Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kultura · 8 min czytania

Kotlet sojowy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Danny nie chciał się dostosować. Nie akceptował takiego siebie. Nie dopuszczał. Gdy pojawiała się myśl o normalności, eliminował ją za wszelką cenę. Po swoim trupie. Mimo że nie bardzo wiedział jak i od której strony. Brał się do pracy, zagrzewał do walki. Mobilizował się. Musiał to zrobić teraz. Bo niby kiedy indziej? - To wszystko jest do dupy! Kurwa... Czego ja się spodziewałem? Poznał Sida i od tej pory obydwoje dążyli. - Doorbell cholerna speluna, kurwidołek dla bogatych. Doorbell jak bardzo chciałbym w Tobie zagrać nie wie nawet nikt. Na zewnątrz z wrażenia bebechami cię wybebeszyć. Rzucić na kolana wszystkich krytyków, co nie wiedzą nic. Ooo... Doorbell dam ci swoją muzyką a ty mi sławę w zamian. Doorbeee...lll... Łysy Tom popatrzył ze zdziwieniem. - Zrozumiałem... tak, zrozumiałem. Postaram się, jasne... Więc chcecie zagrać w Doorbell? Chcieli. - Mam tam dojścia. Próba się skończyła. Danny spakował sprzęt i poszedł tą samą drogą, co zawsze, mijając jak zawsze to samo centrum handlowe, które pojawiło się pewnego dnia znienacka, jak ufo mrugając zalotnie światełkami i przykuło dozgonnie uwagę wszystkich rządnych wrażeń ze spotkania trzeciego stopnia. Wszedł do środka przez szklane drzwi na fotokomórkę. Ach! – zachwycił się – jak ta technika poszła do przodu! Minął ochroniarza w czarnym zmechaconym swetrze z naszytymi na ramionach łatkami ze skórki i wyhaftowaną na złoto ręczną aplikacją – OCHRONA. Ochroniarz mierzył przechodniów wzrokiem surowym, rzucał gromy ze szczytu mięśni i nie mrugał nawet, by te gromy mogły się sypać gradem. Nie przełykał śliny, nie wydawał odgłosów, od dźwięczenia miał krótkofalówkę. I ponad wszystko czekał, odliczał czas w myślach, do momentu, w którym lampki bramki sklepu naprzeciwko zaczną dawać mu sygnały świetlne. Znienacka pojawi się na miejscu zbrodni i zmiażdży kark niedoszłemu przestępcy swym metalicznym uściskiem i stanie się dzień! Tak! Stanie się super-hiper-duper-bohaterem. Gazety rozśpiewają się na jego temat przy okazji rozwijając problem przestępczości wśród młodocianych. Nie lubił młodocianych i z tego też powodu, jak i wielu innych, Danny wzbudził w nim obrzydzenie. Danny zagłębiał się w jaskinię rozpusty. Zaczęło się od sklepu z zabawkami i ubrankami dla dzieci. Konsumentów trzeba sobie hodować od żłobka. Zrozpaczone dziecko szarpało mamę za rękę po sklepie. A może karteczkę? Babcia miała już imieniny. Zeszycik? Ma dużo zeszytów. Książeczkę? Słowo zucha, że będzie czytało. Jaskrawe grzbiety książek proszą o pogłaskanie i wkomponowanie w gamy kolorystyczne okładek zajmujących już swoje miejsce w biblioteczce w domu. Kobieta wyniosła wierzgające bezradnie nogami dziecko ze sklepu. - Mamusiu, kup mi coś! - Koniec zakupów! Tłum mrowił się od witryny do witryny z żalem analizując w myślach zawartość portfeli. Konsumujące konsumentów sklepy krzyczały: „więc choć pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko!”. Żółto-niebieskie firmowe koszulki wyrastały za witrynami jak przebiśniegi na wiosenną promocję, a wielka gęba tłumu pochłaniała bezmyślnie dania podawane jej pod nos na talerzu – niedomytym zresztą. Dzisiejsze danie główne to w paski kolanówki z dodatkiem białych sandałek z cyrkoniami, zgrzytającymi między zębami, a na przystawkę majtki z koronkowym motylem, bo takie się teraz nosi i trzeba bezwzględnie takie mieć, zanim upowszechnią się na tyle wśród plebsu, że noszenie ich będzie obciachem. A do tego spodnie , które przy kucaniu zjeżdżają do pół-tyłka pokazując niczego się nie spodziewającym, nieprzystosowanym, nie zaadaptowanym starszym panom to i owo i potem masz ci babo placek! Zawał jak w mordę strzelił z gumki tych majtek z motylem. Czuwaj Panie nad ich znoszoną duszą. Tłum był dobry z rachunku. Pieniądze z ręki do ręki z ponaddźwiękową prędkością przesuwał w ciemnością pod ladą, w przebieralni chował, pożądał dziko, molestował i miętosił do zagnieceń w kieszeniach podczas liczenia ukradkiem. Danny wyszedł na zewnątrz. Nie udało mu się kupić chleba. Może…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Kotlet sojowy — czytnik · opowiadania