edukacja · 10 min czytania
Kosztorys Emocjonalny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Po kilku długich latach postanowiłem zacząć nową przygodę ze stroną opowiadania.pl. A czy może być lepszy sposób niż wsadzenie kija w mrowisko kontrowersyjnym, choć moim zdaniem nadzwyczaj ważnym tematem, o którym w moim mniemaniu za rzadko się pisze? Tak się bowiem składa, że w wielu miejscach, w tym również na tym portalu, zauważyłem pewną interesującą tendencję literacką, moim zdaniem raczej niepozytywną. Stąd właśnie pomysł, by zastanowić się nad problemem „tanich” emocji.
Opowiadania i poezja, literatura ogólnie, jako specyficzna forma sztuki, za jedno ze swoich zadań przyjmuje wywołanie w odbiorcy emocji, a że paleta odczuć i wrażeń jest nadzwyczaj szeroka, istnieje ogrom możliwości. Ponieważ w życiu nie obcujemy jedynie z pozytywnymi uczuciami, nie ma się czemu dziwić, że teksty nie ograniczają się wyłącznie do tych pozytywnych. Utwór wywołujący szczery smutek lub nostalgię będzie równie cenny, jak ten, który rozwesela lub poprawia nastrój, a kto wie, może i nawet cenniejszy.
Nie jest moim zamiarem krytykowanie pojawiania się zbyt „ciemnych” emocji w opowiadaniach, tak samo, jak nie mam nic przeciwko tym pozytywnym. Jak pisałem wyżej, spektrum możliwości literackich pomieści wszystko. Dodam mimochodem, że bardzo wiele naprawdę wartościowych odczuć kryje się między tym, co jednoznacznie radosne, a w oczywisty sposób smutne, dlatego cieszę się, że ludzie wyprawiają się w te rejony pisarskiej dżungli na swoje poszukiwania, a jeszcze większym podziwem darzę tych, którzy wracają stamtąd z konkretnymi zdobyczami. Problem, o którym tutaj piszę, leży gdzie indziej – w niebezpiecznej tendencji do pójścia na łatwiznę w imię pozornej głębi.
O skrótach i obrazkach
Ludzkie filtry zainteresowania działają według swojego własnego klucza. Ponieważ nasze umysły nie są w stanie przetrawić ciągłego bombardowania informacjami, muszą je sobie jakoś pozycjonować i nadawać im priorytety. W ten sposób dochodzące do nas wieści nie są równorzędne, wręcz przeciwnie, są traktowane w zupełnie różny sposób. I tak niektóre wzbudzają naszą ciekawość, inne znacznie mniejszą, ale zostają dostrzeżone, jeszcze inne tylko szczątkowo zapamiętane, nie wspominając już nawet o kilotonach tych zupełnie pominiętych. Rzecz jasna nie ma w tym niczego złego, piętnowanie naszych umysłów za ich naturalne mechanizmy zwyczajnie mija się z celem.
Sęk w tym, że ubocznym efektem mechanizmu hierarchii informacji, stają się sensacje – zdarzenia, które z wielkim impetem wsuwają się na sam szczyt stosu naszego zainteresowania, często niesłusznie. W ten sposób przykry wypadek, gdzie tir staranował rodzinny samochód, zabijając cztery osoby, wypełni na moment całą uwagę niejednego człowieka. W ogóle opinia publiczna ma tendencję do zmian w sposób „incydentalny”. Wielkie kampanie społeczne i polityczne zaczynają się zazwyczaj po jakimś widowiskowym wydarzeniu (katastrofie, zatruciu, ataku, utopieniu), choć najczęściej samo sedno problemu było dużo starsze niż iskra zapalna.
Część 22 / 2
Choć nie to miało w domyśle być tematem tego felietonu, pozwoliłem sobie napisać te kilka słów o działaniu ludzkiej uwagi, by ułatwić sobie opisanie podobnych procesów na gruncie opowiadań. Warto zauważyć, że w pozycjonowaniu informacji w naturalny sposób wybijają się te negatywne (zwłaszcza różnego rodzaju wypadki, katastrofy i zbrodnie), „lokalne” (ponieważ łatwiej zrozumieć rzeczy bliskie nam i już nam znane) i w jakiś sposób kontrastujące, niepospolite (codziennie ktoś umiera, nie zawsze jednak zostaje zastrzelony na środku miasta).
Na nasze nieszczęście podobną tendencję można zaobserwować w literaturze, zwłaszcza amatorskiej. Za Zbigniewem Herbertem:
są już takie słowa, kolory i rytmy co się śmieją i płaczą jak żywe sztukatorzy przechowują te słowa
Chodzi mi mianowicie o to, że istnieją pewne „skróty literackie”, sposoby na to, by szybko i sprawnie ugrać od niejednego czytelnika mnóstwo emocji, nieraz najszczerzej autentycznych. Opisanie ojczyma tłukącego do nieprzytomności małego synka wzbudzi u większości ludzi najprawdziwsze współczucie, a może nawet złość na jego oprawcę. Pokazaniu bólu związanego z nagłą i niespodziewaną śmiercią ukochanego na pewno będzie bardzo poruszające. Oczywiście nie można tego nazwać jednoznacznie negatywnym, skoro takie działania wywołują jakieś uczucia u czytelników, dlaczego by z nich nie skorzystać? Takie metody istnieją przecież po to, by ich używać, ograniczanie się dla samego ograniczania zwykle nie wychodzi na dobre.
Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, możemy dostrzec niebezpieczną pokusę – jeśli da się namalować słowami piękny, smutny obrazek, czemu by się na tym nie zatrzymać? Tym oto sposobem wielu twórców