Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 7 min czytania

Kot sprawczy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Kot sprawczy{/i}

Motto: {i}„Na nocnym stoliku stała szklanka z wodą. Podniósł ją. - Większość znanych mi kobiet przypomina tę szklankę wody. Ty jesteś morzem.”{/i} Jonathan Carroll, {i}Białe Jabłka {/i}

Z oddali dochodziła do nich, przytłumiona gęstniejącą mgłą, miejska gra świateł. Co rusz kolejny przejeżdżający samochód pozostawiał za sobą rozmytą chmurę warkotów, trzasków, huków. Z dołu słychać było szum niespokojnych fal, obijających się o skały łapczywie wychylające ciekawskie łby.

Marek stał oparty łokciami o chybotliwą barierkę i przypatrywał się jak Magda pakuje czarnego kota do starego, wyświechtanego worka. Kucała tuż przy krawężniku i cicho coś szeptała przestraszonemu zwierzęciu do ucha, głaszcząc go i żegnając, a posępny wiatr rozrzucał czerwoną burzę jej włosów.

- Jesteś pojebana – krzyknął wyjmując z pomiętej paczki ostatniego swego papierosa, po czym zrezygnowanym ruchem wyrzucił go za siebie, by tam rzeka porwała bibułkę i tytoń w stronę morza, objąwszy je najpierw w zachłannym uścisku. Ponurym wzrokiem zmierzył smukłe, zgrabne nogi i przekląwszy w myślach długość spódniczki, pomyślał, że pozory to jednak wspaniała zabawa twardzielów. Doskonale wiedział, dlaczego z nią znów tu przyszedł.

- Ja?

- Normalni ludzie w piątki upijają się i pieprzą w klubach.

- Ty nie rozumiesz.

- Czego? – Krzyknął zdenerwowany, po czym wskazał na szamoczący się worek, który właśnie obwiązywała sznurkiem. – Tego?

- To tylko stylistyczne następstwo.

- Co?

- To przez niego wszystko się wydarzyło. Wszystko. – Z gracją podniosła się i wraz z szamoczącym się zawiniątkiem stanęła przed nim w wyzywającym rozkroku. – Nie rozumiesz, prawda? Ciągle tylko głupio gapisz się na mnie. Ja już nie mogłam znieść widoku tego futrzaka! Wszystko mi przypominał! Jak dzięki niemu się zaczęło i jak przez niego się skończyło. Wiesz, co to znaczy patrzeć na swojego kata? Dzień w dzień. A z każdym kolejnym nienawidzisz go bardziej. Wszędzie widziałam tylko tego samego czarnego kota. – Krzyczała, a wiatr wraz ze słowami porywał kolejne jej łzy.

- Kurwa, nie wierzę, że znów tu z tobą jestem. – Zrezygnowany Marek obrócił się i ruszył w stronę miasta, a zawiedziona Magda spojrzała tylko na jego silne plecy i podeszła do barierki z ruszającym się w rękach workiem. Zwierzę w środku uspokoiło się już, pogodziło z losem, o ile w ogóle to możliwe w takich przypadkach.

- Panta rhei – smutno powiedziała, przyglądając się chwilę później wzburzonej rzece. Przez kilka sekund wychylała się nad barierką starego mostu.

- To jest choroba – krzyknął Marek. – Czarne koty zamiast białych myszek – skwitował głośno, obróciwszy się do niej, szedł tak, nic nie zważając ani na chodniki, krawężniki czy też ulicę.

Magda znów spojrzała na Marka, na sylwetkę kroczącą tyłem wprost na czarnego kota przechodzącego dokładnie między nim a rozpędzonymi światłami, przerażonymi ślepiami ciężarówki.

I znów to dziwne, nieokreślone wrażenie, że pamięta tę scenę, to, co zaraz miało się wydarzyć, ile kolejnych bezsennych nocy na nią czeka. Najpierw telefon kierowcy ciężarówki, jego bełkot i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kot sprawczy — czytnik · opowiadania