Akcja · 7 min czytania
Koszmarna wizja niedalekiej przyszłości...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstęp. Opisane poniżej wydarzenia nigdy się nie zdarzyły. Czynności bohaterów opieram na swej bardzo niedużej wiedzy medycznej, więc nie gwarantuję, że wszystko jest tak jak być powinno na prawdę.
----------------------------------------------------
- Dwadzieścia jeden! Ostry głoś radiostacji wyrwał kierowcę karetki z półsnu. - Dwadzieścia jeden zgłaszam się. - Róg Białej i Rogoźnej. Sklep spożywczy. Starsza kobieta straciła przytomność. Jesteście najbliżej. - Zrozumiałem, udaję się. Która to już dzisiaj z kolei, pomyślał, przydałoby się coś uczciwego... - Anka wsiadaj. Robota jest! – krzyknął przez okno do wygrzewającej się w promieniach letniego słońca lekarki. Po chwili trzask zasuwanych tylnych drzwi potwierdził, że mogą ruszać. - Co mamy Jasiu? – spytała lekarka zza fotela kierowcy. - Nic ciekawego. Sklep, starsza kobieta, utrata przytomności. - Szlag by ich trafił... Jakiś kiepski dzień dziś mamy.... Daleko jeszcze? - Jak mi się ten koras zaraz nie przesunie, to daleko – odparł załączając dodatkowy klakson do syreny – no! Żeby się człowiek zwykłą karetką przez własne miasto przebić nie mógł... W końcu udało im się wybić z korka i Adam pokazał wreszcie na co stać jego cacko. - Nawet do zwykłych zasłabnięć tak jeździsz? – spytał nieco przerażony sanitariusz z bocznego fotela. - Luzuj Misiek... Jak się kiedyś spóźnimy, to potem będzie kiepsko! - No dobra.... Gwałtowny skręt w przecznicę wcisnął ich w fotele. - To musi być zaraz gdzieś tutaj... – mruknął do siebie kierowca. - Nom... Nawet ktoś macha – odparł sanitariusz- jakie te ludzie miłe niekiedy... - Dobra! Stajemy i do roboty! Syrena ucichła. Anka prawie natychmiast otworzyła swoje drzwi i ruszyła do wskazanego przez kogoś wejścia. W głębi sklepu, w okolicy lodówek z nabiałem, leżała starsza kobieta. Obok niej klęczał ktoś z obsługi sklepu. Podchodząc odklepała standardową formułkę: - Dzień dobry. Anna Milczek, pogotowie ratunkowe. Co się stało? - Dzień dobry. Przyszła jak co dzień na zakupy i nagle bum! – sklepikarz wyglądał na nieźle zestresowanego. - Upadła? - Tak. - Jest cały czas przytomna? - Tak. - Rozumiem. – odparła przyklękając obok niego – niech pan sprawdzi, czy odwiesił pan słuchawkę, bo coś dyspozytorka się skarżyła... Sprzedawca odszedł. Przynajmniej nie będzie przeszkadzał, pomyślała z ulgą. - Słyszy mnie pani? – spytała głośno potrząsając ramieniem kobiety – Słyszy mnie pani? - Hmm...? - Jestem lekarzem z pogotowia. Wezwano nas do pani. Pamięta pani co się stało? – spytała odpinając z klamry przy pasku kołnierz i sprawnie usztywniając jej szyję. - Nie... - Coś panią boli? Michał... Tlen! – syknęła przez ramię do sanitariusza z apteczką. - Głowa mi pęka... i noga jakby inaczej niż zwykle... - Dobrze. Zaraz zobaczymy... Założę pani maskę z tlenem. Ułatwi oddychanie. Kilka głębszych wdechów przywróciło kobiecie trzeźwiejsze spojrzenie w oczach. - Lepiej? Tak... To świetnie. Kolega zaraz zmierzy pani ciśnienie, a ja zobaczę co z tą nogą. Wyuczonym ruchem sprawdziła lewą nogę. Twarz poszkodowanej nie zdradziła nic.