Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 41 min czytania

KRĄG BERTIEGO cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wydobyte ciało miało wyraźne znamiona początkowej fazy rozkładu. Niegdyś piękna i gładka skóra obecnie pełna była plam, przebarwień i brudu. Kobieta nie miała na sobie skrawka ubrania mogącego ochraniać jej nagość. Czarne ociekające wodą włosy, opadały na bladą i jakby wyjątkowo czystą twarz. Jeszcze na nabrzeżu rozpoczęły się badania ciała mające na celu dowiedzieć się więcej o zgonie jego przyczynach i ewentualnym sprawcy. Kilka osób kręciło się dookoła pobierając próbki i robiąc szczegółowe fotografie i filmy. Frank stał obok wpatrzony przede wszystkim w nieruchomą i zimną twarz. Wczorajszego wieczora dowiedział się o jej śmierci, jednak dopiero teraz mógł powiadomić odpowiednie służby by te wydobyły ciało z dna rzeki. Miała na imię Helena i podobnie jak mityczna żona Menelaosa mogła nie jednemu mężczyźnie zawrócić w głowie. Kilka dni temu została porwana z własnego domu przy użyciu zaawansowanej i bardzo skomplikowanej magii. Demag bardzo szybko dowidział się o tym, iż dziewczyna nie żyje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż nagle pojawił się człowiek, który wskazał mu namiary na podejrzanego o to morderstwo. Przedstawił się jako Wolf, ale Frank był pewien, że nie mogło być to jego prawdziwe nazwisko. Chudzielec, którego odnalazł dzięki jego wskazówkom okazał się mieć na sobie ślady DNA dziewczyny a także fragmenty jej ubrania, cząsteczki perfum i niektórych kosmetyków. Pojedynek w kręgu Bertiego widziało przynajmniej kilkunastu świadków w tym tajemniczy Wolf. Frank pokonał chłopaka łamiąc mu ręce i nogi, jednak nie zadał śmiertelnego ciosu. Chłopaka zabiło silne zaklęcie w jakiś niewytłumaczalny sposób rzucone na niego wewnątrz kręgu. Wszyscy znający magię wiedzieli, że nie ma możliwości jakiejkolwiek inkantacji dopóki krąg nie zacznie się zapadać. Świadkowie widzieli, jak Frank łamał kończyny uzbrojone w krótki miecz. Ból i dekoncentracja przeciwnika mogła sprawić, że krąg się zapadł. W tej samej chwili Frank miał rzekomo użyć zaklęcia uśmiercającego. Jako demag miał do tego pełne prawo, bronił w końcu swego życia. Nikt z policji i przełożonych nie zakwestionował jego metod i sposobu działania. Podejrzany i ofiara nie żyli. Sprawa wydawała się zamknięta jednak Frank miał coraz więcej pytań. Był pewien, że w tym wszystkim maczał palce jakiś potężny mag. Porwanie z domu za pomocą magii nie jest szczególnie trudne, jednak pokonanie zasad kręgu Bertiego było czymś niemożliwym. Właśnie, dlatego demag nie mógł tak po prostu odejść nie przeprowadzając własnego śledztwa. Zanim ciało wylądowało w czarnym worku, raz jeszcze obejrzał je starając się dostrzec jakiś szczegół mogący przybliżyć go do odpowiedzi na dręczące go pytania. Niestety nie znalazł niczego, dlatego postanowił zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robił. Pogrzeb Heleny odbył się po trzech dniach. W kaplicy Frank naliczył najwyżej pięćdziesiąt osób. Rodzice stali za trumną i co chwilę chowali twarz w dłoniach. Po kremacji odebrali urnę z prochami i zaczęli przyjmować kondolencje. Frank ustawił się w kolejce i bacznie obserwował zgromadzonych. Doskonale słyszał szepty ludzi w kółko powtarzających, iż dobrze, że zabił skurwiela, który pozbawił życia Helenę. Kilka osób nawet podeszło do niego z krótkimi gratulacjami, jakby dokonał czegoś godnego pochwały i splendoru. Rodzice Heleny uścisnęli go jakby był członkiem rodziny i od razu zaprosili na stypę. Frank przyjął zaproszenie zastanawiając się czy w czasie obiadu dowie się czegoś użytecznego. Wychodząc z kaplicy Frank ciągle rozglądał się jakby oczekiwał, iż prawdziwy morderca będzie musiał obserwować pogrzeb i sprawdzić, czy ofiara na pewno została pogrzebana. Wsiadając do samochodu zobaczył człowiek czającego się nieopodal drzewa. Wzmocnił swój wzrok i momentalnie zobaczył, iż człowiek filmuje ich wszystkich kamerą łapiącą wszystkie spektra w najwyższej rozdzielczości. Wsiadł do samochodu szybko zaprogramował trasę i wyskoczył na zewnątrz z drugiej strony. Kolumna aut ruszyła, podczas gdy demag biegł pochylony wzdłuż samochodów. Kilka osób wskazywało go palcami, a jedna pani nawet uchyliła okna pytając, co takiego robi. Gdy Frank znalazł się na wysokości drzew i człowieka filmującego pogrzeb. Zatrzymał się następnie jednym gładkim susem przeskoczył jadące samochody i znalazł się obok drzew. Mężczyzna wciąż tam był ze swoją kamerą wycelowaną w jadące pojazdy. - O Boże – jęknął gość zza drzewa i zaczął uciekać. Nie był magiczny, Frank momentalnie wyczuł, że ma do czynienia ze zwykłym człowiekiem. Dla niego demag musiał pojawić się niemal znikąd, lądując ledwie metr od niego. Postanowił nie chwytać od razu zdobyczy, ale poczekać, dokąd go poprowadzi. Mężczyzna uciekał ile sił w nogach a Frank musiał przyznać, że nie był powolny. Na ucieczkę rzecz jasna nie miał szans, ale dla Franka również nie był to spacer. Biegli tak dobre kilka minut, gdy tamten dopadł samochodu. Złapał za klamkę i już miał znaleźć się w środku, gdy Frank przyspieszył, podskoczył i znalazł się przy drzwiach zanim uciekinier zdążył je zamknąć. Demag złapał go za ramię i wyciągnął z samochodu na chodnik. Mężczyzna ciężko dyszał, ale nie to było teraz najważniejsze. Na twarzy miał wyraz przerażenie, jakby goniła i dopadła go sama śmierć Miał najwyżej trzydzieści lat, okrągłą, zalaną potem twarz, na której w chwili obecnej policzki wręcz świeciły czerwienią. Oczy niebieskie, wytrzeszczone w geście przerażenia mierzyły postać Franka spodziewając się najgorszego. Krótkie włosy ścięte na jeża polepiły się od potu, ale wciąż stały jakby ten ciężar nie robił na nich żadnego znaczenia. Niebieska koszula przepocona była w kilku miejscach, ale czarne spodnie nie zdradzały oznak przemoczenia. Lekka nadwaga musiała towarzyszyć mu od wielu lat. Wyglądał na takiego, który na śniadanie zjada przynajmniej cztery pączki i kawę z poczwórnym cukrem. - Nie zabijaj mnie!!! Błagam!!! – wrzeszczał zakrywając twarz. Zaczął rozglądać się nerwowo dookoła, wyglądając skądkolwiek pomocy. Na parkingu na jego nieszczęście nie było żywej duszy. - Uspokój się – powiedział Frank i wyciągnął legitymację. To jednak zamiast uspokoić leżącego sprawiło, że bał się jeszcze bardziej. Pojawiły się łzy w oczach. - Jestem demagiem, nic ci nie zrobię – powiedział i ponownie wyciągnął legitymację raz jeszcze wysyłając impulsy do głowy zatrzymanego. Mijały długie sekundy, podczas których oddech zatrzymanego powoli zwalniał, a oczy zmniejszały się do normalnych rozmiarów. Demag pomógł mu wstać, pozwalając oprzeć się o maskę samochodu. - Kim jesteś i dlaczego filmowałeś pogrzeb? – zapytał po chwili Frank starając się by głos był stanowczy, ale nie agresywny. - Nazywam się Tom… Tom Tramiel, jestem dziennikarzem. – wysapał. Frankowi wydawało się to dziwne. Przecież ofiara nie była nikim sławnym. Nie pochodziła z żadnej znanej familii, nie była również bogata czy wpływowa. Nie było tez tam nikogo znanego, kim mogłyby interesować się gazety i brukowe portale. - Kogo chciałeś zobaczyć na tym pogrzebie? - Sam nie wiem… – jąkał się, ale nie starał się zmyślać – nie bardzo chce mi się wierzyć, że ta kobieta została zabita przez jakiegoś chłystka bez wyraźnej potrzeby. Myślałem, że się czegoś dowiem. - Dlaczego ci na tym tak zależy? – pytał dalej Frank. - Helena była moją koleżanką… znaliśmy się jeszcze ze studiów. – wyszeptał opuściwszy wzrok. Frank momentalnie pojął, że słowo koleżanka było starannie dobrane. Mężczyzna był, lub chciał być kimś bliższym niż kolegą czy nawet przyjacielem. Zrozumiał, czym się kierował przychodząc tu i nastawiając na zgromadzonych nad trumną ludzi obiekt kamery. On podobnie jak Frank nie wierzył, iż sprawa morderstwa została wyjaśniona. Różnica między nimi była taka, że dziennikarz to podejrzewał, demag zaś był tego pewien. - Prowadziłem to śledztwo – powiedział Frank i teraz to jakby on sam się trochę zawstydził. - I wierzysz w to, że ten dzieciak zabił Helenę, bo ta nie chciała z nim być? - Nie – odpowiedział krótko Frank. Nie było sensu kłamać. Zawód dziennikarza ma często wiele wspólnego z śledztwem, dlatego taki sojusznik mógł być użyteczny. Chwilę później Frank wiedział, że postąpił prawidłowo. Twarz Toma rozjaśniła się ukazując bielutkie, równe zęby. - Chce pan zobaczyć, co odkryłem? Demag potaknął i chwile później dziennikarz nakazał swemu samochodowi, by zawiózł ich do najbliższego baru. Miraż był małym przytulnym miejscem goszczącym głównie fanów sportu przychodzących tu wieczorami, by w towarzystwie znajomych obejrzeć mecz ulubionej drużyny. Był praktycznie pusty nie licząc przytulonej do siebie pary kryjącej się na narożnej kanapie. Siedli w jednej z wnęk mogącej na upartego pomieścić nawet dziesięć osób. Tom zamówił duży dzbanek piwa i zaczął opowiadać. - Jak mówiłem, poznałem Helenę na studiach. Byliśmy w jednej grupie… rozumie pan razem uczyliśmy się, włóczyliśmy się po knajpach. Pan wie, ja wiem… nie musze tłumaczyć. Studia się skończyły, kontakt się urwał. Dziennikarz zamoczył usta w szklance, a Frank był nieco zaskoczony tym jak szybko można wypić połowę szklanki. - Spotkałem ją kilka tygodni temu – kontynuował – Nie poznałem jej, była jakaś zmęczona, jakby odurzona. - Nie rozumiem – przerwał Frank. - Helena zawsze była bardzo pogodna i wesoła. Promieniowała z niej radość życia i chęć przeżywania kolejnego dnia. Tymczasem to, co zobaczyłem te kilka tygodni wcześniej było zupełnym zaprzeczeniem jej osobowości i stylu bycia. - Może przeszła załamanie nerwowe, może odszedł ktoś jej bliski? – Frank próbował podsunąć najprostsze rozwiązanie. - Tez tak pomyślałem, ale nic takiego nie miało miejsca. Pytałem ludzi, którzy utrzymywali z nią bliższe kontakty. Jednak z koleżanek twierdziła, że Helena w coś się wpakowała… niestety nic więcej się nie dowiedziałem. - To wszystko za mało – skwitował demag – jakieś przeczucia, puste słowa czy zmiana zachowania nie będą nic warte jako dowody czy poszlaki. - Racja – odpowiedział dziennikarz i znów pociągnął ze szklanki – W poprzedni piątek zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie i to jak najszybciej. Najdziwniejsze było to, iż nie rozmawialiśmy ze sobą kilka lat, tymczasem mówiła do mnie jakbyśmy ostatnią rozmowę odbyli kilka dni wcześniej. Spotkaliśmy się w Lagunie i było to najdziwniejsze spotkanie, jakie kiedykolwiek odbyłem. Słowa dziennikarza zainteresowały Franka. - W chwile po tym jak przywitaliśmy się odpowiedziała mi bardzo oficjalnie, że nie będzie zainteresowana moją propozycją, wstała i momentalnie odeszła bez słowa pożegnania… trzy dni później już nie żyła… Frank zrozumiał, że w tym zachowaniu było coś ważnego. Ta dziewczyna chciała mu coś powiedzieć, ale nie mogła, bo zapewne miała niewygodnych świadków lub nawet podsłuch. - Czy zgodzi się pan na użycie zaklęcia Mens-audi? - A co ono robi? – zapytał trochę przestraszony Tom. - Rzucając na pana to zaklęcie – mówił Frank jednocześnie wyciągnął monetę i obracał ją w palcach – będę w stanie niejako wejść w pana umysł. Wspomnienia tamtego momentu zostaną odtworzone dokładnie tak jak je pan pamięta, a może nawet dokładniej. Chciałbym zobaczyć ten moment, bo wydaje mi się on ważny. Dziennikarz niewiele myśląc potaknął ochoczo głową jednak policzki jego nieco pobladły. - Co mam robić? - Nic, wystarczy, że pozwoli mi pan to zobaczyć. Proszę się nie bronić, bo wówczas nic nie ujrzę. Jednocześnie obiecuję nie zaglądać w inne zakątki pana umysłu. Demag swym zwyczajem przykleił monetę do dłoni, którą umieścił na czole Toma. Wyglądało to tak jakby starał się zmierzyć mu temperaturę. - Zamknij oczy i przypomnij sobie tamtą chwilę – powiedział Frank, następnie szepnął inkantację. - Mens-audi. Zawsze, gdy używał tego zaklęcia czuł się skrępowany. Wchodził przecież w umysł innego człowieka. Mógł poznać jego najskrytsze tajemnice, rządze i pragnienia. Nie pomylił się oceniając wcześniej intencje dziennikarza. Pierwsze, co poczuł to silne emocje i uczucie, jakim darzył zamordowaną kobietę. Zobaczył ją przed oczami zadowoloną, uśmiechniętą i o wiele młodszą. Demag domyślił się, iż musi być to obraz z przed wielu lat. - Pomyśl o spotkaniu – szepnął pod nosem, co jednocześnie dotarło do umysłu Toma. Pasaż handlowy z stolikami i skórzanymi kanapami wyłonił się z odmętów myśli. Dotarł do Franka ludzki zgiełk, odgłosy reklam i zapach świeżo parzonej kawy. Siedział przy stoliku i wpatrywał się w nadchodzącą kobietę. Demag widział filmy i hologramy kobiety, ale żaden z nich nie pokazywał w pełni jej piękna. Lekko pofalowane włosy sięgające za ramiona sprężyście podskakiwały przy każdym kroku, co od razu zdradzało zdecydowany i mocny charakter. Brązowe oczy otoczone były bardzo delikatnym, jednocześnie eleganckim makijażem. Usta mięsiste i pełne były gotowe do pocałunku. Figurze nie można było niczego zarzucić. Piersi podskakiwały podobnie jak włosy zaś biodra pracowały jakby fitness i sala gimnastyczna były ich drugim domem. Ubrana w żakiet i spódnicę do kolan jawiła się jako bizneswoman wysokiej klasy. W tej kobiecie musiało kochać się wielu mężczyzn. Frank momentalnie zrozumiał dziennikarza i jego wciąż gorące uczucia. - Cześć Tom, jak żyjesz? – zapytała zanim siadła naprzeciw dziennikarza. - Dorze, jakoś leci do przodu… Wyglądasz naprawdę świetnie. Helena najwidoczniej przywykła do takich komplementów, bo jej dziękuję było automatyczne, a Frank był pewien, że sekundę później nie pamiętała już o usłyszanych słowach. - Słuchaj chciałam się z tobą spotkać, bo… Urwała nagle i utkwiła wzrok gdzieś nad głową Toma. Demag momentalnie dostrzegł zmianę na jej twarzy. Kobietę wyraźnie coś przestraszyło. Opuściła wzrok, podczas gdy Tom mówił coś, że jest mu miło i przyjemnie ponadto, że zawsze może do niego dzwonić, gdy chce się spotkać. - Bardzo dziękuję za spotkanie, ale chyba nastąpiła pomyłka – powiedziała Helena przerywając Tomowi wpół zdania – nie będę zainteresowana pana propozycją. Tom oniemiał i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Kobieta wstała, odwróciła się i zniknęła w tłumie. Demag zobaczył jednak coś, czego Tom zapatrzony w jej oczy, usta i piersi nie był w stanie dojrzeć. Dziewczyna zostawiła coś pod stolikiem. Prawdopodobnie przykleiła coś pod blatem stołu w nadziei, że jej zakochany kolega zobaczy to i odbierze. - Wystarczy – powiedział do Toma i obaj wrócili do stolika z dzbankiem piwa. - I co zobaczyłeś? – zapytał dziennikarz, jakby Frank dokonywał jakiegoś badania, od którego może zależeć jego życie. - Jedziemy do Laguny – zawyrokował demag i od razu wstał. Dziennikarz zebrał się w pośpiechu dopijając swoje piwo. Frank był pewien, że Tom Tramiel nie grzeszy nadmierną inteligencją i rozumem. Mimo to poczuł do niego nić sympatii. - Powiedz, co zobaczyłeś? – dopytywał się Tom, gdy siedzieli w samochodzie. Frank śmiał się w duchu. Tylko zaślepienie miłosne mogło sprawić, iż Tom stał się aż tak ślepy. Nie zobaczył tak wyraźnego ruchu popartego jeszcze na dodatek dwoma lekkimi stuknięciami w blat. A może on sam zauważył to, bo jest detektywem, może zwykli ludzie nie zwracają uwagi na tak drobne ruchy i zachowania? Odpowiedź znajdowała się po drugiej stronie blatu restauracji Laguna. Gdy dojechali na miejsce Frank zauważył, że wystrój sali jest zupełnie inny niż pamiętał to z myśli Toma. Restauracja była bardzo elegancka i bardzo duża, jednak nie była obstawiona stolikami od ściany do ściany. Lokal szczycił się tym, iż nie było tam tłoku nawet przy pełnym obłożeniu. Białe obrusy sięgały podłogi przykrywając okrągłe stoliki przeznaczone najwyżej dla czterech osób. Srebrne świeczniki połyskiwały elegancko komponując się z koszyczkami na przyprawy i flakonami ze świeżymi kwiatami. Przy każdym z nich siedzieli ludzie zajęci rozmową i konsumpcją. Kilku kelnerów snuło się po sali donosząc talerze z zamówieniami. - Czy mają panowie rezerwację? – zapytał kelner zbliżając się do Franka. Frank wyciągnął legitymację i ścisnął ją. Momentalnie zamilkły rozmowy, szepty i pobrzękiwania sztućców. Informacja o pojawieniu się demaga dotarła do umysłów zgromadzonych gości i personelu. - Musimy zbadać jeden z waszych stolików – powiedział Frank wskazując na ten, który zajmował Tom i Helena. Kelner nic nie powiedział, jedynie usunął się na bok potakując ze zrozumieniem głową. - Przepraszam państwa na chwilę – powiedział Frank i bezceremonialnie podwinął obrus i zajrzał pod stół. Para spojrzała na siebie, ale nie odezwała się nawet jednym słowem, gdy Frank oglądał dolną cześć blatu. Po chwili wstał z uśmiechniętą miną i wyciągniętymi przed siebie dwoma palcami. - Mam to! – powiedział do Toma, następnie przeprosił parę, której przerwał posiłek i po chwili znaleźli się z powrotem w samochodzie. Na palcu wskazującym Franka znajdowała się malutka przezroczysta naklejka z ledwo widocznym mikro-chipem. Był to chip, jaki powszechnie był używany, przez markety dla oznaczenia produktów do szybkiej sprzedaży z krótkim terminem przydatności. Mogła go wydrukować i zaprogramować praktycznie każda polimerowa drukarka w setkach egzemplarzy. Frank często widział jak dzieci i młodzież bawiły się takimi chipami przesyłając sobie krótkie wiadomości wideo czy piosenki. Wyciągnął telefon i przyłożył naklejkę do ekranu. Odczytywanie trwało ułamek sekundy. - Chip zaszyfrowany, rozpoczynam odczyt? – zakomunikowała maszyna w ręce demaga. Demagowie mieli dostęp do najnowszych i najbardziej zaawansowanych systemów łamania kodów i szyfrów. Sam telefon nie robił niczego poza przekazywaniem informacji do serwerów i odebraniem gotowej odpowiedzi. Frank nie wiedział jak dokładnie to działa, ale znał zabójczą skuteczność tego systemu. Po chwili na telefonie wyświetlił się obraz, poprzedzony komunikatem o rozszyfrowaniu informacji. Była to Helena, przez chwile patrzyła w ekran i nagle zaczęła mówić. - Cześć Tomku, nagrałam to w razie, gdybym była śledzona i gdybyśmy nie mogli swobodnie porozmawiać. – Helena rozejrzała się za siebie, jakby obawiała się, iż za chwilę zza kadru wyłoni się nieznajoma postać gotowa ją porwać – ponad dwa tygodnie temu byłam mimowolnym świadkiem rozmowy jednego z szefów korporacji UTF i europejskiego premiera. Obydwaj drgnęli i spojrzeli na siebie. Co takiego Helena mogła robić w towarzystwie jednych z najpotężniejszych ludzi na świecie? United Trade Federation powstała z połączenia kilkudziesięciu największych i najbardziej wpływowych światowych korporacji. Zatrudniała w sumie kilkanaście milionów osób na całym świecie i zajmowała się praktycznie każdą możliwą dziedziną gospodarki. Od mediów przez wydawnictwa i portale internetowe po kopalnie, energetykę i przemysł ciężki. Wiele państw znaczne wpływy do swego budżetu zawdzięczały właśnie korporacji UTF. Prezesi firmy mieli do dyspozycji nie tylko dziesiątki bilionów uncji, ale również dziennikarzy, media a nawet wpływowych polityków. UTF jedną swoją decyzją była w stanie podnieść z nędzy dowolny region ziemi lub wręcz przeciwnie, zmienić prosperujące wielomilionowe miasta w ekonomiczną pustynię. Kontrolowała ponadto zasoby naturalne, źródła energii i praktycznie każdą nową technologię. Dla firmy pracowali ochroniarze, detektywi, organizacje paramilitarne i demagowie. Ci pierwsi chronili fabryki, budynki, biura i pracowników niższego szczebla. Ci ostatni zajmowali się dokładnie tym samym jednak bezpośrednio dla ludzi zatrudnionych na szczytach korporacji UFT. - UTF – kontynuowała Helena – opracowała technologię, którą nazwali HEBE. Frank miał wrażenie, że słyszał gdzieś już tą nazwę, jednak w żaden sposób nie był w stanie skojarzyć gdzie to było i co mogło to słowo oznaczać. Szczęściem sama Helena przyszła z wyjaśnieniami. - Hebe była to mityczna bogini młodości, która pełniła funkcję podczaszego, rozlewającego innym bogom dającą wieczne życie i młodość ambrozję. Demag i dziennikarz spojrzeli na siebie. Obydwaj spodziewali się, co mogą usłyszeć dalej. - UTF dzięki połączeniu magii i najnowszej technologii zdołało zbudować maszynę, dzięki której człowiek naprawdę może się odmłodzić. Podobno nie ma żadnych skutków ubocznych, a efekt jest trwały. Frank momentalnie zrozumiał, iż utrzymanie w tajemnicy takiej zdobyczy magii i techniki jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
KRĄG BERTIEGO cz.2 — czytnik · opowiadania