Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 11 min czytania

Kot - terapeuta

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Piła z tego blaszanego kubeczka już 15 lat. Piła mleko albo czekoladę. Kawy nienawidziła. Kiedyś, próbując, sparzyła sobie wargi. „Nigdy więcej” pomyślała i całe życie usilnie trwała w postanowieniu. Aż do teraz. Mały blaszany kubeczek zniknął. Bez śladu. W rozpaczy przeszukała wszystkie kąty, zajrzała pod kanapy i fotele. Kubeczka nie było.

Dopiero teraz uświadomiła sobie, że jest stara. Zaczęły boleć ją ręce. Czuła jakby miała tam małe opiłki żelaza. Bolały kości. Pojawiły się koszmary- blaszane kubeczki chichotały, blaszane kubeczki tańczyły, wielki wieloryb z blaszanych kubeczków otwierał paszczę, aby ją pożreć. Nie kupiła nowego kubka. Już nie piła. Znalazła ukojenie w jabłkach. Codziennie wychodziła na targ, kupowała świeże owoce. Lubiła je, ale z każdym kęsem ból i rozpacz były coraz silniejsze. Tęskniła za kubeczkiem. Wiedziała, że razem z nim, zginęło coś ważnego.

Lekarz zalecił jej czarną kawę. Mocną. Dziwiąc się sobie, wzięła z półki pojemnik i nasypała cztery łyżeczki i zalała wrzątkiem. Gorący płyn wypełnił jej płuca, a drażniący zapach wkradł się w każdy zakamarek mieszkania. Przygryzła wargi do krwi, postanowiła nie kaszleć. Zaciągnęła się ostrym aromatem.

Dwie godziny później leżała płacząc. Złamała dane sobie słowo. Teraz była nikim, nie miała nic. Gryzła wargi i połykała krew. To był jej nawyk z dzieciństwa. Lubiła ten smak metalu. Kiedyś gryzła się po rękach, rozdrapywała strupy, ale nic nie smakowało tak dobrze, jak krew z ust. Robiła to wszystko z bólu. Często otaczały ją góry miedzianych pieniążków, rozrzuconych dziecinnych ubranek, puste opakowania po ryżu i czekoladzie. Bolało ją to. Bardzo. Żeby sobie ulżyć często chodziła na rynek i patrzyła jak zabijają kury. Skubią piórko po piórku. Albo ryby. Bardzo chciała być bezzębną handlarką ryb, zabijającą karpie na Wigilię. Ta jej wymarzona handlarka zawsze miała zimne ręce.

Siedziała przy wyszorowanym orzechowym stole. Do oczu powoli napływały kawowe łzy. Kiedy pijała czekoladę, były czekoladowe. Nie chciała ich połykać, ale bezwolnie to robiła. Jedna myśl nie dawała jej spokoju. Czemuniemamprzyjaciółniezostałamhandlarkąryb? Nie pamiętała, kim była przed piciem z blaszanego kubeczka. Coraz częściej były luki w pamięci. Nie męczyło jej to. Cieszyła się, że może Niepamiętać.

Ręce bolały coraz bardziej. Już nie mogła nosić toreb z jabłkami. Kupiła rybę. Żywą. Karpia. Położyła go w czerwonej misce. Długo na niego patrzyła. Wzięła nóż i przecięła nić życia. Oko nadal spoglądało błagalnie. Nawet, gdy było nieżywe. Jej biała wanna przybrała barwę szkarłatu. Zanurzyła ręce. Nie bolały. Posmakowała krwi. Poczuła śmierć. Z rozpaczy zasnęła przewieszona przez wannę.

Rano miała gorączkę. Pomyślała, że warto odwiedzić sąsiadów. Może pozwolą zapomnieć o rybie. W nocy śniło jej się oko patrzące ze złością. Rybie oko. Obwiązała wstążkami ręce. Czerwonymi. Ulubiony kolor. Czerwony. Szkarłatny. Krew. Sprawdzała, jak wyglądałaby jako martwa. Nagle rozwiązała wstążki. Nie umiałaby być martwa. Nigdy.

Wiatr wyrwał okiennice. Patrzyła przez niezasłonięte okno. Bawiła się niezatemperowanym ołówkiem. Wbijała go sobie w palce. Założyła szalik i rękawiczki. Wyszła. Przeszła przez ugory za domem. Lubiła jesienny wicher. Trzaskające okna, zbite szyby, przewrócone śmietniki. Czasami zbierała kawałki szkła. Robiła witraże z kolorowych szkiełek. Ktoś jej powiedział, że są ładne. Przestała. Poszła do sklepu z przyprawami. Kupiła laskę wanilii i cynamonu. I jeszcze goździki. Wszystko było lekko gorzkie, gryzące. Skierowała się do kawiarni. Wzięła sobie kostkę cukru i wyszła. Zawsze miała poczucie, że robi coś złego, zabierając cukier.

Wróciła do domu i zjadła cynamon. Usiadła przy biurku i wyjęła Wspomnienia. Kartkę z Berkley, stary samochodzik, papierek po cukierku. Trufle. Przyszła przyjaciółka Nostalgia. Przytuliła się do niej bardzo mocno. „Jesteś jedyna” szepnęła. Trzymała Nostalgię jeszcze długo za rękę. Nostalgia pomogła położyć jej się spać, zrobiła kolację. Następnego dnia zniknęła. Nie płakała już, przyzwyczaiła się do tego, że przyjaciółka odchodziła. I do tego, że wystarczyły Wspomnienia, aby ją przywołać.

Na progu znalazła żółtą karteczkę. Bardzo jej się spodobała, postanowiła wsadzić ją do kieszeni. Na karteczce była narysowana ołówkiem główka kota. Lubiła koty. Nigdy żadnego nie miała, ale kiedyś dokarmiała bezdomne dachowce. Schowała karteczkę, poszła na zakupy. Kupiła mleko, karmę dla kotów, paprykę, cynamon i tabletki na ból gardła. Po wyjściu ze sklepu zastanawiała się, po co jej mleko i karma. Zupełnie niepotrzebne. Nagle zabolały ręce. Usłyszała pomruk. Kot. Kot siedział przy sklepie i patrzył na nią ciemnymi oczami. W tych oczach odbijał się jej czerwony szalik. Wystraszyła się. Czerwony szalik wyglądał jak świeża krew w oczach Kota. Popatrzyła na torbę z zakupami, poczuła ból w rękach, wyjęła ciężkie mleko i karmę. Zostawiła to na chodniku. Przyspieszyła kroku. Odwróciła się, Kot siedział na przewróconym kartoniku i otwierał łapą karmę. A-B-S-U-R-D pomyślała. Odeszła.

Następnego dnia, Kot siedział na jej oknie. Przycupnął cichutko, czekał aż go zauważy. Właśnie jadła śniadanie. Piła mocną kawę, nie wzdrygała się, zachowywała się tak, jakby to lubiła. Gryzła chleb pszenny…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kot - terapeuta — czytnik · opowiadania