dla-dzieci · 14 min czytania
Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II. rozdział V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Było późne popołudnie, gdy Miś opuszczał pszczelą spiżarnię. Nie było to takie proste, gruby, pluszowy brzuszek nie mieścił się w świetle małych drzwi. Potykając się o wystający próg domku Miś mruknął:
— Dawno się tak nie najadłem. Nareszcie mogę rozejrzeć się po okolicy. To ważne wiedzieć, gdzie jestem.
W chwilę później z założonymi do tyłu łapkami dreptał krętą polną ścieżką, pogwizdując wesoło. Okrążył łysy pagórek, przemierzył Polanę Małej Sarny i po godzinie dotarł do brzegu rzeczki, malowniczo wijącej się pomiędzy zalesionymi wzgórzami. Nad nią widniał świeżo pomalowany na niebiesko, drewniany, Krzywy Mostek. Pokonał go ostrożnie i już po chwili stał u wejścia do zacisznej leśnej polanki. Cała wysłana była mięciutkim dywanem z srebrnego mchu. Obrastające polankę niezwykłe rośliny o okazałych, szmaragdowych liściach, przypominały trochę wielkie paprocie. W Misiu wzbudziły zachwyt. Ich grube, muskularne łodygi były, jakby ze błękitnego szkła. Dumnie górowały nad krzakami jaskrawo zielonego łopianu o aksamitnych liściach, spod których wychylały się kępki turkusowej trawy. Rośliny wtapiały się jedne w drugie i na pewno nie było to dzieło przypadku. Gdzie okiem sięgnąć, na mchu, trawie i liściach tłoczyły się rozmaite owady; latające, pełzające, skaczące. Miś na moment wstrzymał oddech.
— Ojej, nigdy nie widziałem tylu na raz - wyszeptał i z wrażenia prawie przysiadł na poduszeczce z wilgotnego mchu.
Niedaleko dojrzał wielki, zeschnięty konar. Podszedł bliżej i wzdrygnął się. Opanowały go szczelnie czerwone mrówki. Było ich mnóstwo. Biegały bez opamiętania, dźwigając większe od siebie ciężary. Zeschłe liście łamały się pod naporem ich drobnych ciałek. Miś przyglądał się mrówkom z pewnym roztargnieniem.
Czemu te czerwone mrówki są znacznie większe od czarnych? Skąd biorą tak niezwykłą energię?
Mały wędrowiec mrówczego zabiegania nigdy nie rozumiał i niewiele pamiętał z opowieści Pinokia. Chciał nawet kogoś zapytać, ale w końcu tego nie zrobił. Mrówki były zajmujące, ale tylko na chwilę.
Nieopodal, na ogromnym liściu łopianu przeciągała się z wdziękiem puchata, pomarańczowa gąsienica. Misiowi przez moment wydawała się główną atrakcją polanki. Pokryte kolcami futerko motylej poczwarki cudownie lśniło w słońcu. Miś przystanął, aby dokładnie się jej przyjrzeć. Na długiej piękności obecność pluszowego intruza nie robiła najmniejszego wrażenia. Gąsienica delektowała się swoim wyglądem, przeglądając się w wielkiej kropli rosy.
Część 22 / 5
To dopiero leśna elegantka! Chyba ma na sobie za dużo krzykliwej biżuterii!? Nawet się nie uśmiechnie, wygląda, jakby dopiero się obudziła ze snu. O tej porze dnia?
Misiową zadumę przerwały jaskrawo czerwone biedronki, o pancerzykach przypominających do złudzenia malutkie muchomorki.
— Wydają mi się półprzeźroczyste, są ani piękne, ani brzydkie, ale na pewno jest ich o wiele za dużo! Ja tak uważam - poprawił się.
Biedronki przez moment przyglądały się Misiowi uważnie. Po czym rozpościerając skrzydełka, zaczęły wytrwale wspinać się po źdźbłach trawy, gubiąc z wysiłku białe kropki. Miś na próżno próbował nawiązać z nimi rozmowę.
— Moja porażka — wyszeptał, opuszczając dziwne zbiegowisko ze smutną miną.
Pod samotnym krzakiem o cienkich liściach grzała się w słońcu para brązowych żuków. Na tle zieleni krzaka wyglądały, jak dwie smakowite czekoladki. Miś przykucnął, robiąc gwałtowny ruch do przodu, aby pogładzić je łapką. Spłoszone owady zaczęły podskakiwać nieporadnie, by w końcu wślizgnąć się pod wilgotną poduszkę ze srebrnego mchu.
— Och, przepraszam, już zmykam — mruknął i lekko zażenowany podreptał dalej.
Krokom pluszowego wędrowca towarzyszyła leśna cisza. Powietrze stygło. Wąskie ścieżki plątały się i krzyżowały. Nie sposób było się zorientować dokąd prowadzą. Nagle, gdy Miś skręcał w prawo, tuż nad jego głową rozległo się dziwne chrobotanie. Zaintrygowany ostrożnie spojrzał w górę i krew zastygła w pluszowych żyłach.
Część 33 / 5
— Ja chcę do domu — jęknął.
Metr nad nim, na długiej białej nici, wisiał ogromny pająk. Opasłe ciało owada pokryte było gęstymi czarnymi włoskami. Miś wzdrygnął się. Pająk Tkacz!? Skąd się tu wziął? Katastrofa! Co robić? Zawrócić?
Pluszak słysząc swoje myśli, zadrżał. Po długiej chwili:
— Proszę pana...proszę pana... ja tu jestem.
Misia zaskoczył własna śmiałość. Paskudny owad zmierzył przybysza przenikliwym wzrokiem.
— Dlaczego trzymasz się z dala? — zapytał z cierpką obojętnością, żeby już po sekundzie dalej, w skupieniu dziergać swoją misterną pajęczynę.
Pająk wyraźnie nie był gadatliwy i trzymał Misia na dystans.
— Wyraźnie traktuje mnie z góry, ale to nic, idę sobie i oby jak najdalej.
Część 44 / 5
Pluszak odetchnął z ulgą i biegiem ruszył przed siebie, nigdzie nie zatrzymując się. Z czasem jego strach znikł bez śladu.
Na brzegu lasu usadowił się na brzegu wielkiego pnia. Nie wiadomo ile czasu tam siedział. Z zamyślenia wyrwał go wiatr. Narastał z każdą minutą, szybko oplótł pobliskie drzewa, przebiegł przez plątaninę gałęzi, wywołując tysiące szeptów. Wieczór ciemnym płaszczem otulał gęsty las. W pobliskich krzakach odezwała się tęskna kapela ptaków, prawdopodobnie szukały miejsca na nocleg. Nagle uszu Misia doszło znajome pochrząkiwanie. Na skraju drogi przecinającej porębę pojawił się zdyszany Pajacyk. Na widok przyjaciela uśmiechnął się od ucha do ucha.
— Ach, jesteś! Widzę, że się nie nudzisz?
— Nie ja! — krótko odpowiedział Miś i zamyślił się.
Milczenie Misia długo nie trwało.
— Pinokio, wkrótce zajdzie słońce i Królestwo Pszczół zatonie w szaro-złotej, wieczornej poświacie. Czy nie warto żyć dla takich widoków? Tu nawet wiatr w gałęziach drzew inaczej wygrywa swoją melodię. Niezwykły jest ten bajkowy świat, tu można zapomnieć o smutkach. Och, żeby tak znowu być małym, wtedy wszystko byłoby takie proste...
Pajacyk klepnął rozrzewnionego przyjaciela po ramieniu.
— Lubię cię, ale czasem za dużo mówisz i zachowujesz się jak dziecko. Kiedyś, gdy byliśmy mali problemów też było bez liku, ale słabo je pamiętamy. Czasem nic nie układa się po naszej myśli, ale to mija i znowu wychodzi słońce.
Część 55 / 5
— Och, wszystko to prawda — westchnął Miś i czarne oczy z guzików przygasły.
— Misiu, skończmy filozofować, pora wracać — rzekł Pajacyk, patrząc spod oka na przyjaciela.
— E tam, Pinokio, jak zwykle panikujesz — obruszył się Miś.
W kwadrans byli na miejscu. W ciemności wiśniowego sadu udało się szybko odnaleźć leżaki. Miś wyciągnął z przepastnego plecaka latarkę i przykrótką kołderkę w muchomorki. Nie trzeba rozumieć Misia, żeby go lubić, pomyślał Pajacyk, wdrapując się na swój leżak. Pluszak otulił się po nos kołderką. Nie minęła minuta, gdy zabłysła misiowa latarka i doszedł Pinokia rozedrgany, na skutek echa, głosik.
— Pajacu, chodzi mi po głowie milion pomysłów. Posłuchaj, bo to poważna sprawa. Lubię tańce, ale z nie mniejszą ochotą pograłbym na pianinie. Uda się to zrobić?
Pinokio kompletnie zbaraniał.
— Pianino w pasiece, dobre sobie. Objadłeś się niczym