Fantasy · 27 min czytania
KRAINA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
KRAINA
PRZEDMOWA
Dwie siostry przyjeżdżają do swoich koleżanek, które mieszkają w starym, zabytkowym miasteczku. Tam przeżywają wielką przygodę. Dostały magiczną gazetę, która powiedziała im co mają robić. Gdy cztery przyjaciółki zbierały dwanaście magicznych kamieni, które trzeba było pomalować, spostrzegły stojącego w cieniu, czarnego z żółtymi oczami potwora. Dziewczynki szybko pobiegły do domu i od tej chwili zaczęła się ich wielka przygoda.
Przedmowę do książki napisała moja młodsza córka, Ewa - książkowa Małgosia. Rysunki wykonała moja starsza córka, Marta - książkowa Joanna. (z przyczyn technicznych brak rysunków w wersji elektronicznej) Dziękuję im za pomoc, poparcie oraz dostarczanie mi słodyczy i miłych karteczek w stylu " Brawo mamusiu " lub " Kocham cię mamo " Niektórzy bohaterowie tego opowiadania mają swoje pierwowzory w rzeczywistości, ale oczywiście, cechy ich charakteru zostały mocno przerysowane. Książkę napisała mama Marty i Ewy .
Część 22 / 2
P.S. Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony, a jeśli tak, to przepraszam.
1 DZiWNY PREZENT
Joanna z Małgorzatą siedziały na tarasie drewnianego domku i wpatrywały się uparcie w polną dróżkę za furtką. - Ciekawe kiedy przyjadą- Joasia po raz tysięczny zadała sobie i siostrze to samo pytanie. - Też nie mogę się doczekać- westchnęła Małgosia potrząsając z rezygnacją swoją blond fryzurką. Była chudą 10-cioletnią dziewczynką o drobnej, delikatnej buzi elfa i niebieskich oczach. Joasia nerwowo szarpała swoje długie, kręcone włosy. Jej subtelna, miła twarz i piękne, dwukolorowe oczy (jedno szafirowe, a drugie błękitne ) wyrażała niepokój. Joasia miała już12 lat i zawsze bardzo denerwowała się czekając na rodziców, którzy, podczas gdy dziewczynki spędzały wakacje z babcią, ciocią oraz z psami na wsi, pracowali w oddalonym o wiele kilometrów mieście i odwiedzali je tylko w weekendy. Dziewczynki zawsze z utęsknieniem czekały na mamę i tatę ale w ten piątek były wyjątkowo niecierpliwe. Rodzice mają tydzień urlopu więc będą mogli spędzić z nimi więcej czasu. Dłuższą chwilę siedziały w milczeniu obserwując psa, pięknego, wielkiego owczarka, który równie niecierpliwie jak dzieci czekał na swoich państwa, warując już od 2 godzin z nosem przy furtce. - Ciekawe co nam przywiozą w prezencie - przerwała milczenie Małgosia. Rodzice zwykle przywozili im jakieś drobiazgi : malutkie pluszaczki, spinki do włosów, książki, a wszystko po to, aby trochę osłodzić gorycz rozstania. Ale podczas tych wakacji było inaczej. - Głupia jesteś -- Joasia z ukosa spojrzała na młodszą siostrę. Przecież wiesz, że nie mają pieniędzy. Obie ciężko westchnęły. " Pieniądze" - znienawidzony temat. Zbyt wiele od nich zależało. Obydwie wiedziały, że kłopoty finansowe nie kończą się na braku małych prezencików. - Nie mówmy już o tym tylko mocno czekajmy, jeśli będziemy czekały bardzo mocno to oni szybko przyjadą - Małgosia wygłosiła kolejną mądrość życiową. Tego typu dziwnie sformułowane myśli zdarzało jej się wypowiadać dość często. Joasia była do tego przyzwyczajona. - - Czekajmy mocno- powtórzyła, po czym dodała cicho - mam nadzieję, że przywiozą chociaż coś dla Cukierka. My rozumiemy co to jest brak "cholernych pieniędzy", a on nie i byłby bardzo zawiedziony gdyby nic nie dostał. Miała rację. Owczarek o imieniu Cukierek ( mama nazwała go tak bo był " taki słodki ") przywiązywał ogromną wagę do prezentów. Trzeba dodać iż te " prezenty " , czymkolwiek by nie były, musiały być starannie opakowane w kolorowy papier i ozdobione wstążeczką. W innym przypadku w ogóle się nie liczyły. - Słyszałam, ze któraś z was powiedziała " cholernych". To bardzo brzydkie słowo. Chodźcie na kolację. Dziewczynki aż podskoczyły wyrwane ze swojego "mocnego czekania" głosem babci. Babcia - drobna pani o czerwonych włosach i młodej twarzy stała tuż za ich plecami. Babcia bardzo nie lubiła kiedy ktoś wyrażał się niecenzuralnie i chociaż jej wnuczki doskonale wiedziały o istnieniu o wiele gorszych wyrażeń ( one oczywiście nigdy ich nie używały, a przynajmniej bardzo się starały tego nie robić) ,postanowiły z babcią na ten temat nie dyskutować. Grzecznie podążyły za starszą panią opuszczając swój posterunek. Joasia krzyknęła jeszcze do Cukierka - Ty czekaj teraz, a my zjemy kolację. Później będzie zmiana. Weszły z tarasu prosto do pokoju i usiadły przy stole. Cały dom zbudowany był z drewnianych, grubych bali w związku z czym ściany pokoju oraz kuchni, które oddzielono od siebie tylko niską , również drewnianą przegrodą wyglądały tak samo jego jak ściany zewnętrzne. W kamiennym kominku, mimo letniej pory, palił się ogień, z kuchni dochodziły przyjemne zapachy, a na ścianach porozwieszane były bukiety ziół, patchworki, wieńce z zasuszonych kwiatów oraz inne ozdoby zrobione własnoręcznie przez mamę, ciocię i dziewczynki, a także podarowane przez gości, którzy czasem spędzali tu razem z nimi wakacje. -Zaczynamy jeść kolację- zakomenderowała raźno ciocia Zosia . Jeśli zaczniemy , rodzice na pewno zaraz przyjadą. Zawsze tak jest. Ciocia jest siostrą babci , zupełnie do niej niepodobną. Wysoka, elegancko rzecz ujmując, puszysta, ma kunsztownie zaczesane w kok, brązowe włosy i zaskakująco szczupłą twarz. Ciocia pochodzi z bardzo arystokratycznej rodziny i ma na tym punkcie lekkiego hopla ale poza tym jest świetna. Ma duszę artystki i zręczne ręce. Potrafi z dosłownie byle czego wyczarować różne fajne rzeczy. Jest również szczęśliwą posiadaczką psa Pimpusia - wiekowego, miniaturowego sznaucerka. Pimpuś jest bardzo chudy i trzeba go ciągle nakłaniać do jedzenia. Na tym tle między babcią , a ciocią powstają konflikty ponieważ ciocia czasem zapomina nakarmić Pimpusia,a babcię to strasznie denerwuje. Uważa, że o karmieniu psa należy pamiętać i, że trzeba dawać Pimpusiowi takie jedzenie, jakie najbardziej mu odpowiada i, że jeżeli pupilek cioci chce jeść razem ze wszystkimi szynkę podczas kolacji, to należy mu na to pozwolić. Ciocia jest innego zdania. - Jedzcie , jedzcie - ponagliła dziewczynki Zosia. Rzeczywiście, dzisiaj Joasia z Małgosią strasznie się guzdrzą z jedzeniem, co jest naturalne w przypadku Małgosi ale zupełnie niezwykle w wykonaniu Joasi. - W naszym majątku, w Zajeziorzu, kolacje zawsze były wystawne. Przeciągały się zwykle do północy lub jeszcze dłużej, ale dzieci zjadały wszystko szybko, a przy tym elegancko, oczywiście i nigdy nie grymasiły, a później grzecznie szły do swoich pokoi gdzie oddawały się cichym i pożytecznym zajęciom pod czujnym okiem guwernantek - rozmarzyła się nagle ciocia. Babcia spojrzała na nią zdziwiona. Będąc sporo młodszą od swojej siostry, albo nie pamiętała już, jakimi aniołami były w dzieciństwie, albo widzi te sprawy inaczej. - Po kolacji panie przechodziły do saloniku, a panowie, przy kieliszku wybornego porto, palili doskonałej jakości cygara w bibliotece - kontynuowała ciocia nie zrażona reakcją babci. Później panie i panowie wychodzili na przechadzkę po ogrodzie latem, a zimą.... W tym momencie radosne szczekanie Cukierka, które rozległo się przed domem przerwało błogie wspomnienia cioci - Przyjechali! - wrzasnęły jednocześnie dziewczyny zrywając się od stołu i przewracając w pośpiechu krzesełka. Jak szalone wybiegły przed dom gdzie zaatakowały rodziców, nękanych już i tak niezbyt subtelnymi powitaniami 70-ciokilogramowego psiska. Najpierw dopadły ojca. Tato, wysoki, atletycznie zbudowany blondyn przytulił je obydwie i podniósł wysoko do góry, podczas gdy mama nadal broniła się przed opętaną radością psa . Dla osoby postronnej , wyglądało to jak atak wielkiej czarnej bestii o świecących oczach i biało połyskujących kłach na bezbronną, słabą kobietę. W chwilę potem nastąpiła wymiana, to znaczy dzieci przypuściły atak na mamę, a pies w tym czasie napadł na ojca. Jeszcze tylko powitanie z babcią, która jak zwykle, odetchnęła z ulgą kiedy już uzyskała pewność iż rodzice dziewczynek bezpiecznie dotarli do celu, oraz z ciocią Zosią, która jak istota z innej bajki, zwykle bez niepokoju oczekiwała gości zapominając chyba iż ludzie od jakiegoś czasu , nie przemieszczają się z miejsca na miejsce przy pomocy karet lub powozów, ciągniętych przez posłuszne konie i powożonych pewną ręką wiernego woźnicy, używając w tym celu szybkich i niebezpiecznych samochodów. Chodźcie na kolację, właśnie zaczęłyśmy jeść - babcia szerokim gestem ręki zaprosiła wszystkich do domu Rodzice wyzwoliwszy się z objęć dzieci, weszli do wnętrza i zasiedli do stołu gdzie czekały na nich , przygotowane wcześniej nakrycia. Joasia z Małgosią koniecznie chciały się dowiedzieć jakie atrakcje zostały zaplanowane na nadchodzący tydzień i już otworzyły buzie aby zacząć zadawać pytania ale babcia była szybsza. - Co tam słychać ?- zapytała konwencjonalnie. - Nuda - odpowiedział tato. Zwykle odpowiadał " nuda " kiedy ktoś zadawał mu to pytanie. A zdarzało się to stosunkowo często. Babcia chyba niewiele się dowiedziała ale może rzeczywiście nie było o czym mówić. - Słuchajcie dziewczyny - zwróciła się do dzieci mama, sięgając do torebki powieszonej na oparciu krzesła - mam coś dla was . O psach też nie zapomniałam. Dzieci zamarły w oczekiwaniu, a Cukierek porzucił swojego ulubionego, pluszowego misia, zerkając na torbę z wyraźnym zainteresowaniem. Mama zaczęła grzebać w torebce, a trzeba dodać, że nie była to zwykła damska torebka lecz przepastny, skórzany worek, w którym mama gromadziła duże ilości dziwnych rzeczy, jakich z kolei normalne damy nie noszą przy sobie na co dzień. -Pimpuś- spróbowała przywołać pieska cioci zwiniętego w kłębek, w fotelu, przy kominku. Pimpuś nawet nie drgnął więc mama przekazała cioci niewielkie pudełeczko pełne wykwintnych , psich ciasteczek, których rozpieszczony sznaucerek , najprawdopodobniej nie zaszczyci nigdy nawet jednym, arystokratycznym spojrzeniem. -Cukierek, to dla ciebie. Teraz mama trzymała w ręce sporych rozmiarów przedmiot, opakowany w kwiecisty papier i przewiązany niebieską wstążeczką. Cukierek przyjął prezent i szybko rozdarł opakowanie. Z postrzępionego papieru wyłoniła się wielka, wędzona kość. Pies wziął ją do pyska i rzucił z hukiem na drewnianą podłogę, jednocześnie spoglądając na swoją panią z wyrzutem. Tato prychnął oburzony, a mama ciężko westchnęła. - To moja wina , wiedziałam przecież, że on woli pluszowe zabawki - mruknęła, spoglądając za psem, który, bardzo obrażony, dumnym krokiem, wychodził właśnie na taras. - A teraz coś dla moich córeczek - uśmiechnęła się do wiercących się niecierpliwie dzieci. Dziewczynki wyciągnęły szyje tak mocno, że wyglądały jak dwie duże gęsi. A mama wyjęła z torby ..... gazetę, zwykłe, ilustrowane czasopismo. Dziecięce szyje gwałtownie się skurczyły, a na dziecięcych buziach zastygł nieszczery uśmiech, zwany przez ich ojca " tężcowym ". Joasia i Małgosia nie chciały sprawić mamie przykrości swoim rozczarowaniem, przyjęły więc " podarunek ", z tym samym , sztucznym uśmiechem na ustach. - To nie jest taka sobie zwykła gazeta - powiedziała mama widząc ich rozczarowanie. W tej gazecie są czary i tajemnice, na prawdę. Joasia chrząknęła z niedowierzaniem, ale Małgosia z ciekawością spojrzała na trzymane w rękach , nieznane czasopismo. Otwórz na siódmej stronie - ponagliła ja nie wiadomo z czego zadowolona mama. Przeczytaj co tam jest napisane.. " Czarodziejskie kamienie. i ty możesz czarować " Tato westchnął ciężko spojrzawszy na mamę z politowaniem, babcia zaczęła sprzątać ze stołu po kolacji, Pimpuś ciągle spał na swoim fotelu, a Cukierek nadal obrażał się na tarasie. Tylko ciocia, Joasia i Małgosia wydawały się być zainteresowane tematem. - Powiem wam o co chodzi - mamę czasem trudno było zbić z tropu. Te czarodziejskie kamienie to " lumy ". Jeżeli interesują was sprawy, o których zwykli ludzie nie mają zielonego pojęcia, musicie iść nocą na rozstajne drogi. Tam, przy świetle księżyca nazbieracie po trzynaście podobnej wielkości oraz kształtu kamieni. Później na tych kamieniach wymalujecie magiczne znaki, dokładnie takie same jakie pokazano w waszej gazecie. Myślę, że możecie do tego celu użyć lakieru do paznokci. Kupiłam biały , zielony, niebieski i różowy , do wyboru. Na wzmiankę o kolorowych lakierach do paznokci, humor dziewczynek wyraźnie się poprawił. - Tak przygotowane lumy należy przechowywać w lnianych woreczkach. Jeżeli zechcecie użyć swoich magicznych kamieni, musicie znaleźć spokojne miejsce , tam samotnie lub w kręgu osób wtajemniczonych, potrząsnąć trzy razy lnianym woreczkiem i wysypać z niego lumy, które przemówią do was , a także pokażą wam rzeczy niezwykłe. Pamiętajcie również, że każdy wtajemniczony musi mieć własne lumy i nikt postronny nie może ich dotykać. Dziewczynki spojrzały po sobie niepewnie. Nie wiedziały czy mama stroi sobie z nich żarty (co zdarzało jej się dość często) , czy mówi poważnie. - Ja wam uszyję śliczne woreczki - zaoferowała swoje usługi ciocia, widząc ich wahanie. - To jak będzie ? Może teraz nazbieracie kamieni. Leży ich mnóstwo, tu na rozdrożu, tuż za furtką, a księżyc tak pięknie świeci.- ponagliła dziwnie rozentuzjazmowana mama. Małgosia już stała obok drzwi gotowa do wyjścia ale Joasia wyraźnie się ociągała. Nie lubiła w nocy wychodzić nawet za próg domu nie mówiąc już o dalszych eskapadach. - Idźcie , na pewno tego nie pożałujecie - mama nie dawała za wygraną. Ta gazeta na prawdę nie jest zwyczajnym, kupionym w kiosku, za rogiem czasopismem. Nie ma nawet tytułu. Wyobraźcie sobie, że , nie dalej jak wczoraj wieczorem, nad…