś do tych wszystkich rzeczy? Poczułeś, że we śnie masz trochę władzy, więc zacząłeś ją wykorzystywać! Myślisz, że jesteś bezkarny?! - Nie zgwałciłem cię! – Sławek poczuł krew uderzającą mu do głowy. – Kochaliśmy się! To nie był gwałt! Chciałaś tego tak samo jak ja, więc to było spełnienie naszej miłości! - Jakiej miłości, do jasnej cholery?! Nie chciałam tego! Nie powiedziałam: „Tak, przeleć mnie!”. Więc to był gwałt! Cholerny gwałt! I zapłacisz mi za to! Drogo zapłacisz! - Kochanie, co ty mówisz?! Jeśli nie chciałaś, to mogłaś mi o tym powiedzieć albo dać jakiś znak! Zaraz bym przestał. - Nie mogłam ci powiedzieć, bo to był twój świadomy sen i sterowałeś nim! A łzy w moich oczach nie były wystarczającym znakiem? - Nie patrzyłem ci w oczy… - Gdybyś mnie naprawdę kochał, to byś patrzył! - Przepraszam cię! Bardzo cie przepraszam. Faktyczna zdarza mi się, że we śnie zachowuję się zupełnie inaczej niż na jawie. Czasem sam siebie nie poznaję. - Na jawie będziesz dla mnie zawsze dobry? Zawsze będziesz mnie kochał i szanował?- spojrzała mu w oczy z tajemniczym wyrazem twarzy. - Tak. Zawsze. Do samego końca. - No dobrze – ton jej głosu złagodniał. – Dam ci szansę. Jeśli coś dla mnie zrobisz, przebaczę ci i zaczniemy wszystko od nowa. - Dobrze, nie ma sprawy. Co mam zrobić? – spytał Sławek. - Minetkę. Najlepiej jak umiesz! Magda usiadła przed nim na blacie biurka. Uniosła biodra i zsunęła majtki, które spłynęły po jej nogach na podłogę. Miała gładko wygolone łono i wyraźnie widział duże, nabrzmiałe, czerwone wargi sromowe. Uklęknął przed nią, nurkując głową między udami dziewczyny. Zapamiętale całował, ssał i lizał cipeczkę, wkładając język do środka i od czasu do czasu pieszcząc łechtaczkę. Magda wzdychała coraz głośniej i głaskała go po głowie. Sławek spijała soki dziewczyny i przykładała się jak mógł, by tylko zadowolić dziewczynę. Nagle poczuł silny odór rozkładającego się, ludzkiego mięsa. Szarpnął się w tył, próbując zaczerpnąć powietrza, ale silne uda skutecznie mu to udaremniły. Cipka w mgnieniu oka zamieniała się w wielkiego, sterczącego kutasa, próbującego wcisnąć mu się do ust. Sławek mocno zacisnął zęby. Dłoń w miażdżącym uścisku z taką siłą ścisnęła mu szczękę, że chcąc nie chcąc otworzył usta. Ułamek sekundy później znalazł się w nich olbrzymi penis. Sławek, nie widząc innej drogi ratunku, ugryzł go tak mocno, że aż trysnęła krew. Nacisk ud natychmiast osłabł. Chłopak wyrwał się i rzucił w tył. Na podłodze leżał nagi Artur, zwijając się z bólu i trzymając za obficie krwawiącego członka. Na tapczanie siedziała Magda z miną nieodgadnioną niczym Giagonda Leonarda da Vinci. Spojrzała na niego bez słowa. - To ty go tu sprowadziłaś! Żeby mnie znów poniżyć! Ty, wiedźmo, ty suko! Nie jesteś Magdą! Tylko przybrałaś jej postać, żeby mnie zwieść! Ale teraz to ja cię załatwię! Rzucił się na dziewczynę. Chwycił za szyję i zaczął dusić. Nie broniła się. Nie miałą dość siły. I tak nie byłaby w stanie mu się przeciwstawić. Patrzył, jak ucieka z niej życie. Oczy Magdy zamgliły się. Puścił ją. Bezwładne ciało ciężko opadło na podłogę. Magda była martwa. Wtedy Sławek poczuł silne uderzenie w tył głowy. Padł na podłogę obok trupa dziewczyny. Przekręcił się na plecy. Nad nim stał Artur, który już doszedł do siebie. Z całej siły kopnął Sławka w twarz. Chłopak wrzasnął z bólu. Brodacz nie zwracał uwagi na jego krzyki. Kopał z całej siły gdzie popadło – w twarz, w brzuch, w kolano w genitalia. Podnosił Sławka z podłogi jak piórko i rzucał nim o ścianę. Chłopak nieudolnie próbował się bronić, ale nie miał żadnych szans. Gdy kolejny raz został rzucony o ścianę, zachwiał się, ale jakimś cudem udało mu się utrzymać na nogach. Był pół metra od drzwi. Szarpnął za klamkę i wyskoczył z pokoju jak oparzony. Jednak za progiem nie było przedpokoju. Spadał w ciemną, lodowato zimną otchłań. Krzyczał tak głośno, jakby postradał zmysły. Panicznie myślał o tym, że kiedyś w końcu uderzy o ziemię. I wtedy się obudził.

*****

Spojrzał na zegarek. Była 9:15. Znowu zaspał do szkoły. „Mam to w dupie. Nie idę” – pomyślał sobie. – „Starzy są w pracy, więc się nie dowiedzą”. Cały obolały i zakrwawiony poczłapał do łazienki. Przemył twarz i wtedy ze zdziwieniem stwierdził, że ma rozbity łuk brwiowy, złamany nos i podbite lewe oko. - Zabiłem Magdę! – nagła myśl uderzyła mu do głowy i sprawiła, iż przerażony pobladł. - Nie, to przecież był tylko sen – uspokajał sam siebie. – A tak w ogóle to nie była Magda, tylko jakaś wiedźma! Demon, który się pod nią podszywał! Tak, teraz miał już pewność. Ktoś ewidentnie na niego polował. I chciał go wykończyć. Nie wiedział, jakie są motywy działania jego prześladowcy, ale nie zamierzał się poddawać. „Chce walki, będzie ją miał!” – powtarzał sobie w duchu. – „Wykończę cię, skurwysynu! Zabiję cię, gnoju! Tylko we śnie, ale zabiję!” Sławek zaczął sobie szykować broń, chowając wszystko do szafy. Ciągle powtarzał sobie, że kiedy będzie w trakcie świadomego snu i ktoś będzie chciał go skrzywdzić, szybko pobiegnie do swojego pokoju, otworzy szafę, wyciągnie broń i zabije. Zabije sukinkota! Na jego arsenał składały się: nóż z trzydziestocentymetrowym ostrzem, siekiera, trzykilogramowy młot, bagnet, nóż sprężynowy, duże, metalowe kulki wyciągnięte z łożyska i przede wszystkim jego duma – kupiony za wszystkie posiadane pieniądze dwulufowy obrzyn z garścią amunicji. Sławek nabił go i zabezpieczywszy położył na dnie szafy. Był przestraszony, ale też zdeterminowany. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Nikt nie będzie go prześladował ani się nad nim znęcał! Dosyć poniżania! Czekał, aż sen go zmorzy.

*****

Po dwóch nerwowych, nieprzespanych nocach był tak zmęczony, że zrobiło mu się wszystko jedno. Wypił piwo, by jeszcze bardziej się ogłupić i gdy opadły mu emocje w końcu zasnął. Znajdował się w ciemnym, ponurym hotelu, w którym był już nieraz w swoich snach. Tym razem jednak nie szukał Magdy. Chciał jak najszybciej wydostać się na zewnątrz i znaleźć się w swoim pokoju, gdzie w szafie miał ukrytą broń. Biegał jak oszalały opustoszałymi korytarzami, każdymi napotkanymi schodami zbiegając w dół. Zgodnie z jego obliczeniami pokonał już dwadzieścia sześć pięter, ale ciągle był wysoko nad ziemią, o czym przekonał się, gdy spojrzał przez lufcik na korytarzu. W końcu znalazł się na piętrze, na którym nie było już schodów prowadzących w dół. Zrezygnowany wchodził do różnych pokojów, nie zwracając uwagi na śpiących, odpoczywających czy oddających się w nich miłosnym igraszkom ludziom. Był już zrezygnowany, gdy w kolejnym pokoju wchodząc do łazienki zauważył w niej otwarte drzwi, prowadzące do windy. Wchodząc do niej usłyszał krzyk: - Mam cię, gnoju! To Artur! Odnalazł go i biegł w kierunku Sławka z drewnianą pałką w ręku. Chłopak szybko wcisnął guzik z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
KOSZMAR NOCY CIEMNEJ - cz.II — czytnik · opowiadania